Mieczysław Kuras, komendant Straży Marszałkowskiej, odchodzi ze stanowiska. Zatopiła go nie prowokacja Tomasza Sekielskiego, ale zaginięcie z Sejmu 300 naboi.
Mieczysław Kuras, komendant Straży Marszałkowskiej, odchodzi ze stanowiska. Zatopiła go nie prowokacja Tomasza Sekielskiego, ale zaginięcie z Sejmu 300 naboi. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Straż Marszałkowska znowu w opałach. Kilka miesięcy temu przyszłość jej komendanta wisiała na włosku po tym, jak dziennikarze programu Tomasza Sekielskiego wnieśli na teren Sejmu materiały do stworzenia ładunku wybuchowego. Teraz ma kolejne problemy. Jej komendant Mieczysław Kuras rezygnuje. Ma być to związane ze sprawą zaginięcia 300 naboi z magazynu Straży.

REKLAMA
Mieczysław Kuras, od 2006 roku komendant Straży Marszałkowskiej podał się do dymisji – podaje rp.pl. Według nieoficjalnych informacji ma to być spowodowane toczącym się w Sejmie postępowaniu wyjaśniającym, które miało zbadać co stało się z 300 nabojami z magazynu strażników. O wątpliwościach miał poinformować szefa Kancelarii Sejmu sam Kuras, a sprawę nagłośnił "Super Express".
Brakujące naboje znaleziono w sejfie jednego z pracowników Straży, który został natychmiast zwolniony. Jak tłumaczył, chciał wykorzystać amunicję do treningów na strzelnicy. Jednak zaginione naboje to nie pierwsze problemy Mieczysława Kurasa. Pod okiem mediów i przełożonych szef Straży Marszałkowskiej znalazł się przy okazji... debiutu Tomasza Sekielskiego w TVP.
W ramach zaplanowanej przez niego dziennikarskiej prowokacji jeden z jego współpracowników wszedł do Sejmu bez przepustki. Niósł torbę, w której znajdowały się groźne substancje, mogące być użyte jako materiał wybuchowy. Dziennikarz swobodnie poruszał się po Sejmie, wszedł do sali obrad oraz na konferencję prasową Leszka Millera.