
Medialna środa mija "pod patronatem" katastrofy helikoptera w Londynie. Prym wiedzie oczywiście TVN24, który relacjonuje zdarzenie minuta po minucie. Żółto-czerwone paski atakują widzów i czytelników od rana. Zresztą to już nie pierwszy raz. Dziwi jednak fakt, że polskie media wydają się bardziej poruszone tą katastrofą niż brytyjskie. I bynajmniej nie jest to stwierdzenie przesadzone. Zresztą zobaczcie sami.
REKLAMA
Katastrofa helikoptera w Londynie. Bilans? Dwie osoby nie żyją, a kilkanaście jest rannych. Nikt nie kwestionuje tego, że doszło do tragedii, ale nie sposób pozbyć się wrażenia, że coś tu jest nie tak. Dlaczego? Wystarczy na przykład zajrzeć na TVN24 (i w telewizji, i w internecie).
Czołówka i duża część informacji na stronie głównej poświęcone są wypadkowi. Wszystko w akompaniamencie żółto-czerownych pasków. Jeden ekspert, drugi ekspert, trzeci ekspert, kilka analiz i ewentualnych scenariuszy oraz kolejne zdjęcia z miejsca katastrofy. I choć śmigłowiec rozbił się z samego rana, to nadal wszystko uzupełnia relacja na żywo. Oczywiście minuta po minucie.
I raz jeszcze, warto zaznaczyć, że nikt nie umniejsza rozmiaru tragedii, ale czy naprawdę trzeba do niej podchodzić z takim rozmachem? W tym momencie na stronie TVN24.pl na czytelników czeka kilkanaście materiałów o katastrofie helikoptera w Londynie. Dowiadujemy się nawet, że identyczny model śmigłowca miał trzy lata temu wypadek w Polsce.
To wszystko w naszym kraju. A na Wyspach? Pewnie, wypadek również zauważono. Oczywiście, też trafił na czołówki serwisów. Jest jednak jedno "ale". Tam jest to nieco bardziej uzasadnione, a mimo wszystko i tak podchodzą do tego rozsądniej.
Robimy szybki przegląd brytyjskich serwisów i okazuje się, że w Anglii zareagowano ze zdecydowanie mniejszym rozmachem niż np. w naszym rodzimym TVN. Jedynie HuffingtonPost opisał katastrofę z porównywalnym zaangażowaniem. Poniżej kilka screenów z tamtejszych stron informacyjnych.
Czy powinno nas to jeszcze dziwić? Przecież niepierwszy raz cały dzień mija "pod patronatem" jednego wydarzenia. Nie sposób zapomnieć o przylocie do Polski Dreamlinera. Wszystkie stacje, z TVN24 na czele relacjonowały go na bieżąco. Przez cały dzień. Nie zabrakło oczywiście żółto-czerwonych kolorów.
Podobnie było w ostatnich dniach. Mężczyzna zabarykadował się w mieszkaniu, ostrzelał policjantów. Dwie osoby zginęły. Tutaj mogliśmy oglądać nawet wirtualne symulacje akcji antyterrorystów. Niewiele później znów powtórka. Funkcjonariusz dźgnął nożem swoją żonę, a potem popełnił samobójstwo.
I zaczyna się. Od rana do wieczora, jedziemy z jednym tematem. Co z tego, że każdego dnia w tych samych miastach giną kolejne osoby – albo na drogach, albo w wyniku przestępstw. Co z tego, że dziś w USA pod jednym z college'ów mężczyzna zastrzelił dwie osoby. Co z tego, że codziennie kolejni ludzie popełniają samobójstwo. To już nie zasługuje na całodniową relację, bo zabrakło tam bomb, kontrowersji lub było za mało ofiar?
Otóż nie, nie zasługuje. Takie tragedie niestety się zdarzały, zdarzają i będą zdarzać. Oczywiście musimy o tym wspomnieć, bo to smutna i brutalna rzeczywistość – nawet na stronie głównej i nawet z kolorem. Ale czy do każdej tragedii trzeba wysyłać medialną kawalerię? Najlepiej z helikopterem, bo przecież do czegoś musi się przydać.
