
Za nami gala MMA Attack 3! W katowickim Spodku przekonaliśmy się jak daleko organizacji MMA Attack to Konfrontacji Sztuk Walki (KSW). Jak największa antyreklama zadziałała walka Roberta Burneiki z Dawidem Ozdobą, która okazała się groteskowym pojedynkiem tchórzliwego Dawida i statycznego Goliata.
REKLAMA
Zapowiadana była wielka gala w katowickim Spodku, na którą kibice mieli walić drzwiami i oknami. Było nieźle, ale wrażenie popsuła pseudo walka Roberta Burneiki z Dawidem Ozdobą. Z zadania świetnie wywiązała się stacja Polsat, która pokazała telewidzom MMA Attack nie gorzej, niż Konfrontację Sztuk Walki. Co dalej z MMA Attack? W Spodku pojawiły się pierwsze głosy, że może lepiej było gdyby większe KSW po prostu wchłonęło organizację Dariusza Cholewy i przejęło co lepszych zawodników: Piotra Hallmanna, Tomasza Drwala i przede wszystkim Damiana Grabowskiego.
Zobacz to: Łukasz Jurkowski: Mariusz Pudzianowski powinien walczyć z Pawłem Nastulą i... Hardkorowym Koksem
O zagrożeniu wchłonięcia MMA Attack przez KSW rozmawialiśmy niedawno z Łukaszem Jurkowskim. Ex uczestnik pierwszych gal KSW a dziś komentator Polsatu mówił: - Tak naprawdę wszystko zależy od telewizji Polsat. Jeżeli Marian Kmita, szef sportu w tej stacji, zdecyduje, że KSW i MMA Attack to dwa równe brandy, to oba będą się rozwijać. I dodawał „Od rozdania z ręki pana Mariana Kmity zależeć będzie wszystko. Pamiętajmy poza tym, że MMA Attack startuje z innego pułapu, bo to KSW wypromowało sztuki walki w Polsce (…) Natomiast trzeba powiedzieć to otwarcie, że w ciągu kilku najbliższych lat, jeżeli MMA Attack utrzyma się finansowo, to będzie w cieniu KSW.
Polsat swoją rolę wypełnił znakomicie. Na otwartej antenie stacji zostały pokazane aż cztery walki. Nie brakowało odpowiedniej oprawy: z mikrofonem w ręku w studiu Pawła Wójcika zasiedli mający na koncie trzy walki w UFC Peter Sobotta i Marcin Held, nadzieja polskiego MMA, który robi karierę za Oceanem w organizacji Bellator. Na ringu wywiady z zawodnikami przeprowadzał gwiazdor Polsatu i prawdopodobnie najlepszy dziś komentator w Polsce Mateusz Borek. Natomiast dla telewidzów pojedynki komentowali niezawodni Łukasz Jurkowski i Andrzej Janisz. Stacja pokazała galę nie gorzej niż będące wzorem KSW. Szkoda tylko, że nie wszyscy sprawili się tak dobrze, jak telewizja.
Sportowo gala w Katowicach stała na niezłym poziomie. Swoje walki wygrali Bartłomiej Kurczewski (poddanie, klucz na stopę), Agnieszka Niedźwiedź (nokaut techniczny), Damian Milewski (poddanie, dźwignia na łokieć), Piotr Hallmann (wygrana na punkty) i Marcin Lasota (poddanie, duszenie zza pleców) i Oskar Piechota (nokaut, lewy sierp). Remis padł w pojedynku Karola Celińskiego z Michałem Fijałką. Pierwszą walką pokazaną na antenie otwartego Polsatu, który relacjonował wydarzenia ze Spodka, był pojedynek Krzysztofa Jotko z Serbem Bojanem Velickovicem. Polak, mimo iż w pierwszej rundzie otrzymał kilka potężnych low-kicków, znalazł w sobie siłę i przechylił szalę zwycięstwa na swoją stronę zwyciężając ostatecznie na punkty.
Podczas dwóch sportowych walk wieczoru tylko Tomasz Drwal spełnił swoje zadanie perfekcyjnie. Od samego początku pojedynku z Wesem Swoffordem Polak, który kilka lat temu stoczył sześć walk w legendarnym UFC, dominował i obijał rywala. Drwal zakończył pojedynek już w pierwszej rundzie dźwignią na łokieć poddając Kalifornijczyka. Znacznie więcej roboty na ringu miał Damian Grabowski, który zdaniem Łukasza „Jurasa” Jurkowskiego, komentatora Polsatu i uczestnika pierwszych turniejów KSW, powinien być twarzą gal MMA Attack. Grabowski, polski kandydat do występów w amerykańskim UFC, po niezwykle wyrównanym pojedynku okazał się minimalnie lepszy od Stavrosa Economou. Brytyjski fighter królował w stójce, mocno bił naszego zawodnika i zdaniem części kibiców – wygrał walkę. Sędziowie zdecydowali jednak inaczej i notami 2:1 (30-29, 29-28 i 29-30) zdecydowali, że zwycięstwo na swoje konto będzie mógł dopisać sobie reprezentant Polski.
Zobacz też: Martin Lewandowski: Gdyby nie Pudzian, Paweł Nastula walczyłby dla KSW o wiele wcześniej [wywiad]
Największym rozczarowaniem okazała się ostatnia walka, tzw. freak fight, czyli pojedynek dwóch zawodników, którzy sztukami walki nie zajmują się na co dzień. Na ringu stanął po raz drugi w życiu Litwin Robert Burneika, znany też jako Hardkorowy Koksu i debiutujący w MMA striptizer i tancerz erotyczny Dawid Ozdoba. Różnica wagowa między zawodnikami sprawiała, że ważącemu prawie 50 kg mniej Ozdobie mało kto dawał szansę na triumf. Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że tancerz jest tchórzem, który przez całą walkę będzie unikał jakiegokolwiek starcia. Gdyby nie kilka szarż Koksa przez trzy rundy mógłby nie paść nawet jeden cios! I tylko cierpliwość sędziego sprawiła, że walka zakończyła się dopiero w trzeciej rundzie. Po ukaraniu trzecią żółtą kartą Ozdoba został zdyskwalifikowany za unikanie walki. Wiele osób obecnych w katowickim Spodku głośno mówiło, że za taką „walkę” Ozdobie należy natychmiastowo odebrać gażę.
Walka Burneiki i Ozdoby okazała się kompromitacją i antyreklamą MMA w Polsce. O ile pojedynek Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem sprawił, że nad Wisłą zapanował szał na mieszane sztuki walki, a walka Najmana z Burneiką choć słaba sportowo, obfitowała w ciosy i zabawne sytuacje, o tyle „starcie” z Katowic okazało się, żenującym pseudoshow. Dawid Ozdoba podczas rozmowy z Mateuszem Borkiem chwilę po porażce krzyczał do gwiżdżących kibiców „Dlaczego!?”. Ci wygwizdali tancerza jeszcze bardziej dając jednoznacznie do zrozumienia organizatorom gal, że na takie walki nie mają najmniejszej ochoty.
Łukasz Jurkowski przekonywał nas, że „W Polsce jest miejsce na dwie organizacje MMA. KSW robi gale trzy razy w roku, a dąży do tego, aby były cztery, a zapotrzebowanie rynku jest na sześć imprez. Moim zdaniem, dzięki niesamowicie szybkiemu rozwojowi MMA w naszym kraju, ludzie będą chcieli oglądać przynajmniej jedną dużą galę na dwa miesiące”. Z pewnością, ale na przyszłość właściciel federacji MMA Attack Dariusz Cholewa musi wystrzegać się organizacji walk podobnych do starć Burneiki i Ozdoby. Inaczej skończy jak ten drugi – dyskwalifikacją.