Lipszyc: Z własnej woli w imię wygody stajemy się coraz bardziej zniewoleni przez wyszukiwarki i portale społecznościowe

Kto jest większym zagrożeniem dla naszej prywatności – państwo, czy międzynarodowi dostawcy internetowych usług?
Kto jest większym zagrożeniem dla naszej prywatności – państwo, czy międzynarodowi dostawcy internetowych usług? Shutterstock.com
– Czy nie sądzi pan, że jest coś przerażającego w fakcie, że Amazon wie lepiej ode mnie, co chciałbym poczytać? Jest to możliwe dzięki analizie wyborów czytelniczych moich znajomych, ale również tego, co ja sam czytałem w przeszłości. To już jest prawie jakiś rodzaj “policji myśli” – mówi w rozmowie o naszej prywatności w internecie Jarosław Lipszyc z Fundacji Nowoczesna Polska.

W ostatnim czasie w mediach raz po raz wraca problem zagrożeń dla prywatności związanych z naszą obecnością w internecie. Najpierw byliśmy świadkami wejścia w życie nowych przepisów o “ciasteczkach”, później Piotr Tymochowicz groził Google pozwem za brak możliwości usunięcia danych na jego temat z firmowej bazy, a ostatnio swoje trzy grosze dorzucił minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz.


W rozmowie z Jackiem Żakowskim dla “Polityki” Sienkiewicz twierdził, że w dzisiejszych czasach “problem z wolnością i prawami obywatelskimi dawno przestał być skoncentrowany na linii państwo-obywatel. Bardziej istotny jest w dziś w relacji obywatel-sektor prywatny”. Minister tłumaczył, że państwo nie musi pozbywać się swoich uprawnień w zakresie kontroli nad obywatelami, bo przecież o wiele większym zagrożeniem są dane, które my samy dobrowolnie powierzamy prywatnym przedsiębiorstwom.

Bartłomiej Sienkiewicz
Minister spraw wewnętrznych

Ale nie pozwolę, żeby państwo ograniczało swój dostęp do informacji, kiedy równocześnie portale społecznościowe potrafią wiedzieć więcej o swoich użytkownikach i ich życiu prywatnym niż najlepsza służba specjalna.


Czy to zapowiedź tego, że państwo poskromi apetyty korporacji, czy raczej ramię w ramię z nimi będzie dążyć do jeszcze większej kontroli nad naszym życiem? Rozmawiam na ten temat z Jarosławem Lipszycem, prezesem Fundacji Nowoczesna Polska.

Minister spraw wewnętrznych, Bartłomiej Sienkiewicz, stwierdził w wywiadzie z Jackiem Żakowskim w “Polityce”, że “problem z wolnością i prawami obywatelskimi dawno przestał być skoncentrowany na linii państwo-obywatel. Bardziej istotny jest w dziś w relacji obywatel-sektor prywatny”. Czy zgadza się pan z tak postawioną tezą?


Jarosław Lipszyc: W stu procentach zgadzam się ze stwierdzeniem, że coraz większym zagrożeniem dla naszej prywatności – a w konsekwencji dla naszej wolności – stają się firmy, zwłaszcza te, które zajmują się dostarczaniem nam wszelkiego rodzaju usług w internecie.


Na przykład?

Chociażby Amazon. Czy nie sądzi pan, że jest coś przerażającego w fakcie, że Amazon wie lepiej ode mnie, co chciałbym poczytać? Jest to możliwe dzięki analizie wyborów czytelniczych moich znajomych, ale również tego, co ja sam czytałem w przeszłości. To już jest prawie jakiś rodzaj “policji myśli” – firma wie, co myślę, może więc przewidywać, co będę chciał przeczytać. Proszę jednak zwrócić uwagę, że to pozwala jej wpływać na moje przyszłe wybory – podsuwając te lub inne propozycje, a inne usuwając z mojego pola widzenia.

Przekazując firmom informacje na nasz temat rezygnujemy z części wolności.

Z własnej woli, w imię wygody stajemy się coraz bardziej zniewoleni przez wyszukiwarki, portale społecznościowe, dostawców muzyki, tekstów, filmów i obrazów. Dając tym wszystkim firmom dostęp do naszej prywatności, pozwalamy im w coraz większym stopniu sprawować “miękką”, a czasami i “twardą” władzę nad nami. W tym sensie teza ministra Sienkiewicza jest jak najbardziej prawdziwa.

A czy Sienkiewicz słusznie stroi współczesne państwo w piórka obrońcy obywateli przed zakusami “złych korporacji”, jednocześnie sugerując, że ono samo nie powinno wcale zmniejszać swoich uprawnień w zakresie dostępu do naszych prywatnych danych?

To nie jest rzetelna ocena faktycznego stanu rzeczy. Państwo od zawsze współpracowało z biznesem w zakresie dostępu do wszelkich, potrzebnych w danej chwili informacji na temat obywateli. Pokusa, żeby korzystać z baz danych zgromadzonych przez sektor prywatny jest ogromna. Dotyczy to także państw demokratycznych. One również z takich możliwości korzystają.

Czytaj także:
Prywatność w sieci to mit? Google i Facebook wiedzą o tobie więcej niż myślisz

I będzie jeszcze gorzej?

Tylko czekać, kiedy Urzędy Skarbowe zaczną używać danych zgromadzonych przez prywatne przedsiębiorstwa, żeby dokładniej “prześwietlać” obywateli. Niestety faktem jest też, że władza wykorzystuje swoje wpływy, aby manipulować naszym dostępem do informacji. Nie jest więc prawdą, że nie musimy patrzeć jej na ręce.

Przedstawia pan dość mroczną wizję. Czy jest jakaś szansa na odwrócenie kierunki, w jakim to zmierza?

Według mnie podstawową sprawą jest przejęcie przez nas samych kontroli nad infrastrukturą komunikacyjną, z której korzystamy. Proszę bowiem zauważyć, że kiedy wysyłamy wiadomość w serwisie społecznościowym, przekazujemy ją nie tylko na ręce adresata, ale również “oddajemy” ją firmie prowadzącej serwis.


Co jest alternatywą?

Konto email działające na własnym serwerze lub własny komunikator internetowy. Ogólnie rzecz ujmując, chodzi o rozwiązanie oparte na modelu rozproszonym, a nie scentralizowanym w rękach prywatnej firmy.

Istotne jest także szyfrowanie komunikacji, które może nas zabezpieczyć przed przechwytywaniem wiadomości przez osoby trzecie. Tymczasem właściwie nikt nie ma na ten temat nawet podstawowej wiedzy. Mam nadzieję, że to się zmieni, że w przyszłości nauka szyfrowania stanie się częścią programu edukacji szkolnej.

Jak pana zdaniem należy oceniać dotychczasowe próby prawnego uregulowania kwestii naszej prywatności w internecie? Ostatnio weszły w życie przepisy dotyczące cookies, co odczuwamy na własnej skórze w postaci niezliczonych komunikatów na stronach, które odwiedzamy. Mówi się też o prawie do “zniknięcia z sieci”.


Nawet, jeśli te działania idą w dobrą stronę, są nieskuteczne. W przypadku “ciasteczek” słuszne w swoim duchu regulacje zamieniły się w groteskę. Jedyna korzyść jest taka, że milionom internautów zwrócono uwagę na istnienie cookies, co ma pewien walor edukacyjny.

Zobacz również: Masz na Facebooku fotkę z papierosem? Zapłacisz więcej za ubezpieczenie. Kontrowersyjny pomysł Alior Banku

Na czym miałyby polegać bardziej skuteczne działania?

Efektywna ochrona naszej prywatności wymaga przede wszystkim zachowania prywatności naszej komunikacji. Zapewnić to może tylko wspieranie przez państwo narzędzi komunikacyjnych o rozproszonej strukturze.

Ale właściwie dlaczego władza miałaby być tym zainteresowana? Sam pan powiedział, że w interesie państwa nie leży rezygnowanie z możliwości kontrolowania naszej prywatności. Po co państwo miałoby oddawać część narzędzi, za pomocą których sprawuje nad nami władzę?

Nie zapominajmy, że państwo to my. To nam powinno zależeć, aby władze zajęły się sprawą ochrony naszej prywatności. Jest w tym zakresie ogromna praca do wykonania – to praca u podstaw, kwestia edukacji obywateli i wysiłków organizacji pozarządowych.

Nasza obecna klasa polityczna niestety najczęściej nie posiada kompetencji, żeby w ogóle dostrzegać w tej materii jakikolwiek problem. Widać, że horyzontem działań w zakresie internetu nie są jakieś strategiczne cele, tylko bieżąca polityka. Rząd zakłada sobie konta w portalach społecznościowych, a później zdarza się nawet że traci do nich dostęp. Internet jest po prostu jednym z narzędzi propagandy, nakierowanej na to, co dzieje się dziś czy jutro. Mało kto myśli o tej sferze perspektywicznie.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...