
Porachunki pseudokibiców, w których w ruch idą maczety, siekiery i noże. Bójki na Starym Mieście i w okolicach modnych klubów, gdzie zobaczyć można ofiary ze złamanymi nosami i rozbitymi głowami. "W Krakowie już od dawna nikt nie pyta: 'jak się masz?'. Raczej 'za kim jesteś?' albo 'masz jakiś problem?'".
Od dłuższego czasu słychać jednak, że przemoc na ulicach Krakowa nie sprowadza się tylko do wybryków kiboli. Coraz częściej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic takich jak Nowa Huta czy Kurdwanów przedziera się do centrum. "Użycie noża w ulicznej bójce spowszedniało do tego stopnia, że o pomniejszych incydentach, jak ten sprzed tygodnia, gdy od ciosów kastetem mojemu znajomemu przestawiono nos, szczękę, kość jarzmową, podbito oczy i przecięto wargę, szkoda wspominać" – skarży się w swoim tekście na plwolnosci.pl Wojciech Mucha.
Mordobicia, pobicia, a nawet egzekucje to chleb powszedni. Coraz częściej nie są to już zwyczajne dla centrów miast, kończące się podbitym okiem awantury o dziewuchę, wylanego drinka, czy nawet odmienne sympatie klubowe.
– Czy tam jest niebezpiecznie? Zależy jak na to spojrzeć, Ja nigdy nie spotkałem się z jakąś nieprzyjemną sytuacją, ale liczba klubów i "elementów" jest tak duża, że takie przypadki mogą się zdarzyć. Powodem jest częściej pijaństwo niż porachunki kryminalne – podkreśla w rozmowie z naTemat Patryk Salamon, zastępca redaktora naczelnego portalu LoveKrakow.pl.
Cały Kraków jest po prostu nieprzyjemny do życia. Człowiek na ulicy jest narażony na tłum pijanych i agresywnych grup wylewających się z dyskotek.
Czytaj także:

