
Wojskowi biegli stwierdzili, że brzoza, o którą 10 kwietnia 2010 roku zahaczył prezydencki samolot, jest złamana trzy metry wyżej, niż napisano w raporcie komisji Millera – donosi dzisiejsza "Rzeczpospolita".
Po blisko trzech latach od katastrofy smoleńskiej wciąż mnożą się pytania i wątpliwości. Nie tylko w gronie zwolenników teorii spiskowych. Okazuje się bowiem, że biegli powołani przez wojskowych śledczych orzekli, iż w raporcie komisji Jerzego Millera podano nieprawdziwe informacje dotyczące brzozy, o którą zahaczył prezydencki tupolew.
"Brzoza jest złamana na wysokości 7 metrów i 70 centymetrów – mówi cytowany przez "Rz" kpt. Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Tymczasem w raportach rosyjskiego MAK i komisji Millera znalazła się informacja, że drzewo zostało złamane na wysokości ok. 5 metrów.
"Rzeczpospolita"
Znak zapytania pojawia się również przy informacji dotyczących grubości drzewa. Według raportu Millera średnica pnia wynosiła 30-40 cm. Z kolei Naczelna Prokuratura Wojskowa przekonuje, że brzoza miała średnicę 52 cm.
dr Jan Łukaszkiewicz
Katedra Architektury Krajobrazu SGGW
Jak pisaliśmy w naTemat, prokurator generalny Andrzej Seremet ostatnio zapowiedział, że 17 lutego polscy śledczy pojadą do Smoleńska, by zbadać brzozę i skrzydło Tu-154. Zaznaczył również, że "nie ma niczego, co uprawdopodabniałoby teorię wybuchu".
Źródło: "Rzeczpospolita"
