Gdy abp Głódź przybył na śniadanie wielkanocne dla ubogich, wyproszono z niego dziennikarzy
Gdy abp Głódź przybył na śniadanie wielkanocne dla ubogich, wyproszono z niego dziennikarzy Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

Abp Sławoj Głódź, który ostatnio nie miał najlepszej prasy, teraz znowu może mieć problemy. Sopocki Caritas zaprosił arcybiskupa na śniadanie dla ubogich. I duchowny przybył, ale kiedy się pojawił, ze śniadania grzecznie wyrzucono lokalne media – choć były zaproszone.

REKLAMA
Śniadania wielkanocne dla ubogich to tradycja Caritasu – organizowane są co roku. Normalne też jest, że uczestniczą w nich media. W tym roku lokalni dziennikarze też byli zaproszeni. Gdy jednak na śniadanie przybył abp Sławoj Głódź, media dość grzecznie, ale stanowczo, po prostu wyrzucono.
– Tuz po przyjeździe weszliśmy do środka, nagraliśmy stoły, wchodzących do namiotu ludzi  W pewnym momencie przyjechał abp. Głodź, nagle podszedł do nas jeden z organizatorów i powiedział, że jednak nie możemy nic nagrywać i mamy wyjść – cytuje reporterkę TVN24 Katarzynę Rachańską serwis Wprost.pl.
Dziennikarzom wyjaśniono, że duchowny po prostu "nie życzy sobie" kontaktów z mediami. Jak podkreśla Wprost, po śniadaniu dziennikarzom też nie udało się porozmawiać z dostojnikiem Kościoła.
Postawie abp Głódzia trudno się dziwić – w ostatnich tygodniach przeżywał raczej trudny okres. Zaczęło się od artykułu "Wprost", w którym były kleryk zarzucał arcybiskupowi, że jest alkoholikiem, a swoich podwładnych traktuje jak służbę i poniża. Informator tygodnika miał się zresztą załamać właśnie po służbie u metropolity.
Arcybiskupa bronili potem posłowie PiS, a nawet sam Radosław Sikorski, który tłumaczył, że "w wojsku są pewne tradycje". Dopiero 28 marca abp Głódź postanowił odpowiedzieć na wszystkie oskarżenia i przyznał wtedy, że "każdy ma swoje słabości".
To jednak nie był koniec problemów arcybiskupa, bo "Wyborcza" ujawniła 23 marca jak abp Głódź kierował swoją archidiecezją. Według informacji podanych przez "GW", za awans do "dobrej parafii" arcybiskup potrafił wziąć nawet 80 tysięcy złotych, a stawkę za bierzmowanie duchowny podniósł do 50 złotych. W ostatnich tygodniach abp Głódź nie miał więc najlepszej prasy, ale wątpliwe, by wypraszanie dziennikarzy z śniadań dla ubogich miało tę sytuację polepszyć.