Ostra kłótnia w TVN24. Poszło o media publiczne
Ostra kłótnia w TVN24. Poszło o media publiczne Fot. Andrzej Iwanczuk/REPORTER, Pawel Wodzynski/East News
Reklama.

W środowym (3.01) wydaniu kultowego programu publicystycznego Moniki Olejnik dosłownie zawrzało. Wszystko za sprawą ostrej wymiany zdań, do jakiej doszło między goszczącymi w telewizyjnym studio wiceministrą edukacji Katarzyną Lubnauer (KO), a posłem PiS Kamilem Bortniczukiem. Poszło o zmiany w mediach publicznych.

Awantura w "Kropce nad I"

– Ja bardzo bym chciał, żeby wolne media zauważały w Polsce, jak łamana jest konstytucja przez ministra Bartłomieja Sienkiewicza – stwierdził na antenie Bortniczuk.

Były szef resortu sportu nie chciał jednak odpowiedzieć na pytanie, czy popiera gigantyczne pensje pracowników TVP za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy. Chodzi m.in. o milionowe zarobki byłych szefów Telewizyjnej Agencji Informacyjnej – Michała Adamczyka (1 500 237 zł brutto) i Jarosława Olechowskiego (1 424 075 zł brutto). Co więcej, polityk wielokrotnie utrudniał wypowiedzenie się wiceszefowej MEN.

"Jest pani w stanie powstrzymać tego pana"?

– Mam wrażenie, że ta wysoka pensja Adamczyka to dokładnie to, co prezes myśli o roli mediów. Im się płaci, to bronią rzeczy nie do obronienia – komentowała Lubnauer.

Na to Bortniczuk odparł, że rozmowa nie dotyczy "jakości mediów publicznych". Sytuacja robiła się coraz bardziej napięta.

– Jest pani w stanie powstrzymać tego pana, żeby nie mówił, kiedy ja mówię? – apelowała do prowadzącej polityczka. – Proszę ciszej, dzieci patrzą – nie odpuszczał Bortniczuk.

– Dzieci patrzyły na gest Kozakiewicza, a teraz słyszą od ministra sportu, że to normalny gest – przerwała posłowi Olejnik, nawiązując do zachowania Mariusza Kamińskiego w Sejmie, który wykonał wspomniany gest w stronę posłów rządzącej koalicji, demonstrując co myśli o wygaszeniu mandatu przez marszałka Sejmu Szymona Hołownię.

O co chodzi z gestem Kozakiewicza?

Przypomnijmy: 21 grudnia wieczorem na sali plenarnej zjawili się Mariusz Kamiński oraz Maciej Wąsik. Było to zaskoczenie, ponieważ posłowie Prawa i Sprawiedliwości zostali skazani na dwa lata pozbawienia wolności, więc marszałek Sejmu wygasił ich mandaty. Wówczas wiceprezes PiS na środku sali plenarnej pokazał w kierunku politycznych oponentów tzw. gest Kozakiewicza.

Polegający na prostopadłym skrzyżowaniu ramion gest wywodzi się od francuskiego "bras d’honneur". Jest powszechnie uważany za obsceniczny i bardzo obraźliwy w swojej wymowie poprzez nawiązanie do fallusa.

Gest jest łączony z Władysławem Kozakiewiczem, który podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 r. pokazał wspomniany ruch w kierunku wygwizdującej go radzieckiej publiczności.

Chwilę przedtem polski sportowiec oddał bardzo udane skoki na wysokość 5,70 m i 5,75 m. Później Polak skoczył jeszcze raz, tym razem na wysokość 5,78 m, czym wywalczył sobie złoty medal olimpijski, ustanawiając jednocześnie rekord świata.

Czytaj także: