Był pierwszym polskim mistrzem świata w boksie. Historia legendy amerykańskiego pięściarstwa Stanisława Kiecala

Polak Stanisław Kiecala powala na deski mistrza świata wagi ciężkiej Jacka Johnsona
Polak Stanisław Kiecala powala na deski mistrza świata wagi ciężkiej Jacka Johnsona
Jest najwyżej klasyfikowanym polskim pięściarzem w historii boksu. Choć urodził się w Ameryce, był Polakiem. Nazywał się Stanisław Kiecal, choć na świecie znany jest jako Stanley Ketchel. Uciekł z rodzinnego domu, aby zyskać sławę i pieniądze, a na końcu… zostać zamordowanym. Życie Stanisława Kiecala to gotowy materiał na film.



Stanley Ketchel, a właściwie Stanisław Kiecal, którego śmiało można nazwać protoplastą Andrzeja Gołoty i Tomasza Adamka na rynku amerykańskim, przyszedł na świat w 1886 roku w Grand Rapids w stanie Michigan. W tym samym mieście 91 lat później miał się narodzić inny legendarny bokser, Floyd Mayweather Jr.


Kiecal, choć całe życie mieszkał w USA, pochodził z rodziny polskich emigrantów. Jego rodzice Tomasz (choć często wymienia się także imię Jan) i Julia (z domu Olbińska) przed wyjazdem za Oceanem mieszkali w niedużej wsi Sulmierzyce w powiecie radomskim w guberni piotrkowskiej. Rodzina klepała jednak biedę, nie miała też licznego potomstwa. Dziadek Kiecala zmarł w 1876, dziesięć lat przed urodzinami Stanisława. Był powstańcem styczniowym, podobno na żywo widział stracenie na stoku Cytadeli Romualda Traugutta. Kiecalowie nie mieli nic do tracenia. Jak wiele polskich rodzin zdecydowali się wyjechać do Ameryki, gdzie, według legend, czekała czekała ich kraina miodem i mlekiem płynąca.


Przemysław Saleta: Jestem uzależniony od sportu i adrenaliny. Nie potrafię odpuszczać [wywiad]

Stanisław od dziecka był rządny przygód. W wieku 12 lat zdecydował się uciec z rodzinnego domu i razem z grupką obieżyświatów zaczął pociągami towarowymi podróżować po północnej części Stanów Zjednoczonych. Często łamał prawo: aby zdobyć jedzenie i pieniądze bił się, kradł, lądował też w więzieniu. Kiedy znudziło go życie rodem z książek przygodowych zatrudnił się na farmie, gdzie parał się każdą pracą: był drwalem, pracował w tartaku i kuźni, był stolarzem i barmanem. Następnie zatrudnił się w górniczej miejscowości Butte, gdzie najpierw był gońcem hotelowym, a następnie swego rodzaju ochroniarzem lokali z alkoholem. Tam co chwila musiał mierzyć się z szukającymi zwady klientami.



Zabójca z Michigan

W obijaniu awanturników był chyba niezły, bo w wieku 16 lat zaczął regularnie walczyć za pieniądze. Starsi mieszkańcy miasteczka oferowali mu dolary tylko za to, aby spróbować swoich sił w walce z energicznym nastolatkiem. Stanisławem, który nosił już wtedy imię Stanley, opiekował się niejaki Maurice Thompson, który wcześniej był jego rywalem. Odbyły się trzy ich walki – dwukrotnie wygrał doświadczony Thompson, raz padł remis. Kiedy okazało się, że Butte jest za ciasne, Ketchel zaczął jeździć po całym stanie Michigan szukając chętnych do walki. Przez cztery lata przegrał tylko dwa razy, wygrywając aż 34-krotnie. Obijanie głów lokalnych watażków pewnie go znużyło, bo w 1907 roku postanowił przenieść się do bokserskiej stolicy Zachodniej Ameryki – Kalifornii. Przydomek, który się za nim ciągnął, mówił wiele: „Zabójca z Michigan”.

Albert Sosnowski: Walka Włodarczyka z Kliczką tylko dla kasy [wywiad]

Ketchel, mający opinię boksera efektownego i efektywnego, ale w Kalifornii raczej nieznanego, szybko otrzymał szansę walki o mistrzostwo świata wagi średniej. Jak bardzo zaskoczeni musieli być kibice, kiedy okazało się, że anonimowy pretendent pokonał Joe Thomasa (w 32. rundzie). Znalazło się jednak wielu, którzy kwestionowali czempionat Polaka. Wśród nich byli bracia Sullivan, których następcami są dziś bracia Kliczko. Dwaj Irlandczycy, tak jak dziś Ukraińcy, należeli wtedy do ścisłej czołówki światowego boksu. Pierwszym, który zdecydował się na walkę był mistrz świata wagi półśredniej Mike Sullivan. Z ringu został zniesiony jednak już w pierwszej rundzie. Brat-bliźniak Jack, chcący pomścić Mike’a, również zażyczył sobie walki z Ketchelem, na co ten się zgodził, a następnie znokautował rywala w 20. rundzie. Dyskusja została więc zakończona, a Polak został uznany najlepszym średnim na świecie.


Kolejnym wielkim rywalem Stanleya był Billy Papke, z pochodzenia Niemiec, co nadawało walce dodatkowego smaczku. Saga ich czterech walk przeszła do historii boksu. W pierwszej, towarzyskiej w Milwaukee, zwyciężył na punkty Ketchel. W drugiej, w Vernon, której stawką był tytuł mistrza świata, wygrał Niemiec. Zastosował on fortel będący sprzeczny z zasadami fair play (ale nie będący sprzeczny z regułami walki) i podczas zwyczajowego zbicia rękawic, zamiast oddać rywalowi szacunek, zaczął okładać go po głowie. Zaskoczony i zamroczony Polak mimo iż bronił się przez kolejne kilkanaście rund, nie potrafił przejść do ofensywy. Rewanż wziął w trzeciej walce, również o tytuł mistrza świata. Wściekły Ketchel nie pozostawił nikomu złudzeń i w 11. rundzie znokautował Papkego. Doszło również do czwartego pojedynku, który z walki zamienił się w prawdziwą wojnę. Obaj bokserzy walczyli mimo złamanych kości i dopiero punkty zadecydowały, że zwyciężył Ketchel.

Skąd brał się jego fenomen? Podobno przed każdą walką wyobrażał sobie, że jego rywal obraził matkę Julię, którą Stanisław bardzo mocno kochał. Dlatego – jak mówią legendy – z taką zaciętością i furią atakował swoich rywali.

Zęby w rękawicy Murzyna

Najbardziej spektakularnym pojedynkiem Polaka była walka w Colma w Kalifornii z czarnoskórym mistrzem wagi ciężkiej Jackiem Johnsonem, „Olbrzymem z Galveston”, który dla białej części społeczeństwa USA był wtedy, delikatnie mówiąc, problematyczny. Ketchela ochrzczono więc przydomkiem „Nadzieja Białych”, takim samym jaki niemal sto lat później otrzymał Andrzej Gołotę, a walkę zapowiadano jako pojedynek Dawida z Goliatem. Bój z Johnsonem zaangażował legendarny Jim Coffroth, uznawany za pierwszego na świecie wielkiego promotora boksu. W umowie znalazł się zapis, że Johnson nie może dążyć do… znokautowania Ketchela.


Zapis miał chronić Polaka, który swojemu rywalowi ewidentnie ustępował warunkami fizycznymi. Johnson, znacznie wyższy i cięższy, był bokserem wagi ciężkiej, Ketchel natomiast – średniej. Walka, którą obserwowało ponad 10 tys. kibiców, mogła się odbyć na dystansie nawet 20 rund! Ostatecznie wygrał czarnoskóry bokser, choć gdyby nie nieuwaga Polaka, wszystko mogłoby potoczyć się inaczej. W dwunastej rundzie Ketchel zaszokował cały stadion i potężnym prawym powalił Johnsona na deski! Kiedy ten się podniósł, syn polskich emigrantów zachowywał się nonszalancko. Opuścił gardę, a chwilę później otrzymał cios, po którym, według legendy, stracił wszystkie zęby. Z ringu został zniesiony, a do świadomości wracał kilka minut. Po walce Johnson powiedział: „Myślałem, że go zabiłem”. Zęby Ketchela odnaleziono później w… jego zniszczonej rękawicy.

Izu Ugonoh, mistrz świata i Europy w kick-boxingu: W Polsce bili mnie, bo byłem czarny

Choć Polak przegrał, zyskał sobie szacunek całej sportowej Ameryki. Stanął do walki z bokserem znacznie większym i silniejszym, który w teorii walkę miał wygraną w kieszeni. A to dlatego, że pojedynek został zorganizowany tak, że ewentualny remis dawał wygraną obrońcy tytułu. Aby wygrać mistrzostwo Ketchel musiał więc znokautować Johnsona, co w teorii było niemożliwe. Walka z czarnym mistrzem okazała się ostatnim, wielkim pojedynkiem Polaka. Po kilku miesiącach odpoczynku podpisał dokumenty na 45-rundowy mecz z czarnoskórym Samem Langfordem. W ramach promocji walki zorganizowano w Filadelfii 6-rundowy sparing, który z powolnego tańca pięści zamienił się w szaleńczą wymianę dziesiątek ciosów. Walka zapowiadała się obiecująco, ale wszystko przerwała wielka, niespodziewana tragedia.

Kobieta, pieniądze i morderstwo

Rok 1910 miał być rokiem Stanleya Ketchela. Polak stoczył kilka zwycięskich walk, po czym przeniósł się na rancho w Missouri, które było własnością jego przyjaciela, wojskowego R.P. Dickerson, gdzie chciał się przygotowywać najpierw do pojedynku z Langfordem, a następnie do rewanżu z Jackiem Johnsonem.

15 października podczas śniadania, kiedy Ketchel siedział przy stole, za jego plecami stanął zatrudniony kilka tygodni wcześniej robotnik Walter Dipley, który oddał śmiertelny strzał. 16 października 1910 w amerykańskiej prasie pojawiły się szokujące informacje, że Ketchel został zamordowany. Powodem zabójstwa prawdopodobnie była kobieta, sprzątaczka na ranczu Missouri, z którą dzień wcześniej flirtował Polak (choć oczywiście nie można wykluczyć motywu rabunkowego, bo po zabójstwie Ketchel został okradziony przez Dupleya i Goldie Smith, kobietę, z którą rozmawiał wcześniej Polak. Para zabrała pierścień z brylantem i 2 tys. dolarów).

Wiesław Rudkowski, były trener Andrzeja Gołoty: Andrew powinien natychmiast zakończyć karierę. Po co mu walka z Saletą?

Na posterunku policji Smith zgłosiła, że Ketchel próbował ją zgwałcić, ale po przesłuchaniach przyznała się do rabunku. Pułkownik R.P. Dickerson za własne pieniądze wyczarterował specjalny pociąg, który miał zawieźć Ketchela do szpitalu w Springfield. Niestety, nie udało się. Ostatnimi słowami boksera miała być prośba, aby zawieźć go do matki. Wściekły Dickerson natychmiast zaoferował 5 tys. dolarów dla każdego, kto dostarczy mu Dipleya – żywego bądź martwego. Oferta szybko znalazła odbiorców, którzy już następnego dnia na sąsiedniej farmie ujęli mordercę legendarnego pięściarza. Dipley został skazany na dożywocie (odsiedział 23 lat).

Choć Ketchel przeżył zaledwie 24 lata, dziś uznawany jest za jednego z największych mistrzów wagi średniej. W 1954 r. został wybrany do Ring Boxing Hall of Fame, a w 1990 do International Boxing Hall of Fame, czyli bokserskich hall sław. Dekadę temu prestiżowy magazyn The Ring umieścił Ketchela na liście najlepszych bokserów w historii na 6 miejscu, a w rankingu ESPN z 2007 roku Ketchel zajął 19. miejsce wyprzedzając takie sławy jak George Foreman, Joe Frazier, Oscar De La Hoya i Evander Holyfield.

Blog szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Twitter szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego