Sporą część fanów Barcelony nazywa się "sezonowcami". Słusznie?
Sporą część fanów Barcelony nazywa się "sezonowcami". Słusznie? Fot. Shutterstock

Za każdym razem, gdy kolejny klub zasiada na futbolowym tronie, tysięczne rzesze niedzielnych fanów, zwanych sezonowcami, zmieniają w szafach barwy koszulek i szalików. Są trendy, więc chcą kibicować trendy-klubom – tym na topie. Od kilku lat na słowo sezonowiec, odpowiedź mogła być tylko jedna: Barcelona. Wtorkowa porażka w półfinale Ligi Mistrzów może szybko zweryfikować liczbę katalońskich fanów, którzy często nie mają nawet pojęcia o futbolu.

REKLAMA
„Barcelona – més que un club”, czyli „więcej niż klub” – to hasło-symbol, które towarzyszy kibicom Barcy od kolejnych dekad. Szczególnie w ostatnich latach wydźwięk tego sloganu był niespotykanie silny. Barcelona, deklasująca kolejnych rywali, triumfująca w lidze hiszpańskiej i w Lidze Mistrzów, stałą się kilkunastoosobowym tworem celebrytopochodnym. Jak nigdy przedtem moda na jeden klub opanowała wszystkie kraje, a w nich wszystkie stany i grupy wiekowe. Dla tysięcy nastolatek Barca to szyk i moda, dla kibiców piłki nożnej – katalońska gra to ideał futbolu. Dla najliczniejszej grupy – kibiców sezonowych – to możliwość podczepienia się pod wielki nurt, z którym podążać jest miło i przyjemnie, ale tylko dopóki są sukcesy.
Po spektakularnym zwycięstwie Bayernu Monachium w meczu z Barceloną w pierwszym meczu półfinałowym Ligi Mistrzów (4:0) kolejni kibice w internetowych komentarzach zapewniają o swojej miłości do monachijskiego klubu. Część fanów Barcelony, którą z klubem trzymają tylko sukcesy Katalończyków, za chwilę pewnie przerzuci swoje uczucie na zespół z Bawarii. Czy zakończy się fenomen Barcelony i zastąpi go fenomen Bayernu, czy może wręcz przeciwnie – miłość platoniczna zamieni się w głębokie uczucie do klubu z serca Katalonii?
Znają go, bo spotyka się z Shakirą
– Kibicuję Barcelonie od 14 lat – mówi Mateusz, który już kilkukrotnie odwiedził Barcelonę, aby pozwiedzać miasto i odwiedzić Camp Nou – stadion swojego ukochanego klubu. – Pamiętam czasy, kiedy nie było pieniędzy na wielkie transfery, kiedy w bramce stał Turek Rüştü Reçber, kiedy Barca grała z Wisłą Kraków i Legią Warszawa. Oglądałem na żywo mecz ze słabiutkim Matadorem Puchov, kiedy padł remis 1:1 – wspomina. – I nigdy nawet przez moment nie pomyślałem, że mogę przestać kibicować FCB.
Kiedy pytamy o kibiców-sezonowców Mateusz denerwuje się. – Każdy ma prawo kibicować jakiejkolwiek drużynie, ale nie ukrywam, że złości mnie, kiedy nastolatki ubierają się w koszulki Barcy, klną na Real Madryt, a kiedy zapytasz je o skład, znają tylko Gerarda Pique, który jest partnerem piosenkarki Shakiry. Fajnie, że jest moda na klub, ale niech sympatia będzie szczera, a nie tylko na pokaz.
Najważniejszym aspektem, który przyciągnął ludzi do Barcelony i sprawił, że klub stał się instytucją, którą pokochały miliony, były sukcesy. Moda zaczęła się jeszcze w czasach, gdy w Hiszpanii pracował Holender Frank Rijkaard, a pierwsze skrzypce w zespole grali Ronaldinho i Samuel Eto’o. Od tego czasu wiele się zmieniło – głównym architektem drużyny został Pep Giardiola (od nowego sezonu trener… Bayernu), który swoje dzieło zwieńczył tak bezbłędnymi pociągnięciami, że dziś ciężko do nich nawiązać. Od 2003 roku, kiedy zespół objął Rijkard, Barca wygrała:
5-krotnie mistrzostwo Hiszpanii
2-krotnie Puchar Hiszpanii
5-krotnie Superpuchar Hiszpanii
3-krotnie Ligę Mistrzów
2-krotnie Klubowe Mistrzostwo Świata
2-krotnie Superpuchar UEFA
Piłkarze reprezentacji Hiszpanii zdobyli w tym samym czasie dwa mistrzostwa Europy i jedno mistrzostwo świata. Leo Messi seryjnie zaczął zdobywanie Złotej Piłki FIFA, czyli nagrody dla najlepszego piłkarza na świecie w każdym sezonie. Od 2003 roku na podium znaleźli się, oprócz Messiego: Deco, Ronaldinho, Xavi i Andreas Iniesta.
W Polsce były Legia, Wisła i Groclin
– Największa migracja kibiców panuje w krajach, w których brak piłkarskich sukcesów. Myślę tu o rynkach azjatyckich, ale także europejskich. Nawet w Polsce, gdzie brak klubów w europejskich pucharach, fani szukają pocieszenia i wspierają obce drużyny. To ani źle, ani dobrze. Piłka to biznes, a wiec kluby próbują na tym zarobić. Na Wyspach na przykład kibice są wierni swoim zespołom nawet w wypadku spadków, czy degradacji. Świetnym przykładem może być Glasgow, gdzie na mecze Rangersów, mimo iż ci grają w 4 lidze szkockiej, przychodzi po kilkanaście tysięcy ludzi – mówi naTemat Patrick Nathanson z brytyjskiego radia BBC Radio 5 live.
Nawałnica sukcesów nie mogła zostać niezauważona przez niedzielnych kibiców futbolu, a więc ci szybko pokochali Barcę. Podobny mechanizm, choć w znacznie mniejszej skali, działa(ł) w Polsce, gdy polskie kluby w pojedynkę próbowały szarżować w europejskich pucharach, a właściwie Lidze Europejskiej. Tak było z Legią, Wisłą i Lechem. Wcześniej cała Polska trzymała kciuki za Białą Gwiazdę, która w Pucharze UEFA eliminowała Schalke czy Lazio, czy Groclin, który pokonał Herthę Berlin i Manchester City czy Widzewa, walczący w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Tylko zagorzali fani pozostawali przy „wierności klubowej”, kiedy w tym samym czasie wszyscy kibice niedzieli dopingowały drużyny Franciszka Smudy, Macieja Skorży czy Henryka Kasperczaka.
Ostatnio podobnie dzieje się w przypadku Borussii Dortmund, która nie jest polskim klubem, ale która jest zespołem, z którym utożsamiają się rzesze Polaków. Polonia Dortmund, jak ochrzcili już BVB niektórzy polscy dziennikarze, przyciąga naszych kibiców, którzy złaknieni sukcesów chcą wpierać klub, w którym pierwsze skrzypce grają rodacy – Jakub Błaszczykowski, Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek. Dostrzegają to działacze Borussii, który w celach promocyjnych przyjechali do Polski rozegrać mecze towarzyskie z Legią i Lechem Poznań. W planach było także założenie w Warszawie oficjalnego sklepu kibica dwukrotnego mistrza Niemiec, ale ten pomysł na razie został zawieszony.
Sukces więc działa jak magnes, który przyciąga niezdecydowanych. Korzystają na tym kluby na całym świecie. To właśnie z tego powodu najlepsi – Manchester United i City, Chelsea Londyn, Arsenal, Real i Barcelona w przerwach między sezonami objeżdżając świat i witając do Chin, Japonii czy Indonezji. Tamtejsze rynki zbytu, niezwykle chłonne, są świetnym miejscem aby zarabiać na kibicach sezonowych.
Aż po grób?
Sukces Bayernu Monachium, który może na kilka kolejnych lat zdominować europejski futbol, może rozpocząć migrację kibiców sukcesu lub – jak kto woli – kibiców sezonowych w stronę Niemiec.
Barcelona, którą dziś mamy przyjemność oglądać, to z pewnością jedna z najlepszych drużyn w historii futbolu. Stała się jednak symbolem pop-kultury, która przyciąga tysiące ludzi nie mających pojęcia o futbolu. – Prawdziwych fanów piłki może to irytować, ale to trochę tak jak z Che Guevarą. On może i nie chciałby być na koszulkach, ale jest i koniec. Tak samo Barcelona, która jest przecież czymś więcej niż klub. I czy ktoś chce czy nie, to już się nie zmieni – mówi Bartosz, który przez rok był na stadionie Barcy stewardem. On sam zapewnia, że przy Barcelonie zostanie do końca życia. No, chyba, że znów zacznie słabo grać…