Czy Robert Lewandowski znów zapisze się w historii Ligi Mistrzów?
Czy Robert Lewandowski znów zapisze się w historii Ligi Mistrzów?

Dziś Robert Lewandowski ma szansę raz kolejny przejść do historii Ligi Mistrzów. Przed nim jednak wielu Polaków brylowało w tych i innych europejskich rozgrywkach. Cztery bramki zdobył kiedyś Dariusz Dziekanowski, Zbigniew Boniek strzelał i asystował w finałach Pucharu Europy i Pucharu Zdobywców Pucharów a Jerzy Dudek stał się symbolem powrotu z futbolowych piekieł.

REKLAMA
Cztery bramki Roberta Lewandowskiego w meczu półfinału Ligi Mistrzów z Realem Madryt przeszły do historii futbolu. W rozgrywkach LM żaden inny piłkarz nie zdobył aż czterech goli na tym etapie rozgrywek, żaden inny nie strzelił także Realowi Madryt aż tylu bramek w elitarnej Champions League. Dodatkowo dzięki „czteropakowi Lewandowskiemu” Polak został najlepszym strzelcem w Lidze Mistrzów w historii Borussii Dortmund. Dziś będzie miał szansę po raz kolejny zapisać się na kartach historii rozgrywek o Puchar Europy.
Popis polskiego snajpera nie był jednak jedynym wybitnym występem reprezentantów Polski w europejskich pucharach. Pięknych i zapadających w pamięć momentów nie brakowało – i wtedy, gdy Zbigniew Boniek strzelał Liverpoolowi dwie bramki w Superpucharze Europy; wtedy gdy Jerzy Dudek magicznym tańcem zdobył dla swojego klubu wymarzoną Ligę Mistrzów; wtedy, gdy cudowne mecze rozgrywali Dariusz Dziekanowski, Krzysztof Warzycha i Wojciech Kowalczyk.

Przyjrzyjmy się najwspanialszym momentom polskiego futbolu w europejskich pucharach.
Trójca: Dudek, Młynarczyk, Kuszczak
W pamięć polskich kibiców niewątpliwie zapadały momenty, kiedy nasi piłkarze zdobywali najcenniejsze futbolowe trofeum w piłce klubowej, czyli Puchar Europy. Takich momentów na przestrzeni lat było kilka. W rolach głównych: Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk i Jerzy Dudek, a gdzieś w drugim i trzecim tle pojawiali się także Tomasz Kuszczak i Sławomir Wojciechowski.
Młodsi kibice z pewnością będą pamiętać o szalonym finale Ligi Mistrzów w Stambule w 2005 roku i słynnym „Dudek Dance”, który w 2011 roku w internetowym głosowaniu został wybrany najbardziej charakterystycznym momentem finałów Champions League. Przypomnijmy: Liverpool, w bramce którego stał Polak, po pierwszej połowie zdecydowanie przegrywał z AC Milanem 0:3. W drugiej połowie w piłkarzy z miasta Beatlesów wstąpiły jednak nowe moce i ku uciesze angielskich kibiców udało się odrobić straty! Wtedy do akcji wkroczył polski golkiper. Najpierw w 119. minucie w nieprawdopodobny sposób obronił strzał Ukraińca Andrija Szewczenki, a następnie w rytm sobie tylko znanej melodii zatańczył tak, że piłkarze Milanu albo strzelali niecelnie, albo nieskutecznie. Dzięki Dudkowi Liverpool zwyciężył w tamtej edycji Ligi Mistrzów, a reprezentant Polski na chwilę chwycił pana Boga za nogi.

Inny bramkarz, który również wybitnie zapisał się na kartach tych rozgrywek, to oczywiście Józef Młynarczyk. Brązowy medalista z mistrzostw świata z 1982 roku triumfował w rozgrywkach LM w sezonie 1986/1987. Młynarczyk razem z portugalskim zespołem FC Porto w tamtym sezonie był nie do zatrzymania. Oprócz Pucharu Mistrzów (w finale rozegranym we Wiedniu na Praterstadion z Bayernem Monachium) zdobyli także Superpuchar Europy i Puchar Interkontynentalny! Seria godna pozazdroszczenia. Młynarczyk bez wątpienia należał wtedy do piątki najlepszych bramkarzy na świecie i wyczyny, jakich dokonywał wtedy w bramce, do dziś w Porto owiane są legendą. Rok po zdobyciu Pucharu Europy Polak zakończył piłkarską karierę. Mimo to „Młynarz” już na zawsze pozostanie pierwszym bramkarzem znad Wisły, który wygrał prestiżowy puchar.
Trójcę polskich golkiperów z Pucharem Europy na koncie uzupełnia Tomasz Kuszczak, który jednak w Manchesterze United, którego barwy bronił, nie zajmował tak ważnego miejsca jak Dudek w Liverpoolu, czy Młynarczyk w Porto. Szczególnie szczęśliwy był dla Kuszczaka rok 2008, kiedy razem z MU najpierw zdobył Puchar Mistrzów, a następnie Klubowe Mistrzostwo Świata. W zespole „Czerwonych Diabłów” Tomek był jednak tylko rezerwowym Edwina van der Sara i Champions League grywał epizodycznie. Jeszcze mnie niż Kuszczak grał Sławomir Wojciechowski, który w sezonie 2000/01 znajdował się w kadrze Bayernu Monachium. Mimo to on również może poszczycić się triumfem w Lidze Mistrzów.
Cztery gole Dziekana i dwa Kowala
W historii polskiego futbolu nie brakowało także indywidualnych popisów naszych piłkarzy na najwyższym poziomie. Tym najbardziej podobnym do wyczynu Lewandowskiego, chociaż stosunkowo mało znanym, są cztery bramki Dariusza Dziekanowskiego w meczu z Partizanem Belgrad. W sezonie sezon 1989/1990 Celtic Glasgow, którego Dziekanowsk był gwiazdą, zmierzył się z Serbami w 1/16 finału PZP. W tamtym legendarnym meczu Dziekan strzelił trzy bramki prawą nogą i jedną głową. Łącznie: cztery razy. Dalej awansował co prawda zespół z Belgradu, ale Dziekanowski na zawsze pozostał w sercach szkockich kibiców. Cztery bramki strzelił także Tomasz Frankowski, który w sezonie 2004/05 w eliminacjach do Ligi Mistrzów czterokrotnie pokonał bramkarza zespołu WIT Georgia Tbilisi. Reprezentował wtedy barwy Wisły Kraków.

Na tym samym poziomie co Lewandowski bramkę strzelił także Krzysztof Warzycha z Panathinaikosu Ateny. Najlepszy strzelec PAO w historii, który do dziś wspominany jest w Grecji z tęsknotą, potrafił w Lidze Mistrzów pogrążyć bramkarzy Nantes, Deportivo i Juventusu, a w sezon 1995/1996 (w tym samym, w którym w LM debiutowała Legia, Warzycha strzelił jej zresztą dwa gole) Gucio pokonał golkipera Ajaxu Amsterdam w półfinale Ligi Mistrzów! Jego bramka w 87. minucie dała „Koniczynkom” zwycięstwo 1:0, ale było to trafienie pyrrusowe – drugi mecz 3:0 wygrali Holendrzy i to oni awansowali do finału. Nie tylko ten rekord Gucia Warzychy Lewandowski poprawił, bo były gwiazdor Ruchu Chorzów został także wyprzedzony w liczbie bramek strzelonych we wszystkich edycjach LM. Warzycha ma ich ma swoim koncie osiem, Lewandowski tylko w tym sezonie – 10.
Przed laty szalał także nastoletni Wojciech Kowalczyk, który w 1991 roku zdobył dwie wspaniałe bramki w meczu z Sampdorią Genua w ćwierćfinał PZP. Włosi, ówcześni obrońcy tytułu z 1990 roku, zostali odprawieni z rozgrywek, a Kowal rozpoczął wspaniałą karierę, którą kontynuował w hiszpańskim Realu Betis.

Karierę dzięki golom w europejskich pucharach zrobił także Maciej Żurawski, który w pamiętnym sezonie 2002/2003, kiedy Wisła rozgrywała świetne mecze w Pucharze UEFA, potrafił pokonać tak znakomitych golkiperów jak: Sebastian Frey z Parmy (reprezentant Francji), Frank Rost z Schalke (reprezentant Niemiec) i Luca Marchegiani z Lazio (reprezentant Włoch). W tamtej edycji PUEFA Żurawski długo walczył o koronę króla strzelców rozgrywek i dopiero nieznaczna porażka z Lazio sprawiła, że stracił szansę na zwycięstwo w końcowej rywalizacji.
Boniek najlepszym z najlepszych
Najlepszym z najlepszych Polaków, którzy błyszczeli w pucharach jest bez wątpienia Zbigniew Boniek. Obecny prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej zarówno w barwach Widzewa Łódź, jak i Juventusu Turyn wielokrotnie zachwycał kibiców na europejskich arenach. W ówczesnych Pucharze UEFA, Pucharze Zdobywców Pucharów i Pucharze Europy Zibi brylował wielokrotnie. W Pucharze UEFA w sezonie 1977/1978 Boniek zagrał fantastyczny mecz z Manchesterem City, w którym strzelił dwie bramki. Dwa lata później w sezonie 1979/1980 Boniek zdobył bramkę w owianym legendą meczu z francuskim AS Saint-Etienne. Marek Wawrzynowski, dziennikarz Przeglądu Sportowego, autor książki „Wielki Widzew” do grona wielkich meczów Bońka zalicza także występ przeciwko jego późniejszej drużynie – Juventusowi Turyn. Widzew pokonał Włochów w październiku 1980 roku 3:1!
W Juventusie talent Bońka eksplodował. Po raz pierwszy, na wysokim szczeblu rozgrywek, w 1984 roku, w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharu, w którym Juve mierzył się z wielkim Manchesterem United. Gol i asysta Zibiego pozwoliły Juventusowi awansować do finału. A już w samym finale Zibi zdobył bramkę, która zapewniła Juventusowi triumf w PZP. To był jednak dopiero początek genialnych meczów Bońka w europejskich pucharach.
Jeszcze bardziej efektownie Zibi zapisał się w pomeczowych relacjach w Superpucharze Europy. Polak wziął sprawę całkowicie w swoje ręce, a właściwie nogi, i sam przesądził o wygranej Starej Damy w meczu z Liverpoolem. Dwa gole – jeden po efektownym rajdzie a drugi po dynamicznym wykończeniu podania kolegi – musiały zrobić wrażenie w całej Europie.

Jeszcze bardziej znaczące, niż finał z FC Porto i Liverpoolem, był mecz w finale dzisiejszej Ligi Mistrzów – Pucharu Europy z sezonu 1985 roku, rozgrywany na Heysel. Mimo tragedii jaka 29 maja wydarzyła się na trybunach belgijskiego stadionu (śmierć 39 Włochów, którzy zginęli podczas meczu), Boniek był bohaterem pojedynku z Liverpoolem. To on wywalczył rzut karny (choć tak naprawdę był faulowany przed polem karnym), który na zwycięskiego gola zamienił chwile później jego przyjaciel – Micheal Platini.
Teraz piłka jest po stronie Roberta Lewandowskiego.