
Proces Włodzimierza Cimoszewicza rozpoczął się w piątek 8 marca przed sądem w Hajnówce. Związany z lewicą polityk jest oskarżony o potrącenie rowerzystki i ucieczkę z miejsca wypadku. Do zdarzenia doszło w 2019 roku. Były premier nie przyznaje się do winy.
Feralne zdarzenie miało miejsce 4 maja 2019 roku na oznakowanym przejściu dla pieszych w Hajnówce. 70-letnia rowerzystka została uderzona przez przejeżdżający samochód. Media szybko podały, że za kierownica volkswagena siedział znany polityk Włodzimierz Cimoszewicz.
Z akt sprawy wynika, że poszkodowana doznała złamania kości podudzia, odniosła też inne lżejsze obrażenia, w tym otarcia twarzy i dłoni.
Na początku lutego 2023 roku, blisko cztery lata po wypadku, białostocka prokuratura postawiła Cimoszewiczowi formalne zarzuty spowodowania wypadku oraz ucieczki z miejsca zdarzenia. Europarlamentarzysta nie przyznał się wtedy do winy i odmówił składania wyjaśnień.
Ponad rok później, 8 marca 2024 roku rozpoczął się proces przed sądem w Hajnówce, do którego trafił akt oskarżenia. Co mówił na sali rozpraw były premier? Czy poczuwa się do winy? Okazuje się, że przez ostatnich kilkanaście miesięcy nie zmienił zdania.
"Nie spowodowałem tego wypadku i twierdzę, że nie można mojego zachowania po wypadku traktować jako zbiegnięcia z miejsca zdarzenia, bo ja po wypadku udzielałem pomocy poszkodowanej" – mówił Cimoszewicz cytowany przez gazetaprawna.pl. Polityk wyraził jednak współczucie dla kobiety, która ucierpiała w zdarzeniu.
Włodzimierz Cimoszewicz o potrąceniu rowerzystki: Pomogłem, nigdzie nie uciekałem
W tym miejscu należy przypomnieć, że w oświadczeniu wydanym przez Cimoszewicza w dniu wypadku w maju 2019 roku wyjaśnił on, iż jechał z prędkością około 30 kilometrów na godzinę i wskutek nieuwagi oraz spóźnionej reakcji potrącił rowerzystkę.
Eurodeputowany napisał też wtedy, że natychmiast udzielił poszkodowanej pomocy. Gdy zorientował się, że jest ranna, odwiózł ją do szpitala w Hajnówce.
Niedługo potem lekarze zawiadomili policję. Dlaczego funkcjonariuszy nie wezwał sam Cimoszewicz? Wyjaśnił, że był pod wpływem silnych emocji. Zaznaczył też, że absurdalna byłaby sytuacja, w której nie starałby się jak najszybciej udzielić pomocy poszkodowanej. Między innymi dlatego zdecydował się na transport do szpitala - wedle jego słów, kobieta znalazła się tam po 15 minutach.
Dodatkowej pikanterii sprawie nadały doniesienia, które pojawiły się niedługo po wypadku. Wynikało z nich, że auto byłego premiera nie miało ważnych badań technicznych.
Dlaczego Cimoszewicz czekał na zarzuty 4 lata?
W maju 2019 roku Włodzimierz Cimoszewicz był kandydatem Koalicji Europejskiej do Europarlamentu. Niedługo później został deputowanym. W połowie 2020 roku białostoccy prokuratorzy wystąpili do PE o uchylenie mu immunitetu. Parlament uczynił to dopiero w marcu roku 2022.
Zanim śledczy uzyskali oficjalne potwierdzenie uchylenia oraz komplet związanych z tym dokumentów, minęło kolejnych kilka miesięcy. Dlatego postawienie zarzutów było możliwe dopiero 4 lata po wypadku.
Zobacz także
