
Prawicowi publicyści szybko uznali dymisję Jarosława Gowina za sukces kanclerz Niemiec. Jak twierdzą, najpierw Putin odwołał ministra Budzanowskiego, teraz Merkel Gowina.
REKLAMA
Dla niektórych komentatorów okoliczności odwołania Jarosława Gowina są bardzo podobne do tych, jakie towarzyszyły dymisji ministra skarbu Mikołaja Budzanowskiego. Stracił on stanowisko w związku z aferą wokół memorandum na budowę gazociągu Jamał-II podpisanego przez EuRoPol Gaz i rosyjski Gazprom. "Putin musiał zrekonstruować rząd Donaldowi Tuskowi" – stwierdził wówczas poseł PiS Przemysław Wipler.
Teraz przeczytać można opinie, że Angela Merkel miała swój udział w dymisji ministra sprawiedliwości. "Brawo Angela" – napisał dziennikarz "Gazety Polskiej Codziennie" Samuel Pereira. "Najpierw Putin odwołał Budzanowskiego, teraz Merkel Gowina. Dobrze, że naszą polityką zajmują się ludzie kompetentni" – dodał jego redakcyjny kolega Dawid Wildstein.
Przypomnijmy, że jedną z przyczyn odwołania Gowina były jego słowa o handlu zarodkami. Minister wywołał burzę mówiąc, że niemieccy naukowcy kupują polskie zarodki i przeprowadzają na nich eksperymenty.
– Moje pierwsze skojarzenie po tej dymisji to takie, że Tusk dość brutalnie traktuje ludzi, z którymi pracuje – komentuje w rozmowie z naTemat poseł PiS Krzysztof Szczerski. – Ale zgadzam się z cytowanymi dziennikarzami, bo fakt jest faktem, że czarę goryczy w sprawie Gowina przelało spięcie między nim a ambasadą niemiecką – dodaje.
Szczerski nie chce jednoznacznie stwierdzić, że Niemcy przyczynili się do dymisji ministra sprawiedliwości, ale zaznacza, że są tutaj "smaczki", które na to wskazują. – Premier Tusk obchodził swoje urodziny w towarzystwie kanclerz Merkel. To wtedy miał się dowiedzieć o słowach Gowina. To zastanawiające – mówi.
