Plastik zabija napiwki. "Dziś nawet bogaci nie zostawiają napiwków. Wszyscy płacą kartą"

Czy płacenie kartą powoduje, że nie dajemy napiwków?
Czy płacenie kartą powoduje, że nie dajemy napiwków? Fot. shutterstock.com
– Nienawidzę, kiedy ktoś płaci kartą. Na 99 procent to oznacza, że napiwku nie będzie. Nieważne, bogaty czy nie, ludzie po prostu nie noszą ze sobą gotówki – mówi mi Marta, która pracuje w jednej z najmodniejszych warszawskich knajp. Moja rozmówczyni twierdzi, że karty "zabijają napiwki".

– Im więcej ludzi płaci kartą, tym rzadziej dostajemy napiwki – skarży się Marta, która pracuje w modnej knajpie na warszawskiej Saskiej Kępie. Przychodzi tam również "śmietanka", czyli politycy, aktorzy, artyści. Niestety, nawet oni, choć można by się naiwnie spodziewać, że prezentują wysoki poziom kultury osobistej, nie zostawiają napiwków, gdy płacą kartami. Powodów takiego stanu rzeczy, jak opowiada Marta, jest kilka.

Czemu nie dajemy napiwków
Po pierwsze: nosząc kartę po prostu nie nosimy ze sobą gotówki. Idąc gdziekolwiek: do restauracji, sklepu czy fryzjera, nie martwimy się już o to, czy mamy w portfelu banknoty i monety. Wszystko załatwia wygodny plastik. Często więc nawet chcemy dać napiwek w knajpie, ale nie ma z
czego, więc odpuszczamy. – To nawet widać, że chcą, szukają np. w portfelu pieniędzy. Ale nie mają, więc w końcu machają ręką i wychodzą – wspomina z niezadowoleniem Marta.

Zdaniem kelnerki karta to też dla wielu osób po prostu wygodna wymówka do tego, żeby nie zostawiać napiwków.
– Jak się płaci gotówką i ktoś daje tak odliczoną co do złotówki kwotę to jednak jest dla takiej osoby trochę żenujące. Ale jak już ktoś płaci kartą, no to przecież nic dziwnego, że może nie mieć gotówki. Mamy kilku stałych klientów, znane osoby, które zawsze płacą kartą i robią to z takim przepraszającym uśmiechem, że niby chcieliby zostawić napiwek, ale nie mogą, bo płacą kartą – żali się Marta.


To zależy od klienta
Zabójstwo napiwków przez plastik potwierdza również pracownik warszawskiej sieci znanych kawiarni, który pragnie zachować anonimowość. – U nas i tak zostawia się nieduże napiwki: 1, 2 złote. Ale to prawda, że jak ktoś płaci kartą, to rzadziej sięga po drobne. Karta to takie usprawiedliwienie dla nie zostawiania napiwków – mówi nam barista.

Jak się okazuje, nie wszędzie tak jest. W warszawskim Hard Rock Cafe słyszymy: – To raczej zależy od klientów, a nie formy płatności.

Zdarzają się klienci, którzy płacąc kartą zostawiają napiwki. – Po zapłaceniu zostawiają na stole napiwek normalną gotówką – słyszymy w HRC. Istnieje tam też możliwość zapłacenia napiwku kartą – wystarczy poprosić kelnera, by doliczył to do rachunku. Jak mówi nam pracownik knajpy, klienci dość często korzystają z takiej możliwości.
Podobną opcję oferuje restauracja Street w centrum handlowym Arkadia. Klientom oferuje się możliwość zostawienia napiwku przy płaceniu kartą. – Klienci, mając taką możliwość, raczej zostawiają napiwki – mówi nam pracownik Streeta.

Kelner dobry, kelner zły
Agnieszka Małkiewicz, specjalistka ds. marketingu gastronomicznego i blogerka naTemat, wskazuje w napiwkowej kulturze jeszcze jeden ważny element: sporo zależy nie tylko od płacącego, ale i opłacanego. – Wiem z doświadczenia, że jeżeli osoba obsługująca jest bardzo profesjonalna, odpowiada wymogom miejsca, w którym pracuje, potrafi ująć klienta, to zazwyczaj obsługiwany szuka pieniędzy, by dać jakiś napiwek – mówi nam Agnieszka Małkiewicz.

Brak napiwków może więc wynikać też z niskiego profesjonalizmu obsługującego. W najlepszych restauracjach kelnerzy nie są przypadkowi, często mają wiele lat praktyki lub wykształcenie w tym kierunku. Zaś mniejsze knajpki nierzadko zatrudniają rodzinę, znajomych, bądź po prostu dorywczo studentów. A to nie zawsze dobry pomysł. – Jak ktoś traktuje swoje obowiązki nonszalancko, nie stara się, to nic dziwnego, że nie dostaje napiwków – zaznacza Małkiewicz.

Zobacz też: Ignorują, ociągają się i spoufalają. Grzechy główne kelnerów, które nas najbardziej irytują

Brak kultury!
– Z drugiej strony, w nas Polakach wciąż nie ma takiego silnego przekonania, że trzeba dać napiwek – podkreśla nasz rozmówczyni. Jej zdaniem, jest to kwestia kultury chodzenia do restauracji, która u nas wciąż nie jest w pełni wykształcona. Niestety, trudno się z tym nie zgodzić – w Polsce wraz z grubiejącymi portfelami nie rośnie poziom kultury czy obycia, a jak pisał nasz bloger i barman Wojtek Kardyś, klienci pstrykający palcami na kelnera to wciąż dość powszechne zjawisko.

Jak wynika z relacji pracowników knajp i restauracji, najlepiej mają barmani we wszelkich imprezowniach i klubokawiarniach. – U nas nie ma tego problemu. Ludzie na imprezy przychodzą raczej z gotówką, bo karta to problemy. Wiesz, trzeba czekać, a tak tylko rzucają kasę i biorą drinki – mówi nam barman jednego ze znanych warszawskich klubów. I dodaje, że jak ludzie popijają, to lubią szastać pieniędzmi, a czasem po prostu nie chce im się czekać na resztę, więc zostawiają napiwki.

– Gorzej jest w tych luksusowych klubach, bo tam każdy chce się pochwalić, jakiej to nie ma karty: złoto, platyna i tym podobne bajery. Poza tym tam często uważają, że jak płacą za drinka 50 zł, to już napiwku nie trzeba. Tylko naprawdę luksusowi klienci zostawiają tam tipy – dodaje barman.

Zobacz też: Napiwki: dawać, czy nie dawać? Komu, ile i kiedy?

Jak to zwykle bywa prawda leży po środku i wszyscy mają tu trochę racji. Ale według specjalistki Agnieszki Małkiewicz wokół polskiej gastronomii dużo się dzieje w ostatnim czasie. A to wszystko pozytywnie wpływa na kulturę "bywania" – a więc może i napiwki będziemy zostawiać coraz częściej. Wszak trzeba pamiętać, że dla kelnerów to często główne, albo bardzo duże źródło utrzymania, bo na wysokie pensje można liczyć tylko w najbardziej luksusowych miejscach.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...