
Tragiczne wieści płyną z Wielkopolski. W Kobylinie (powiat krotoszyński) dziadek potrącił swojego 1,5-rocznego wnuczka ciągnikiem. Dziecko zmarło na miejscu. Policja ustala, w jaki sposób malec znalazł się pod traktorem prowadzonym przez jego dziadka.
Dramat w Kobylinie, dziadek przejechał traktorem swojego wnuczka
Do tragedii doszło w poniedziałek 18 września około godziny 9:00. Jak podaje lokalny serwis ostrow24.tv, 67-letni mieszkaniec Kobylina był w trakcie wykonywania prac rolnych, kiedy z niewiadomych przyczyn za ciągnikiem, którym się przemieszczał, znalazł się jego 1,5-roczny wnuczek.
Rodzina małego chłopca natychmiast po zdarzeniu wezwała służby ratownicze, jednak nie udało się go uratować.
– Na miejscu wykonano czynności pod nadzorem prokuratury, które mają na celu wyjaśnienie przebiegu tego tragicznego zdarzenia - powiedział Piotr Szczepaniak, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Krotoszynie w rozmowie z reporterami portalu krotoszynska.pl.
Z kolei Maciej Meler, rzecznik prasowy prokuratury okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim uzupełnił, że w związku z koszmarnym wypadkiem prowadzone są przesłuchiwania świadków. Zlecono również przeprowadzenie sekcji zwłok 1,5-rocznego chłopca.
Serwis ostrow24.tv podał nieoficjalnie, że dziadek oraz matka chłopca zostali poddani hospitalizacji. 67-mężczyzna miał trafić do szpitala z powodu zawału.
Czarna seria śmiertelnych potrąceń maleńkich dzieci
To druga taka tragedia na przestrzeni zaledwie jednego miesiąca. Jak pisaliśmy w naTemat, na terenie gminy Żukowo doszło do niemal identycznego zdarzenia. Na wiejskiej posesji potrącone zostało roczne dziecko. Jego życia również nie udało się uratować.
– Po godz. 9:00 policjanci otrzymali zgłoszenie o tragicznym w skutkach zdarzeniu, do którego doszło na terenie prywatnej posesji. Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że na terenie prywatnej posesji, kierowca samochodu osobowego śmiertelnie potrącił roczne dziecko – powiedziała portalowi Kartuzy.info. sierż. Aldona Domaszk, rzecznika kartuskiej policji.
W tym przypadku policja nie potwierdziła pierwotnie pojawiających się informacji, że sprawcą zdarzenia był ojciec. Wiadomo jedynie, że wypadek na Pomorzu również spowodował mężczyzna i także był trzeźwy.
"Fakt" ustalił w, że chłopczyk miał rok i dwa miesiące, a na posesji się bawił. Dziecko miało dopiero uczyć się chodzić.
Z kolei dwa dni później niemal identyczna i równie dramatyczna w skutkach sytuacja miała miejsce w Boćkach na Podlasiu. Doszło tam do potrącenia 10-miesięcznego dziecka. Jak podała miejscowa policja, sprawcą jest ojciec malucha, a wszystko wydarzyło się na przydomowej posesji. – Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że 44-letni mężczyzna potrącił swoje 10-miesieczne dziecko na posesji – powiedział w niedzielę rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa. Badanie wykonane przez funkcjonariuszy wykazało, że 44-latek był trzeźwy. W związku ze sprawą został zatrzymany i przebywa teraz w policyjnym areszcie. Policja podobno miała uzasadnione podstawy do zatrzymania mężczyzny, których na razie nie zdradza.
Ponadto zatrzymano także dziadka ofiary. Media poinformował o tym prok. Adam Naumczuk z Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim.
Zobacz także
