
Abelard Giza nie wystąpi na dorocznej imprezie kabaretowej w Skierniewicach. Po skandalu wywołanym żartami z papieża, urząd miasta uznał, że jest zbyt kontrowersyjny. Podobnie stwierdziło też kilka komercyjnych film. Twórca podzielił los Dody, której koncerty odwoływano po tym, jak powiedziała o "naprutych i palących jakieś zioła" autorach Biblii. Artysta może być albo kontrowersyjny, albo bogaty?
Abelard Giza
fragment występu w TVP2 (8.03.2013)
Tak mniej więcej brzmiało wystąpienie Abelarda Gizy w programie "Tylko dla dorosłych" na antenie TVP2. Stand up, w którym obrażeni zostali także "religijni fanatycy", oburzył posłów PiS. Członkowie sejmowego zespołu ds. ateizacji Polski rozpętali wokół niego i performera prawdziwą burzę – powołując się na ustawę o radiofonii i telewizji protestowali przeciwko temu, że występ znalazł się na antenie publicznej. Złożyli też doniesienie do prokuratury. Ta odmówiła wszczęcia postępowania.
Wraz z działaniami posłów, przyszła też gigantyczna internetowa dyskusja. I choć początkowo medialny szum zdawał się służyć Gizie, dziś zaczyna mieć poważne konsekwencje. Jak ustalili reporterzy "Gazety Wyborczej", kabaret Limo, z którym związany jest performer, lawinowo traci zlecenia.
Panu już dziękujemy Jednym z miejsc, gdzie miał wystąpić Giza są Skierniewice. Urząd miasta organizuje tam doroczną imprezę kabaretową, w obecnej edycji za jej program artystyczny odpowiadała agencja Antrakt, która opiekuje się Limo. Ich występ miał być głównym punktem programu. Po awanturze wokół żartów z papieża, Gizie i Limo jednak podziękowano.
– Podczas Skierniewickiego Odcinka Kabaretowego zawsze staramy się zapewnić widzom atrakcyjny program, przygotowujemy więc imprezę z dużym wyprzedzeniem. Rozmowy z agencją Antrakt rozpoczęliśmy już wiele tygodni temu, miała zająć się programem artystycznym, w tym zapewnieniem gwiazdy wieczoru – relacjonuje Anna Wolińska, rzeczniczka skierniewickiego magistratu. – Kiedy w mediach pojawiła się informacja o skeczu, a później także lawina kontrowersyjnych komentarzy, poprosiliśmy agencję o zmiany w scenariuszu imprezy. Jej przedstawiciel odpowiedział, że w tej sytuacji nie mogą się podjąć realizacji tego festiwalu – dodaje.
Urzędniczka tłumaczy, że władze miasta podlegają ciągłej ocenie, więc nie mogą pozwolić sobie na stwarzanie kontrowersyjnych sytuacji. A taką niewątpliwie byłby występ Gizy.
Przedstawiciele agencji artystycznej, która opiekuje się Limo przyznają na łamach "GW", że skierniewicki magistrat jako jedyny uczciwie przedstawia powody. Inni po prostu odwołują wydarzenia.
Siedem z osiemdziesięciu Abelard Giza to niejedyna osoba, która po kontrowersyjnej wypowiedzi traci swoje występy. "Po moim procesie o Biblię, każdy ksiądz mówi, że Doda w jego mieście nie zagra" – skarżyła się Jackowi Żakowskiemu piosenkarka i wyliczała, że na 80 koncertów, które ma zaplanowane w powiatowej Polsce, dochodzi do skutku siedem. W głośnej rozmowie z Żakowskim, Doda mówiła, że jej koncerty odwołują gminni i powiatowi urzędnicy, bo wymagają tego od nich proboszczowie.
Wszystko przez to, że Doda krytycznie wypowiedziała się o autorach Biblii. W jednym z wywiadów oświadczyła, że jej zdaniem byli "napruci i palący jakieś zioła". Z inicjatywy Komitetu Obrony Przed Sektami, wytoczono jej proces o obrazę uczuć religijnych, który Dorota Rabczewska przegrała i w pierwszej i w kolejnej instancji.
Z podobnymi problemami musiał radzić sobie także metalowy zespół Behemoth. W styczniu ubiegłego roku z gorącymi protestami spotkały się jego występy w Białymstoku. Przedstawiciele kilkunastu organizacji katolickich pisali w liście do władz miasta, że Nergal, wokalista kapeli, to "skandalista, wrogo nastawiony do chrześcijaństwa, profanujący symbole religijne wiary". Odnosili się do tego, że Nergal podarł Biblię na scenie.
A takich przypadków jest znacznie więcej: w Kaniowie, za sprawą księdza, odwołano występ kilku grup rockowych, które miały wystąpić podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. O odwołanie koncertu "Kultu" Kazika Staszewskiego apelował z kolei ksiądz z Kłodzka. O zakaz dla Shinead O`Connor, która na scenie podarła zdjęcie Jana Pawła II, wrocławscy radni.
Można żartować z księdza Jak widać, granica tego, co można powiedzieć na scenie, by móc ponownie na niej stanąć jest płynna. "Pewne grupy społeczne w Polsce uzurpują sobie prawo do mówienia wszystkim Polakom, z czego można się śmiać, a z czego nie można się śmiać, to jest niefajne" – powiedział, broniąc Abelarda Gizy jeden z członków kabaretu Ani Mru Mru.
Przemysław Borkowski z Kabaretu Moralnego Niepokoju przekonuje jednak, że pewne standardy są. Na przykład jakości żartu.
– Słyszałem ten monolog już wcześniej, nie spodobał mi się. Uważam, że jest nie tyle obraźliwy, co po prostu kiepski – mówi. – Wszystko zależy od sposobu, w który widzowi podaje się satyrę. Można żartować z rzeczy niewinnych w sposób, który zmrozi widownię, a z rzeczy poważnych z taką klasą, że wszyscy będą się świetnie bawili – dodaje i przekonuje, że nie ma tematów, z których żartować nie wolno, a tylko sposoby, których lepiej nie używać.
– Nie powinien to być żart, który z założenia ma kogoś obrazić. Ważna jest intencja. My w Kabarecie Moralnego Niepokoju mieliśmy skecz o rodzinie przychodzącej do księdza. I choć scenka była żartobliwa, lubili ją nawet duchowni – mówi Borkowski.
Zdaniem satyryka, granica tego, co są w stanie znieść widzowie, coraz bardziej się jednak przesuwa. Jeszcze kilka lat temu nie znieśliby jeszcze wielu rzeczy, które przyjmują z uśmiechem teraz.
