
Jak bardzo mężczyźni nie rozumieją kobiet, a kobiety mężczyzn, świetnie obrazują zakończone bezpardonową krytyką historie z Angeliną Jolie czy Anją Rubik w roli głównej. Potwierdzają, że choć wiele mówimy o równouprawnieniu, wojna płci trwa w najlepsze. Dlaczego? – Mówimy o tym deklaratywnie. Tak naprawdę jednak nie wiemy, jak w rzeczywistości te wszystkie równe relacje powinny funkcjonować – tłumaczy psycholog.
REKLAMA
Anja Rubik ma "końską twarz", bo śmiała skrytykować jedno standardowe uczesanie i modową ignorancję Polaków, a Angelina Jolie spełniła "fanaberię znudzonej gwiazdki" decydując się na podwójną mastektomię w obliczu aż 87-proc. zagrożenia rakiem piersi. To tylko kilka przykładowych komentarzy, które padły z ust polskich mężczyzn w ostatnich dniach.Podobnych można by jednak wyliczyć przecież setki, jeśli nie tysiące. A w każdym z nich zero dystansu, empatii. Tylko jad i odwieczny konflikt. Konflikt płci, bo jeśli kobiety są naprawdę ostro krytykowane, zwykle atak nadchodzi ze strony mężczyzn.
Jest wojna, są ofiary. Po obu stronach
Panowie, spokojnie. To oczywiście działa także w drugą stronę. O czym z całą stanowczością przekonywał niedawno na przykład psycholog Jacek Masłowski. Szef Fundacji "Masculinum" pierwszy otwarcie przyznał, że dość powszechna męska frustracja bierze się dziś głównie z tego, iż mężczyźni są często przez kobiety systematycznie krytykowani. – Co masz więc zrobić, kiedy jesteś ofiarą tego typu działań? Pójdziesz na policję? Wyśmieją cię. A poza tym jak udowodnisz, że jesteś obiektem stałej krytyki ze strony partnerki? – mówił "Newsweekowi" na temat kobiecej przemocy psychicznej.
Panowie, spokojnie. To oczywiście działa także w drugą stronę. O czym z całą stanowczością przekonywał niedawno na przykład psycholog Jacek Masłowski. Szef Fundacji "Masculinum" pierwszy otwarcie przyznał, że dość powszechna męska frustracja bierze się dziś głównie z tego, iż mężczyźni są często przez kobiety systematycznie krytykowani. – Co masz więc zrobić, kiedy jesteś ofiarą tego typu działań? Pójdziesz na policję? Wyśmieją cię. A poza tym jak udowodnisz, że jesteś obiektem stałej krytyki ze strony partnerki? – mówił "Newsweekowi" na temat kobiecej przemocy psychicznej.
Mimo że od tak dawna mówi się wiele o partnerskim traktowaniu kobiet i mężczyzn oraz równouprawnieniu płci, konflikt damsko-męski wciąż trwa w najlepsze. A w czasach, gdy światem rządzą goniące za sensacją media, tylko zdaje się zaostrzać. – Mam wrażenie, że tak będzie jeszcze długo. Dopóki naprawdę nie zmieni się nasza mentalność – mówi w rozmowie z naTemat psycholog Barbara Stawarz. Jej zdaniem powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że mówimy o tym po prostu "z automatu'. – Deklaratywnie mówimy wiele o równości i szacunku między płciami, ale wciąż sprowadza się to do tego, jak byśmy chcieli, żeby to wyglądało. Tak naprawdę jednak nie wiemy, jak w rzeczywistości te wszystkie równe relacje powinny funkcjonować – dodaje.
Dziwne równouprawnienie
Barbara Stawarz zwraca uwagę, że sporo problemów wywołujących kolejne bitwy na froncie wojny płci wynika z paradoksów związanych z rzekomą równością.
– Kobiety zwykle posługują się argumentem dyskryminacji i jest oczywiście wiele dowodów, że ona rzeczywiście wciąż jest w naszym życiu obecna. Z drugiej jednak strony, te same kobiety domagają się pewnych dziwnych przywilejów tylko ze względu na swoją płeć. To właśnie one w znakomitej większości pierwsze obrażą się, gdy na przykład mężczyzna nie puści ich przodem w drzwiach - tłumaczy psycholożka.
Barbara Stawarz zwraca uwagę, że sporo problemów wywołujących kolejne bitwy na froncie wojny płci wynika z paradoksów związanych z rzekomą równością.
– Kobiety zwykle posługują się argumentem dyskryminacji i jest oczywiście wiele dowodów, że ona rzeczywiście wciąż jest w naszym życiu obecna. Z drugiej jednak strony, te same kobiety domagają się pewnych dziwnych przywilejów tylko ze względu na swoją płeć. To właśnie one w znakomitej większości pierwsze obrażą się, gdy na przykład mężczyzna nie puści ich przodem w drzwiach - tłumaczy psycholożka.
Stąd może rodzić się podświadome przekonanie większości z nas sprawiające, iż kobiety nadal postrzegane są jako istoty potrzebujące w życiu silnego męskiego ramienia. I właśnie dlatego tak wielu mężczyzn uważa, że ma prawo je strofować, pouczać i oceniać każdą "fanaberię". Nawet jeśli tak naprawdę powodem takich damskich zachowań są rzeczy, które mężczyznom trudno zrozumieć.
Nie o płeć tu chodzi?
Z drugiej strony, psycholożki nie dziwi, że mężczyźni żyjąc w niepewności, co do tego, jak traktować kobiety, często bezpardonowo odpowiadają nawet na błahe w rzeczywistości zaczepki. Tak Stawarz ocenia m.in. kontrowersyjną, jak się okazuje, ocenę Anji Rubik na temat stylu uczesania Polaków.
Z drugiej strony, psycholożki nie dziwi, że mężczyźni żyjąc w niepewności, co do tego, jak traktować kobiety, często bezpardonowo odpowiadają nawet na błahe w rzeczywistości zaczepki. Tak Stawarz ocenia m.in. kontrowersyjną, jak się okazuje, ocenę Anji Rubik na temat stylu uczesania Polaków.
– To są pewne zaczepki. W naszej kulturze przyjęło się, że bycie męskim oznacza nieprzesadne dbanie o siebie, czy niewielkie zwracanie uwagi na modę. Ale to na pewno nie jest jednak żaden problem związany z równością, czy dyskryminacją – mówi. Zdaniem naszej rozmówczyni atak na Rubik czy Jolie wynika nie z płci, a z tego, że mają one pieniądze i sławę.
Psycholożka przekonuje jednak, że w codziennym, zwykłym życiu każdy z nas o wiele łatwiej mógłby zapewnić sobie pokój z partnerem lub partnerką. Bo tak naprawdę, niewiele nas od siebie odróżnia. Co widać podobno najlepiej na przykładzie – wydawałoby się – najbardziej konfliktogennym w tym kontekście. Mowa oczywiście o zakupach.
– Jeżeli facet idzie kupić coś, co go naprawdę interesuje, również zastanawia się nad tym godzinami. Natomiast bardzo często widać, że kobiety po prostu na siłę ciągną swoich partnerów na zakupy nowych ubrań. Głównie po to by ciągle się przebierać i domagać od swoich mężczyzn oceny, czy na pewno dobrze wyglądają. No a to dla nikogo nie jest przecież fascynujące – podsumowuje Barbara Stawarz.
