Prezydent USA Barack Obama i kanclerz Niemiec Angela Merkel.
Prezydent USA Barack Obama i kanclerz Niemiec Angela Merkel. Fot. Franciszek Mazur / Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Prestiżowy magazyn, jak co roku, sporządził listę dwudziestu najpotężniejszych osób na świecie. Jasno z niego wynika, że pomimo kryzysu, USA nadal dominuje na arenie międzynarodowej. Gonią je, oczywiście, Chiny i Indie. Jakie jeszcze wnioski można wyciągnąć z listy dwudziestu osób, które mają największą władzę na świecie?

REKLAMA
Wśród dwudziestu najpotężniejszych znajduje się aż osiem osób z USA. Poszczególne pozycje rozkładają się dość równomiernie, ale dobitnie pokazują potęgę Stanów. Dwie osoby w pierwsze piątce, cztery w dziesiątce. Imponujący wynik jak na kraj, w którego siłę opinia publiczna powoli przestaje wierzyć. A może zwykła propaganda?
Stany Zjednoczone rządzą światem
Na pierwszym miejscu, po awansie o jedno oczko, znajduje się Barack Obama. Prezydent USA zrzucił z piedestału Hu Jintao, prezydenta Chin. Można to uznać za, mimo wszystko, wciąż zbyt słabą pozycję Państwa Środka by zastąpić Stany Zjednoczone. Można też, wedle teorii spiskowych, doszukiwać się tutaj propagandy świata Zachodniego, przytłoczonego rosnącą potęgą Chińskiej Republiki Ludowej. Obama jako lider zestawienia na pewno budzi wątpliwości i kontrowersje.

Obama śpiewa "Sweet Home Chicago" [WIDEO]
Najhojniejszy na świecie...
Dalsza część zestawienia pokazuje jednak, że plotki o słabej kondycji USA są przesadzone. Najciekawszą osobą wśród wyróżnionych Amerykanów wydaje się Bill Gates. Skoczył aż o pięć miejsc i tym samym znalazł się na piątym miejscu. Znany wszystkim twórca potęgi Microsoftu, druga najbogatsza osoba na świecie. Od 2006 roku porzucił pełnowymiarową pracę w informatycznym gigancie, by poświęcić się fundacji charytatywnej Bill & Melinda Gates Foundation.
"Najbardziej produktywny kryzys wieku średniego" - tak opisuje go Forbes. Gates nie jest już najbogatszy na świecie, ale tylko dlatego, że prawie 30 miliardów dolarów przeznaczył na walkę z chorobami. Szczepionka na malarię, promowana i firmowana przez wrażliwego bogacza, przeszła w 2011 roku testy kliniczne i ma duże szanse na ratowanie milionów istnień.
… I ci mniej hojni, chociaż bogaci
Do dwudziestki, choć na ostatnie miejsce, wskoczył też Warren Buffet. Trzeci najbogatszy człowiek świata, prezes Berkshire Hathaway, legendarny inwestor. Posiadacz majątku szacowanego na 44 miliardy dolarów jest po prostu bardzo wpływowym finansistą. Do tego, jako jeden z niewielu inwestorów zarobił na kryzysie. Ostatnio zaskoczył świat twierdząc, że należy opodatkować najbogatszych Amerykanów. Wzbudził tym sporą niechęć środowisk biznesowych. Sam Steve Forbes odpowiedział, że "jeśli Buffet chce rozdawać swoje miliardy dolarów, to nikt mu nie broni". Póki co jednak Buffet nie zdecydował się na taki krok, za to zaśpiewał z okazji chińskiego Nowego Roku.
Na dziewiątą pozycję awansował (i to prawdziwym wejściem smoka - z 40. miejsca!) z kolei Mark Zuckerberg, twórca Facebooka. Kto ma konto na popularnym portalu społecznościowym ten wie, dlaczego twórca "fejsa" znalazł się na tej liście. Zuckerberg nie tylko łączy miliony ludzi na całym świecie, ale też dysponuje ich danymi. I wszystkim, co użytkownicy wrzucają na swoje profile. Zuckerberg wygrał internetowy rząd dusz na skalę globalną - i to wystarczyło, by być jedną z najpotężniejszych osób na świecie.
Pozostali Amerykanie na liście nie są już tak zajmujący. Ben Bernanke (8/8)*, szef FED; Sekretarz Stanu Hillary Clinton (16/20); Timothy Geithner - Sekretarz Skarbu (18/28) i burmistrz Nowego Jorku Michael Bloomberg (17/23). USA to jedyne państwo, z którego na listę dwudziestu weszły nie zajmujące najwyższych stanowisk państwowych.
W pościgu za Stanami Europa
Chociaż kryzys szaleje w strefie euro, chociaż władzom Unii i jej państw zarzuca się nieudolność w rządzeniu, to politycy ze Starego Kontynentu również znaleźli się w zestawieniu "Forbes'a". Najwyżej wyceniono Angelę Merkel. Kanclerz Niemiec poszła w górę o dwa miejsca i została czwartą najpotężniejszą osobą na świecie. Daleko za nią znalazł się David Cameron (10/7), premier Wielkiej Brytanii. Najmniej znaczącym Europejczykiem jest zaś prezydent Francji Nicolas Sarkozy (13/19).
Europę reprezentują również: papież Benedykt XVI (7/5) oraz prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi. Włoski ekonomista pojawił się na liście niespodziewanie - i sprawił to właśnie fakt, że objął we władanie EBC. Będzie pełnił kluczową rolę w walce z kryzysem - tak "Forbes" tłumaczy swoją decyzję o umieszczeniu Draghiego w zestawieniu.
Doborowe towarzystwo uzupełnia Władimir Putin, drugi najpotężniejszy, który dosłownie kilka dni temu ponownie wygrał wybory prezydenckie w Rosji. Teraz czeka go wydłużona, sześcioletnia kadencja. I kolejne kilka lat rządów nad jednym z najbardziej zasobnych w surowce krajów na świecie.
Potęga Chin niepodważalna
Po piętach Putinowi depcze wspomniany wcześniej Hu Jintao. Prezydent Chin, sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin i zwierzchnik sił zbrojnych ChRL. Chiński polityk włada ogromną potęgą gospodarczą, demograficzną (ponad jedna szósta ludności świata - 1,35 mld ludzi) i militarną. Nad swoim ludem Jintao ma władzę niemal absolutną. Prezydent zapowiedział jednak, że stopniowo ma zamiar rezygnować z poszczególnych funkcji.
Z kolei rodak Jintao, Wen Jiabao - premier Chin - pojawił się na liście w tym roku. Debiutuje na czternastej pozycji. Szef chińskiego rządu zyskał sobie aprobatę Zachodu aprecjacją juana (podwyższeniem wartości waluty, która w ChRL jest sterowana centralnie). Jiabao opowiada się też za decentralizacją władzy w Chinach, co znajduje spore poparcie wśród "Zachodnich" polityków.
Indie słabsze, ale też ważne
Drugie regionalne mocarstwo, Indie, także ma swoich reprezentantów. Premier Manmohan Singh i Sonia Gandhi, prezydent Indyjskiego Kongresu Narodowego, także kontrolują jedno z najważniejszych państw świata. Potęga Indii nie jest jednak tak ekspansywna jak Chin i ma innym wymiar. Stąd też niższe miejsca na liście: 11. Gandhi i 19. Singha.
"Rodzynkiem" w zestawieniu jest Abdullah bin Abdul Aziz al Saud - król Arabii Saudyjskiej. Na 6. pozycji, jest jedynym przedstawicielem świata arabskiego. Jego kraj to jedna z niewielu monarchii absolutnych na świecie. Ale ani Zachodowi, ani mieszkańcom to nie przeszkadza. Posiadane złoża ropy - szacowane na 26% światowych zasobów - powodują, że państwo Saudów to niemal kraina mlekiem i miodem płynąca. To zaś czyni Abdullaha al Sauda jedną z najbardziej wpływowych osób na świecie - chociaż nie należy on do osób powszechnie znanych.
Jak widać, sytuacja międzynarodowa nie ulega znacznym zmianom. Wątpliwości mogą budzić rotacje między politykami z USA, Chin i Rosji, szczególnie pierwsze miejsce Baracka Obamy. Być może reelekcją lub rozwiązaniem konfliktu Iran-Izrael obecny prezydent USA potwierdzi werdykt "Forbes'a".
* W nawiasach kolejno: obecne miejsce na liście/pozycja zeszłoroczna.