
Radio Zet donosi, że ubezpieczyciel szpitala w Nowym Targu, w którym z powodu braku aborcji zmarła ciężarna pani Dorota, odmawia uznania roszczeń i wypłaty zadośćuczynienia jej bliskim. Do tragedii doszło w maju ubiegłego roku.
Za sprawą nowych doniesień Radia ZET, wraca sprawa tragicznej śmierci ciężarnej pani Doroty w szpitalu w Nowym Targu (woj. małopolskie). 33-latka została przyjęta na oddział Podhalańskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II w maju 2023 r.
Wraca sprawa śmierci Doroty z Nowego Targu
Kobiecie odeszły wody płodowe, a ponieważ była zaledwie w 20. tygodniu ciąży, szanse na uratowanie płodu były znikome. Rodzina pacjentki informowała, że lekarze nie zdecydowali się wówczas na przeprowadzenie aborcji.
Z opowieści bliskich kobiety wynika, że personel szpitala kazał 33-latce leżeć przez trzy dni z nogami podniesionymi do góry, co miało zapobiec poronieniu. Ostatecznie doszło do obumarcia płodu, ciężkiego zakażenia i śmierci pacjentki.
Prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Postępowanie wyjaśniające przeprowadził też Rzecznik Praw Pacjenta, według którego miało dojść do szeregu nieprawidłowości i błędów po stronie personelu medycznego nowotarskiego szpitala.
RPP ocenił m.in., że nie wdrożono na czas adekwatnej antybiotykoterapii, a w związku z pogarszającym się stanem zdrowia 33-latki nie prowadzono prawidłowego nadzoru jej stanu oraz nie wdrożono właściwego postępowania terapeutycznego we właściwym czasie. Zdaniem Rzecznika pani Dorota nie otrzymała również przystępnej i zrozumiałej informacji o stanie swojego zdrowia, a jej dokumentacja medyczna nie była prowadzona rzetelnie.
PZU odmawia wypłaty zadośćuczynienia
Jak opisuje radiozet.pl, RPP zwrócił się do nowotarskiej palcówki z pismem, w którym sformułował szereg zaleceń. Poproszono również dyrekcję o rozważenie wypłaty zadośćuczynienia dla najbliżej rodziny zmarłej pacjentki w związku z zawinionym naruszeniem praw pacjenta. Wspomniany szpital jest ubezpieczony w PZU w zakresie odpowiedzialności za błędy medyczne i to właśnie tam trafił wniosek rodziny.
Według Radia ZET, ubezpieczyciel odmówił przyjęcia odpowiedzialności w tej sprawie i wypłaty zadośćuczynienia. Doniesienia redakcji potwierdziła pełnomocniczka rodziny, mec. Jolanta Budzowska. W przesłanym do Budzowskiej piśmie PZU powołało się na stanowisko lekarza orzecznika.
Pełnomocniczka rodziny komentuje
– To jest stanowisko kuriozalne. Oczywiście w takich sprawach nie da się udowodnić bez reszty, co by było, gdyby wszyscy zachowali się prawidłowo – powiedziała redakcji wspomniana adwokatka. Z drugiej strony ubezpieczyciel miał przyznać, że faktycznie doszło do szeregu nieprawidłowości w trakcie pobytu pani Doroty w placówce w Nowym Targu.
– Pani Dorota trafiła do szpitala z powodu odpływania płynu owodniowego. Było to całkowite bezwodzie. W takiej sytuacji, na tak wczesnym etapie ciąży – przypomnijmy, to był 20. tydzień – niestety, uratowanie dziecka jest praktycznie niemożliwe. A jednocześnie taki stan utrzymywany zbyt długo zagraża życiu i zdrowiu kobiety – podsumowała pełnomocniczka.
"Niech politycy spojrzą w oczy jej córce"
Tragicznych historii kobiet takich jak pani Dorota jest niestety więcej. W 2021 r. całą Polską wstrząsnęła śmierć pani Izabeli z Pszczyny. 30-latka, która była w 22. tygodniu uszkodzonej ciąży, nie uzyskała w szpitalu niezbędnej pomocy medycznej i zmarła na sepsę. W wywiadzie dla naTemat.pl szwagierka zmarłej pacjentki powiedziała, czego oczekuje od polskich polityków, którzy przyczynili się do de facto całkowitego zakazu przerywania ciąży.
– Niech przyjdą się z nami spotkać i spojrzą w oczy córeczce Izy. Niech powiedzą Mai, że prawo, które wprowadzili dla polskich kobiet, jest dobre. Może oni jej wyjaśnią, dlaczego już nie ma mamy – stwierdziła Barbara Skrobol.
– My się z tym nigdy nie pogodzimy. Tej śmierci można było przecież uniknąć, była kompletnie niepotrzebna. Po wyroku Trybunału chodziłyśmy z Izą na Strajk Kobiet, protestowałyśmy. W życiu bym jednak nie pomyślała, że nowe prawo uderzy właśnie w naszą rodzinę. Mąż i brat Izy do dziś nie są w stanie mówić o tym, co nas spotkało – przyznała w rozmowie z Anną Dryjańską.
– Gdyby nadal obowiązywała przesłanka z ciężkiej wady płodu, to lekarze nie czekaliby z ratowaniem Izy. Iza miała wyniki badań, że jest wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko może mieć wady letalne. A tak w szpitalu zastanawiali się, czy jej życie jest wystarczająco zagrożone, by nikt ich nie ścigał za aborcję. Sepsa nie czekała – podsumowała rozmówczyni naTemat.pl.
Zobacz także