
Wśród komentarzy po objęciu przez papieża Franciszka Stolicy Piotrowej pojawiają się głosy stawiające pod znakiem zapytania jego moralną postawę w czasach, gdy w Argentynie rządziła brutalna wojskowa dyktatura. Czy oskarżenia pod adresem Jorge Bergoglio są słuszne?
W 1976 roku wojskowe władze rządzonej przez Jorge Videlę Argentyny uprowadziły i przez pół roku więziły i torturowały dwóch jezuitów. Według dziennikarza śledczego Horacio Verbitsky’ego, autora poświęconej czasom “brudnej wojny” książki “Cisza”, Bergoglio nie tylko nie pomógł swoim protegowanym, ale i mógł nawet posunąć się do donosu na nich. Sam Bergoglio odciął się od tych oskarżeń, twierdząc ustami swego rzecznika, że to pomówienia.
Na korzyść Franciszka przemawia fakt, że ewidentne przypadki współpracy księży z władzami zostały po latach w Argentynie osądzone.
Historia porwanych księży i reakcji przyszłego papieża wpisuje się w szerszą, wciąż żywą w Argentynie dyskusję o postawie Kościoła instytucjonalnego wobec brutalnego reżimu. Maciej Stasiński bez owijania w bawełnę mówi o niej tak:
Rola Kościoła istytucjonalnego w tamtych czasach była haniebna. Znakomita większość hierarchów nie tylko wiedziała, że prawa człowieka są łamane, ale je usprawiedliwiała jako “walkę z komunizmem” i “odrodzenie narodowe”. Przejawiało się to w homiliach, dokumentach, rozmowach.
Według Stasińskiego, na niemal 80 argentyńskich biskupów zaledwie czterech otwarcie opowiedziało się przeciw juncie. Większość kleru ją poparła. – Zrozpaczonym matkom “zaginionych bez wieści” biskupi odmawiali spotkań lub mówili o słusznej boskiej karze – twierdzi dziennikarz.
Jak w świetle tych informacji oceniać oskarżenia wobec Franciszka? – Bergoglio wiedział, co działo się w Argentynie, ale publicznie milczał na ten temat. Jak znakomita większość episkopatu. Z tym bagażem musi sobie poradzić i na stolicy Piotrowej – mówi Stasiński.

