Rak może dotknąć każdego. 26-letni Łukasz Andrzejewski wydał książkę o swojej walce z nowotworem [wywiad]

"Polityka nowotworowa. Pamiętnik praktyczno-teoretyczny" autorstwa Łukasza Andrzejewskiego, Wydawnictwo Krytyka Polityczna. Krytyka Polityczna
Rak jest chorobą skrajnie demokratyczną, a większość z nas ma poczucie nieśmiertelności. Łukasz Andrzejewski w książce "Polityka nowotworowa. Pamiętnik praktyczno-teoretyczny" wydanej przez "Krytykę Polityczną", spisał swoje wspomnienia z czasu choroby nowotworowej. W rozmowie z naTemat podkreśla, że nie chce nikomu odbierać radości życia, tylko uświadomić, że rak może dotknąć każdego.


Miałeś 22 lata, kiedy dowiedziałeś się, że masz nowotwór. Wyrok?

Łukasz Andrzejewski: Wtedy już od pół roku wiedziałem, co mi jest. Spodziewałem się takiej diagnozy. Nie byłem więc dramatycznie zszokowany. Oczywiście nie była to dla mnie łatwa wiadomość. Miałem obawy o fizyczne konsekwencje.

Trudno mi sobie wyobrazić, że przyjąłeś tak spokojnie wiadomość, że masz raka.

Było wtedy zimno, może dlatego przyjąłem to bez skrajnych emocji [śmiech]. Poczułem, że jest coś do zrobienia.

Kiedy zdecydowałeś o napisaniu książki-pamiętnika?

Pod koniec choroby. Jak doszedłem nieco do siebie, nabrałem dystansu. Absolutnie nie kładłem się do łóżka w szpitalu z zamiarem napisania książki. Nie przyszło mi to nawet przez myśl. Spisałem wspomnienia trochę za namową przyjaciół. Opisałem tylko, jak moim zdaniem wygląda sytuacja pacjentów onkologicznych w Polsce. Nie chcę nikogo pouczać, wywierać presji. Może komuś "mój sposób na raka" pomoże.


Jaki to sposób?

Praca. Potraktowałem to jako rzecz do zrobienia. Jest zadanie, które trzeba wykonać. Miałem komfort w porównaniu z wieloma pacjentami, co zawsze podkreślam. Ja byłem tylko chory. Nie musiałem się martwić o resztę – pieniądze, utrzymanie. Miałem wsparcie bliskich.

Mimo wsparcia, zwracasz uwagę na samotność pacjenta. Czułeś się samotny?


Tak. Ale chodzi mi o specyficzną samotność. Nie osobistą, bo przy wielu chorych tak, jak przy mnie są bliscy ludzie. Chodzi mi o samotność społeczną, którą w mojej ocenie powoduje błędna społeczna diagnoza. Pacjenci stają się niewidzialni publicznie. Chory nie może czuć się normalnie, bo raka nie traktuje się u nas, jako coś, co może dotknąć każdego.

Po diagnozie stałeś się dla wielu osób tylko chorym, bo choroba rzucała się w oczy?



To pierwszy poziom tej samotności. Sam przeżyłem szok, jak zobaczyłem się bez włosów po chemioterapii. Robiłem dziwne sztuki, żeby tych włosów nie stracić. Byłem pewny, że akurat mi się uda. Nie udało się. Te zewnętrzne zmiany – brak włosów, utrata wagi, dają poczucie dotkliwej inności, wyobcowania. Tak na chorobą reaguje wiele osób, jeśli nie większość.

Straciłeś włosy, bardzo schudłeś, byłeś osłabiony – nie pojawiły się chwile załamania? Nie przestałeś traktować choroby jako "zadania do wykonania"? Nie czułeś, że może ten "twój sposób" to jednak mrzonka?


Nie dorabiałem do takich sytuacji, czy bardziej do siebie w tych sytuacjach żadnej teorii. W trudnych momentach stosowałem strategię trwania i przetrwania.

Wygrałeś z chorobą?


Wiele na to wskazuje, ale nie mogę tak powiedzieć w 100 proc. Potrzeba 5 lat bez objawów nawrotu. Zostało mi 1,5 roku. Myślę, że się uda.

Twoja książka to nie tylko pamiętnik. Chcesz promować "nową politykę nowotworową", która zmieni postrzeganie choroby jako kary, a będzie mobilizować zdrowych do działania.

Chcę promować właściwie nie tyle politykę, co nową ideę demokratyzacji i emancypacji choroby nowotworowej. Rak jest skrajnie demokratyczny. Trzeba mieć świadomość, że może dotknąć każdego. Właściwie jedna osoba na trzy może się jej spodziewać. Chciałbym, żeby ludzie mieli świadomość, że ta choroba to nie dramat, który kończy wszystko. Zazwyczaj udaje się ją pokonać. Medycyna niebywale się rozwinęła i większość nowotworów jest uleczalna. Ta świadomość wiąże się z empatią. Bardzo trudno się jej nauczyć. Za empatią idzie emancypacja. Jest za duża przepaść między zdrowymi, a chorymi.

Nie doświadczyłeś empatii w trakcie choroby?


Jest z tym problem. Ludzie się odwracają. Ale każda inność wywołuje taką reakcję. Choroba jest innością. Szczególnie tak widoczna zewnętrznie.

Jak miałaby wyglądać demokratyzacja choroby nowotworowej?

Potrzebna jest wiedza, jak ta choroba przebiega, jak się ją leczy, jakie są szanse na wyleczenie. Trzeba to powtarzać i powtarzać. To smutne trochę. W szkołach się o tym mówi, ale jeśli zajęcia prowadzi pani od biologii, która uczy również o rozmnażaniu ślimaków, to tak trudny temat – jak rak – przekazywany jest za pomocą szeregu uproszczeń, albo eksperckim, niezrozumiałym językiem. Przez to rak zapamiętywany jest jako ekskluzywna choroba. To buduje fałszywy obraz.

Czytaj też: Pokazali się z łysą głową i wychudzoną twarzą. Walka znanych osób z rakiem daje siłę innym

Moją intencją w trakcie pisania książki było przekazanie: każdy z nas powinien się liczyć z potencjalnością choroby. Większość, szczególnie w młodym wieku, ma poczucie nieśmiertelności. Nie mam zamiaru dobierać ludziom radości życia, ale chciałbym, żeby nie utożsamiali choroby z końcem życia. Żeby się z nią liczyli.

Przed nowotworem też czułeś się nieśmiertelny?


Na pewno. Nie przypuszczałem, że mogę mieć raka. Ale wychowywałem się w środowisku medycznym. Kiedy komuś diagnozowano chorobę nie przyjmowałem tego oczywiście z radością, ale ze spokojem. Liczyłem się z tym, miałem świadomość ryzyka. To pomogło, kiedy sam usłyszałem, że mam raka.

Twoja książka to poradnik?


Nie chcę nikogo pouczać. Wypuszczam w przestrzeń komunikat. Czuję się lepiej, że książka jest już wydana. Otrzymuję dramatyczne listy od rodzin chorych osób. Niektórych nie mam siły czytać. Ci ludzie wskazują na emocjonalne zapotrzebowanie na społeczną zmianę. Głos pacjentów nie jest słyszalny w przestrzeni publicznej. Ja nie chciałbym się tym głosem stać, ale wiem, że potrzebujemy instytucjonalnych rozwiązań. Nie wiem, czy to się stanie. Jestem zbyt mały, żeby zrobić coś więcej niż to, co zrobiłem pisząc tę książkę. Mam nadzieję, że w jakiś sposób przyczyni się do zmiany.


Łukasz Andrzejewski (1986) – filozof, kończy doktorat w Instytucie Filozofii UWr. Od stycznia 2009 roku zmagał się z chorobą nowotworową, jednocześnie działając na rzecz zmiany publicznego wizerunku tej choroby. Członek zespołu Krytyki Politycznej.

W środę o godz. 19.00, w warszawskiej redakcji Krytyki Politycznej (ul. Foksal 16) odbędzie się spotkanie pt.: Samotność pacjenta – wokół książki „Polityka nowotworowa. Pamiętnik praktyczno-teoretyczny” Łukasza Andrzejewskiego Spotkanie poprowadzi Adam Ostolski (Krytyka Polityczna), a jego gośćmi będą: autor książki, reżyserka Małgorzata Szumowska oraz onkolog i inicjator kampanii „Policzmy się z rakiem” doktor Dariusz Godlewski.