Paweł Graś twierdzi, że koalicja PO-PSL nie jest zagrożona
Paweł Graś twierdzi, że koalicja PO-PSL nie jest zagrożona Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Rzecznik rządu Paweł Graś mówił dziś w TVP1 Małgorzacie Serafin, że koalicji PO-PSL "nic nie grozi". Komentując doniesienia prasowe o tym, że na linii Tusk-Piechociński dochodzi do ostrych zgrzytów, Graś stwierdził: – Tytuły w prasie muszą być krzykliwe.

REKLAMA
O tym, że w koalicji trzeszczy i zgrzyta, pisała dzisiaj m.in. "Rzeczpospolita". Szczególnie między wicepremierem Januszem Piechocińskim i premierem Donaldem Tuskiem miałoby dochodzić do licznych nieporozumień. Zresztą doniesień o rozpadzie w koalicji PO-PSL media mówią regularnie co jakiś czas. – Te tytuły muszą być krzykliwe, ale pragnę uspokoić, że koalicji nic nie grozi, do rozpadu daleko – komentował dzisiejsze nagłówki rzecznik rządu Paweł Graś.
Graś podkreślił, że co jakiś czas w prasie pojawiają się informacje ze źródeł typu: "osoba bliska kierownictwu partii"; "informator z kręgów rządowych" i tak dalej. Rzecznik rządu stwierdził, że dla niego informacja jest wtedy, gdy ktoś wypowiada się pod nazwiskiem. A jak nazwiska nie ma, to i informacja nie jest zbyt wiele warta. Oczywiście, Graś doskonale wie o tym, że wielu polityków rozmawia z mediami tylko anonimowo – i wtedy mówią rzeczy, na które oficjalnie nigdy by sobie nie pozwolili.
Małgorzata Serafin nie dawała jednak za wygraną i dopytywała Grasia o kolejne sytuacje na linii Piechociński-Tusk. Najpierw o fakt, że minister gospodarki nie wiedział nic o dymisji ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego, którego Tusk odwołał w zeszłym tygodniu. Rzecznik rządu wyjaśnił, że koalicyjna umowa polega na tym, że w kwestiach decyzji personalnych PSL ma swoją autonomię, a PO swoją i jedna partia nie wchodzi drugiej w drogę. Mają swoje ministerstwa i w ich obrębie podejmują własne decyzje. Jednocześnie, Graś podkreślał: – To nie są problemy, to rzeczy, które brzmią ciekawie w gazetach – stwierdził i dodał, że realnym problemem w koalicji była np. sprawa sądów rejonowych.
Dziennikarka TVP spytała też o incydent związany z memorandum gazowym, o które była awantura w ostatnich dniach. Raport MSW na temat memorandum Janusz Piechociński zobaczył wtedy, gdy wszyscy. Zdaniem wielu polityków, to skandaliczne, by minister gospodarki czytał takie raporty tak późno. Ale według Pawła Grasia, nie było w tym "nic nadzwyczajnego". – Wiadomo było, że raport nie dotyczy resortu Piechocińskiego, nie ma tam żadnych zarzutów wobec ministerstwa gospodarki, dotyczy on tylko relacji między spółkami a ministrem skarbu, więc nie było potrzeby żeby wcześniej pokazywać raport wicepremierowi – wyjaśniał Graś.