Pożyczalscy - nie kupują. Pożyczają
Pożyczalscy - nie kupują. Pożyczają Shutterstock

Marcin pożycza wszystko: rower, samochód, sprzęt wspinaczkowy, narty. Mówi, że to sprzeciw wobec systemu, w którym "być" równa się "mieć". Pożyczanie może być sposobem na przetrwanie czasów kryzysu? A może to zwyczajne wykorzystywanie tego, co ciężką pracą osiągnęli inni?

REKLAMA
Marcin, pracownik wielkiej stacji telewizyjnej, z pożyczania uczynił filozofię życia. Jeździ na pożyczonym od znajomych rowerze (poprzedni, także pożyczony, ukradziono mu spod bloku). Wspina się na pożyczonym sprzęcie. Prowadzi pożyczony od dziadków samochód. Kiedy potrzebuje coś naprawić, pożycza narzędzia.
Marcin mówi, że używa tych przedmiotów, które właściciele odstawili w kąt i, będąc uczciwym, sam również pożycza swoje sprzęty znajomym. Jak twierdzi, współdzielenie rzeczy to jego sposób na sprzeciw wobec kultury konsumpcyjnej. Jej istotą jest kupowanie przedmiotów, które później po prostu zalegają w domach.
Solidarność?
Taka filozofia to nic nowego. Pożyczanie narodziło się w czasach, kiedy ludzie żyli bliżej siebie, znali lepiej, a jednocześnie kiedy dóbr było mniej i tylko pożyczanie mogło sprawić, że wspólnota będzie skutecznie funkcjonować.
– Trudne czasy sprawiają, że ludzie są ze sobą solidarni. Wystarczy przypomnieć sobie stan wojenny, w którym nagle, z dnia na dzień, okazało się, że na półkach nie ma literalnie niczego, więc gwarancją przetrwania było właśnie pożyczanie sobie. Od produktów spożywczych po sprzęty – mówi psycholog Zuzanna Celmer.
Nasza rozmówczyni wspomina sytuację z życia wziętą. – Miałam dwie pary grubych, wełnianych skarpet. Takich, w jakich zimą uprawia się turystykę. Moja kuma jechała na narty i narzekała, że załatwienie sobie odpowiedniego ubrania graniczy z cudem. Długo zastanawiałam się: pożyczyć, czy nie pożyczyć, ale w końcu zdecydowałam, że to zrobię. Trzeba było sobie pomagać – wspomina.
Jak w rozmowie z naTemat twierdzi specjalista w dziedzinie dobrych manier, Stanisław Krajski, przywiązanie do przedmiotów zaczyna się tam, gdzie dobrobyt. – W Polsce do dziś na przykład świętością jest samochód – mówi. A potwierdza to Robert, który swoje auto (kombi z średniej półki) chciał pożyczyć znajomym na wakacje. Usłyszał od rodziny, że "samochodu i żony się nie pożycza". Z pomysłu po namowach zrezygnował.
Za daleko
Niskie pensje i wysokie koszty utrzymania sprawiają, że pożyczanie coraz częściej jest jedynym sposobem na utrzymanie standardu życia. Wyjeżdżając na narty Asia, zatrudniona w start upie, pożycza buty i deski (250 zł oszczędności względem ceny z wypożyczalni), kurtkę (ostatnia o wartości ok. 1000 zł), rękawice (te, które dostała ostatnio – 200 zł). Na tym jednak nie koniec. Niedawno zaczęła pożyczać odkurzacz, bo domowy zepsuł się dwa miesiące temu, a naprawa kosztuje więcej niż nowy, więc na kupno trzeba poczekać.
Czasem pożyczalscy posuwają się jednak za daleko. Krzysztof na przykład usłyszał od kolegi z pracy prośbę o pożyczenie słuchawek wkładanych do uszu.
– Szczegółowe wskazania o tym, co można pożyczać dotyczą tylko białej chusteczki do nosa, którą mężczyzna trzyma w lewej kieszeni marynarki po to, by w razie potrzeby wyciągnąć ją i pomóc kobiecie. Ta, chusteczki używa i zatrzymuje. Następnie musi ją uprać, uprasować i oddać mężczyźnie. Zatrzymać można tylko, jeśli to była randka. Cała reszta przypadków zależy od wyczucia pożyczającego, sytuacji i relacji między osobami – mówi Stanisław Krajski i dodaje, że w pożyczaniu należy kierować się jednak bardzo ścisłymi regułami: należy zwracać przedmioty w stanie, w którym się je pożyczyło i najszybciej jak się da.
– Zwłaszcza w przypadku pieniędzy. Tu zresztą panuje jeszcze jedna zasada, o której ludzie zwykle zapominają: trzeba oddawać tak, by pożyczający nie był stratny. Czyli powiększone o współczynnik inflacji, tak aby to, co pożyczamy i to, co oddajemy miało taką samą wartość nabywczą – przypomina ekspert w dziedzinie dobrych manier.
Na wieczne nieoddanie
Należy także zostawić osobie, od której chcemy coś pożyczyć, furtkę do odmowy. – Są ludzie, którzy nie potrafią tego robić i pożyczają mimo dyskomfortu. Ale trzeba pamiętać, że między prośbą, a decyzją jest jeszcze czas na przemyślenie argumentów za i przeciw – przypomina Zuzanna Celmer. Przyznaje, że jej samej zdarza się odmawiać pożyczania książek. – Nauczyłam się, że one często do mnie nie wracają. Mówię więc, że mam taki zwyczaj, że po prostu ich nie pożyczam. Po jakimś czasie wszyscy się przyzwyczaili.
To natomiast nie jest łatwe, bo pożyczalscy bywają nachalni. "Musisz mi pożyczyć", "bez tego coś się zawali", "nie możesz mi odmówić" – to najczęstsze słowne zagrywki. Dodatkowo dochodzi presja. Bo ten, który nie pożyczy to "sobek" z "wężem w kieszeni".
Prowadzi to do sytuacji, jak ze wspomnianym bratem Jacka, który w imię dobrych relacji ze znajomymi pożycza wszystko wszystkim. – Wciąż nie mogę pojąć, jak wyglądała rozmowa, w której pożyczył koledze blender. Ja bym w życiu nie wpadł na to, by pożyczyć narzędzia kuchenne – mówi i wymienia, co jeszcze brat pożyczył znajomym: – Samochód, którego amortyzacja jest przecież niezwykle droga, czajnik, który przecież jest jedną z tych rzeczy, które w domu ma każdy. To tak, jakby pożyczył meble. Brat pożyczył jeszcze dmuchany materac do namiotu – wymienia.
Jacek dodaje, że znajomi brata często pożyczonych przedmiotów nie oddają. Podobnie jak Marcin. Być może dlatego znajomi czasem porównują go do squattersa, który bezprawnie zajmuje budynki. Choć, kiedy sami tego potrzebują, pożyczają od niego komputer zdolny poradzić sobie nawet ze skomplikowanymi animacjami.
POŻYCZALSCY, CZYLI GENERACJA Z

Młodzi, otwarci, wychowani w dobrobycie, żyjący w świecie wirtualnym i skazani na kryzys. Pierwsze pokolenie, którego przyszłość w tak dużym stopniu zależeć będzie od rodziców i od tego, czy wykorzystali oni szanse po przemianach ustrojowych. CZYTAJ WIĘCEJ