
"Jeśli chodzi o środowisko teatralne, nigdy nie było takiej inwazji gejów, nie tylko jeśli chodzi o aktorów, reżyserów, ale również o przejmowanie placówek teatralnych" – stwierdził na antenie TVN 24 senator Kazimierz Kutz.
Myślę, że o tym mówiła Joanna, bo ona to przeszła, tego doświadczyła. Ona uważa, że przekracza się pewne granice. Przekracza się. I również wobec widza, dlatego, że tam mało się myśli o widzu. To jakby wewnętrzny teatr dla pewnych kręgów. Ona [Szczepkowska] i bardzo wielu aktorów, wchodząc w te nowe techniki i władzę, bo to dotyczy również środowiska krytyków, boleśnie to przeżyła i miała odwagę o tym cokolwiek powiedzieć.
Kutz stanął również w obronie Lecha Wałęsy, którego wypowiedzi o homoseksualistach wzbudziły sporo kontrowersji. Według niego byłemu prezydentowi "wolno wszystko", bo jest "czymś poza konkurencją".
To jest taki człowiek, on ma takie zasługi i jest taką osobowością niezwykłą, że mu się tak palnęło. Podejrzewam - jest to człowiek już wiekowy, przecież nie jest wykształcony specjalnie - że on pewnych rzeczy już nie jest w stanie ogarnąć. I trzeba też zrozumieć, że on niesłychanie cierpi nad tym, że nie ma wpływu na rzeczywistość.
Twierdzenie o dyktacie gejowskim w teatrze wywołało zdecydowaną reakcję tych reprezentantów środowiska, którzy uważają, że takiego zjawiska nie ma. Jacek Poniedziałek na blogu w naTemat napisał, że jest dokładnie odwrotnie: "To tak jakby powiedzieć, że blondyni zawłaszczyli reklamę. Gejów jest sporo w każdej dziedzinie sztuki. Bo są po prostu wrażliwi i sztuka jest ich azylem, jest ich językiem, ich światem".

