Łukasz Jurkowski: Mariusz Pudzianowski powinien walczyć z Pawłem Nastulą i... Hardkorowym Koksem

Pudzianowski z Nastulą i Hardkorowym Koksem? Według Łukasza Jurkowskiego - jak najbardziej!
Pudzianowski z Nastulą i Hardkorowym Koksem? Według Łukasza Jurkowskiego - jak najbardziej! http://stsport.pl/
Paweł Nastula to wzór, symbol, który powinien toczyć inne pojedynki. Ja zestawiłbym go z… Mariuszem Pudzianowskim! A Pudzian mógłby walczyć z Robertem Burneiką, czyli "Hardkorowym Koksem". Myślę, że taka walka jest możliwa. To byłby show! - mówi w rozmowie z naTemat komentator Polsatu Łukasz "Juras" Jurkowski.



Czy jest dziś w Polsce miejsce na dwie, duże federacje organizujące gale mieszanych sztuk walki?

Łukasz "Juras" Jurkowski: Zdecydowanie tak! KSW robi gale trzy razy w roku, a dąży do tego, aby były cztery, a zapotrzebowanie rynku jest na sześć imprez. Moim zdaniem, dzięki niesamowicie szybkiemu rozwojowi MMA w naszym kraju, ludzie będą chcieli oglądać przynajmniej jedną dużą galę na dwa miesiące.

Federacja MMA Attack to alternatywa dla KSW?

Na pewno, jak każda konkurencja. Obie te federacje wspiera telewizja Polsat, więc z drugiej strony nie jest to wojna na noże. Organizowanie jednej gali na dwa miesiące jest w stanie podtrzymywać popularność mieszanych sztuk walki, dlatego wydaje mi się, że MMA Attack utrzyma się w ringu. Trzy gale KSW rocznie to zdecydowanie za mało. Ludzie chcą oglądać ten sport, a Polsat o tym wie.

Zobacz to: Martin Lewandowski: Gdyby nie Pudzian, Paweł Nastula walczyłby dla KSW o wiele wcześniej [wywiad]

Patrzę jednak na rynek amerykański, znacznie bardziej rozwinięty od naszego, i tam ani Bellator, ani nieistniejący już Strikeforce, nie dały rady w pojedynku z UFC.

Za USA jesteśmy przynajmniej dziesięć lat, więc nasz rynek nie jest taki sam i jeszcze długo nie będzie. MMA w Polsce startuje z całkowicie innego pułapu, niż za Oceanem. Myślę teraz o tym, jak za 10 lat będzie wyglądało MMA w naszym kraju i wydaje mi się, że może wielkiego skoku nie będzie, ale ten sport zaistnieje w świadomości ludzi.


Jak skoki narciarskie?

Tak. Kibice nie będą czekali na pourywane głowy i nogi, albo na to, aż kogoś wyniosą z ringu w worku, ale będą liczyli na dobre walki. Nie będą też zdarzały się sytuacje – a uwierz, że takie są – że ktoś przychodzi do mojego klubu Copacabana Warszawa i mówią, że chce trenować… KSW (śmiech).

(śmiech).

Ale MMA podbija cały świat, moim zdaniem to najszybciej rozwijający się sport na globie, więc również nad Wisłą ludzie będą zdobywać odpowiednią wiedzę. Polacy już kupili MMA mieszane sztuki walki i teraz pójdzie to w dobrą stronę. Już nikt nie będzie myślał, że KSW to styl walki. Pomóc w tej zmianie może chociażby istnienie takiej federacji jak MMA Attack.

Czytaj też: Jan Błachowicz, zawodnik MMA: Żałuję, że nie doszło do końca świata [wywiad]

Ludziom się to jednak nie przeje? Dziś wszyscy czekają na kolejne gale KSW ze zniecierpliwieniem, ale kiedy będziemy mieli sześć czy siedem imprez, mogą one spowszednieć.

Jeżeli mówimy o tym, że UFC ma niesamowitą markę i w Ameryce jest całkowitym monopolistą, to trzeba zwrócić uwagę na fakt, że tamtejsi promotorzy organizują gale raz na dwa tygodnie! I to są wielkie imprezy, z bohaterami, z show – trwa to już od ponad roku i wciąż nikomu się nie przejadło. A więc jeżeli my zrobimy jedną galę na dwa miesiące, to wciąż – wobec UFC – będziemy w tyle.

Mimo wielkiej sympatii do KSW i tak nie powinniśmy porównywać ich do UFC.

Bo to Ameryka i Europa? Przecież UFC zaczyna gościć też w Europie. Organizują gale z jednym bohaterem, herosem i tak na przykład Szwed Alexander Gustafsson potrafił w godzinę sprzedać… 15 tys. biletów! Ludzie chcą ten sport oglądać, dlatego trzeba im dać gwiazdy. My mamy Mameda Khalidova, Michała Materlę, Janka Błachowicza. Na sześć gal potrzeba przynajmniej sześciu bohaterów, a my mamy dziś trzech, czterech.

O nazwiskach jeszcze porozmawiamy, ale chciałbym zapytać o MMA Attack i KSW. W Stanach skończyło się tym, że monopolista UFC wchłonął Strikeforce. U nas nie ma takiego zagrożenia?

Tak naprawdę wszystko zależy od telewizji Polsat. Jeżeli Marian Kmita, szef sportu w tej stacji, zdecyduje, że KSW i MMA Attack to dwa równe brandy, to oba będą się rozwijać. Jeżeli jednak ktoś będzie promował KSW… Pamiętajmy, że sukces KSW to nie tylko sukces Kawulskiego i Lewandowskiego, ale także pana Kmity i Polsatu.

Zobacz także: "Jestem uzależniony od walki!" Paweł Nastula wraca na ring! [wywiad]

Karty rozdaje telewizja.

Dokładnie. Od rozdania z ręki pana Mariana Kmity zależeć będzie wszystko. Pamiętajmy poza tym, że MMA Attack startuje z innego pułapu, bo to KSW wypromowało sztuki walki w Polsce i MMA Attack korzysta troszeczkę na popularności wypracowanej właśnie przez KSW. Natomiast trzeba powiedzieć to otwarcie, że w ciągu kilku najbliższych lat, jeżeli MMA Attack utrzyma się finansowo, to będzie w cieniu KSW.

Oglądałem niedawno filmik na którym walczy Pan w pierwszej edycji Konfrontacji Sztuk Walki. Startowało wtedy ośmiu zawodników, pan walczył w białym kimonie…

Co za czasy…

Spodziewał się Pan, że dożyje czasów, gdzie będziemy mieli w kraju dwie poważne federacje?

Spodziewałem się, ale nie sądziłem, że zasięg będzie aż tak olbrzymi. Największe hale w kraju są pełne, w telewizji ogląda gale po 5 milionów widzów. W ciągu dekady zrobiliśmy niesamowity progres, wielkie „wow”. To właśnie robota KSW, które wyedukowało Polaków na temat tego sportu.

Czas, żeby porozmawiać o nazwiskach, które proponuje nam MMA Attack.Dla fanów MMA nie są one anonimowe: Damian Grabowski walczył już w Bellatorze, a Tomasz Drwal w UFC. Dla kibiców, którzy nie śledzą sportów walki na co dzień, to anonimy.

Tak jest. Dlatego telewizja Polsat, dając pasmo otwarte na cztery ostatnie walki, musi zacząć tych zawodników promować. Oni muszą dotrzeć do świadomości Polaków, jak Mamed czy Błachowicz, bo branża, która kojarzy te nazwiska, to nieznaczny procent fanów. Nie wolno się na niej skupiać. Target ma trafić do kibiców, którzy na tym sporcie się nie znają, albo znają się słabo. To oni dyktują warunki.

Zobacz również: Mamed Khalidov: Nie twórzmy przepaści między KSW i UFC [wywiad]

Dwie pierwsze gale MMA Attack niekoniecznie działały na wyobraźnię kibiców niedzielnych.

W federacji już chyba zdali sobie sprawę, że fanami MMA nie zapełni się Spodka w Katowicach i nie zapewni sobie milionów przed telewizorami. Ludzie wolą obejrzeć coś w Internecie za darmo, zamiast wydać parę złotych na bilet. A więc to, co federacja oferuje, musi być tak atrakcyjne, żeby ludzie chcieli za to płacić. Tu rola Polsatu i właściciela Darka Cholewy.

Drwal i Grabowski to nazwiska, które mogą przebić się do świadomości Polaków, o której Pan mówi?

Damian na pewno, bo choć brzydko to zabrzmi, jest świetnym produktem. Dobrze wygląda, bardzo dobrze mówi, świetnie walczy. On może sprzedać się bardzo szybko. Ma fantastyczny rekord, idą za nim wyniki sportowe, więc, choć Damian ma swoje lata, to przed nim niezła przyszłość. To właśnie na Grabowskim MMA Attack powinno oprzeć swoją promocję.

A Drwal? Był pierwszym Polakiem walczącym dla UFC.

Tak, ale to było dobre kilka lat temu. W Polsce lubimy żyć przeszłością, ale Drwal to już nie ten sam zawodnik. Tomek wypadł z UFC, federacja zerwała z nim kontrakt i od jakiegoś czasu Drwal poświęcił się innym, ważnym dla niego projektom. Ma w Krakowie swój klub, robi program „Szkoła Drwala”. Drwal walczy rzadko, więc kibice nie będą go kojarzyć. Przekładając to na język piłkarski, nie możemy żyć drużyną Górskiego z 1974 roku, bo dziś nasz futbol jest gówniany. Drwal to też nie ten sam zawodnik co kilka lat temu, więc musimy chyba poczekać na deklarację Tomka: czy jest fighterem, czy menadżerem-biznesmenem.

Trzecią gwiazdą gali będzie Robert Burneika, czyli Hardkorowy Koksu. To jednak zagranie czysto marketingowe.

To nie jest żadna tajemnica. Ustalmy: nikt nie będzie budował federacji w oparciu o Koksa. Tym bardziej, że stoczy walkę z Dawidem Ozdobą, czyli kompletnym anonimem w świecie MMA. Ozdobę znają może ludzie czytający Pudelka, ale przecież bycie striptizerem w ringu mu nie pomoże. Poza tym spójrzmy na kontrast: Dawid waży 80 czy 90 kilo, a Burneika… 130!

To cyrk?

Mocne słowo, ale chyba tak. Wielu ludzi na Burneikę i Ozdobę nie przyjdzie, ale za to wielu usiądzie przed telewizorami. A to przecież biznes. Oczywiście, że zagorzali fani MMA powiedzą, że to kompromitacja, ale jeżeli ktoś chce zyskać popularność, to musi posiłkować się takimi pojedynkami. Zastanówmy się nad rozwojem tego sportu, bo taki Burneika, a wcześniej Pudzian – który miał taką samą rolę jak Burneika i Ozdoba dziś – mogą przyciągnąć do hal nowych fanów, którzy wcześniej o tym sporcie nie słyszeli. W federacjach, które dopiero budują swój prestiż, takie „cyrki” wciąż muszą być.

Czytaj to: Odwołano walkę Polaka w turnieju MMA. Marcin Held był za młody, żeby wejść do kasyna

Mariusz Pudzianowski, o którym Pan wspomniał, dziś nie jest już cyrkowcem. Środowisko MMA go zaakceptowało.

Tak, Pudzian nie budzi już takich emocji, a świadczy o tym chociażby fakt, że kiedy patrzę na liczby to widzę, że więcej osób ogląda Mameda, niż Pudziana. A początek był zupełnie odwrotny! Ludzie chcieli zobaczyć jego siłę, kondycję, styl walki. Tak samo jest chyba z Burneiką i Ozdobą.

Panu, jako byłemu zawodnikowi, a dziś komentatorowi, taka kolej rzeczy nie przeszkadza?

Akceptuje fakt takich pojedynków i wiem, że one wbrew pozorom dają pozytywnego kopa. Jeżeli zapytasz jakiegoś zawodnika – Materlę, Mameda, Janka – czy im to nie przeszkadza, to nikt ci nie przytaknie. Wiesz czemu? Bo wszyscy na tym zyskują. Przed walkami Pudzianowskiego zarabiałem połowę tego, co teraz! Większa popularność, to większe pieniądze, lepsi sponsorzy itd.

Wyobraża Pan sobie pojedynek Pudzianowski – Burneika?

Jasne! Myślę, że Mariusz też.

Więc?

Jeżeli telewizja Polsat będzie chciała taką walkę, to ją zorganizuje. Obie federacje z Polsatem współpracują, więc tu na pewno można byłoby się dogadać. Przecież to byłoby wydarzenie! Mariusz mógłby zwiększyć swoją popularność, poza tym spłynęłoby trochę grosza. Kto wie, może ktoś wpadnie na taki pomysł?

Mówił Pan o bohaterach, o zawodnikach, na których można budować gale, ale ci najbardziej rozpoznawani za chwilę mogą wyjechać do UFC. Ameryka kusi: pieniędzmi, show, blichtrem, stylem życia…

No i prestiżem. UFC to Liga Mistrzów. Chciałbym zobaczyć Polaka, który sprawdzałby się z Amerykańskimi zawodnikami. Tomek Drwal o którym rozmawialiśmy był już w UFC, ale chyba swoją szansę dostał odrobinę za szybko. Nie był chyba przygotowany na to, co może go tam spotkać.

Czytaj również: Michał Materla: Bardziej pasuję do horroru niż do "M jak miłość" [wywiad]

Kto dziś jest gotowy, aby walczyć w UFC?

Mamed oczywiście, Janek Błachowicz, Michał Materla, Damian Grabowski. Oni wszyscy nie ukrywają, że KSW to tylko przystanek w ich drodze do Ameryki. Nie dajmy się zwariować. Poza tym jest jeszcze Piotr Hallmann, Anzor Azhiev i Maciek Jetwuszko, który przecież zadebiutował w UFC.

Niektórzy kibice czują rozgoryczenie, że Khalidov, wielka gwiazda KSW, wciąż nie spróbował sił z gwiazdami UFC.

Mamed mógłby zarobić tam dobre pieniądze i bić się z czołówką, ale to kwestia ryzyka. Bo jeżeli idziesz do UFC i nie jesteś od razu wielką gwiazdą, to nie jest ci łatwo się przebić. Mamed nie miałby takiego miru, jak ma w Polsce, nie zarabiałby tyle, ile by chciał. Pamiętajmy, że w USA Mameda zna mało kto.

Jeżeli kilku zawodników wyjedzie, zabraknie bohaterów. I co wtedy?

Trzeba będzie wykreować kolejnych. Wiadomo, że KSW nie puści pięciu zawodników do Ameryki, ale zapisy w umowach są takie, że jeżeli zgłosi się UFC, to chłopaki mogę jechać. Sytuacja o której mówisz dałaby odpowiedź na pytanie czy ludzie oglądają gale dla nazwisk czy oglądają MMA. Chciałbym się tego dowiedzieć.

Ostatnio znów głośno o Pawle Nastuli, który, choć ma swoje lata, to wciąż porywa tłumy.

Paweł, co wiemy już oficjalnie, zmierzy się na gali KSW o pas wagi ciężkiej z Karolem Bedorfem. Czy to dobrze? Mi się ta walka nie podoba od samego początku. Oni obaj mają inne drogi kariery. Paweł to wielka firma, ale co będzie, jeżeli zdobędzie pas? Będzie go bronił przez pięć walk? Niekoniecznie. Nastula ma w kontrakcie jeszcze jedną walkę – jeżeli wygra, to pewnie przedłuży kontakt. Natomiast bardziej perspektywicznym fighterem jest Karol. Jak dla mnie sensu tej walki nie ma. Wykorzystałbym Nastulę inaczej.

Zobacz też: Paweł Nastula i jego historia startów w federacji PRIDE

Jak inaczej?

Paweł to wzór, symbol, który powinien toczyć inne pojedynki. Ja zestawiłbym go z… Mariuszem Pudzianowskim!

Już był taki pomysł.

Był i paradoksalnie ja przyłożyłem rękę do tego, że nie wypalił.

Pan trenował wtedy z Pudzianowskim.

Tak i Mariusz pytał mnie, czy to dobry pomysł, a ja mu gorąco odradzałem. „Mariusz, Paweł cie zje, albo wciągnie cię nosem” – tak mówiłem. Paweł Nastula ciągle mi to wypomina i ma mi to za złe.

Jakby ten pojedynek wyglądał dziś?

Może sytuacja by się odwróciła, Mariusz to przecież inny zawodnik, ale… ja i tak postawiłbym na Pawła.

Rozmawiał Sebastian Staszewski

Blog szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Twitter szefa działu Sport naTemat.pl Sebastiana Staszewskiego
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Maska opadła". PiS szuka pieniędzy na swoje obietnice. Oto gdzie wszyscy za nie zapłacimy
0 0Zdrojewski "chlapnął" o jedno zdanie za dużo. PO odcięła się od jego słów