Duda mówił jak rzecznik Trumpa. "Znam prezydenta"
Duda mówił jak rzecznik Trumpa. "Znam prezydenta" Fot. Polaris Images/East News
Reklama.

– Jesteśmy po dwóch ważnych spotkaniach z przedstawicielami USA. Mogę śmiało powiedzieć, że mam pełny przegląd sytuacji jeżeli chodzi o obecne działania podejmowane przez USA i administrację Donalda Trumpa – padło we wtorek z ust prezydenta Andrzeja Dudy po spotkaniu z przedstawicielem USA ds. Ukrainy i Rosji gen. Keithem Kelloggiem.

Duda zabrzmiał jak rzecznik Trump, a nie prezydent Polski

Potem Duda zajął się wychwalaniem obecnej administracji USA. – Ameryka weszła mocno do gry, spodziewam się, że dojdzie przynajmniej do przerwania agresji, a mam nadzieję, że całkowicie do zakończenia wojny – obwieścił mediom Duda.

– Dla nas oczywiste jest, że ta wojna nie może zakończyć się zwycięstwo Rosji i musi zostać zaprowadzony sprawiedliwy pokój – dodał.

Była mowa też o żołnierzach z USA w Polsce. – Zostaliśmy zapewnieni, że nie ma absolutnie żadnych zamiarów amerykańskich, by zmniejszać liczbę amerykańskich żołnierzy w Polsce. A wręcz przeciwnie: mam nadzieję, że ona wzrośnie – przekazał.

Nie zapomniał też przypomnieć, że zna obecnego prezydenta USA. – Znam prezydenta Donalda Trumpa i wiem, że kiedy działa to działa w sposób bardzo stanowczy i zdecydowany – podkreślił Duda.

USA chcą dostępu do ważnych złóż w Ukrainie

Tymczasem dziennikarze "The Telegraph" zdobyli kopię umowy, którą Stany Zjednoczone miały zaproponować Ukrainie. Zgodnie z tym dokumentem Ukraina miałaby zgodzić się na poważne ustępstwa. Jak twierdzi brytyjski dziennik, mogłoby to prowadzić do trwałego uzależnienia Ukrainy od Stanów Zjednoczonych.

Dokument przewidywał stworzenie funduszu inwestycyjnego, który miałby zarządzać ukraińskimi zasobami mineralnymi, ropą naftową, gazem, portami oraz inną kluczową infrastrukturą kraju.

Zgodnie z ujawnionymi danymi USA miałyby otrzymać połowę zysków z wydobycia ukraińskich surowców oraz połowę wartości "wszystkich nowych licencji przyznanych zewnętrznym podmiotom" na przyszłe wykorzystanie zasobów. Dodatkowo umowa przyznawałaby Stanom Zjednoczonym prawo pierwszeństwa przy zakupie eksportowanych minerałów. Warunki umowy wywołały oburzenie władz w Kijowie, które odrzuciły dokument.