
Zbigniew Ziobro znalazł bezpieczną przystań i jest na garnuszku Viktora Orbána. Komentatorzy zastanawiali się natomiast, kiedy polityk PiS otrzymał węgierski azyl. We wtorek były minister sam przyznał, że decyzja zapadła już w grudniu. A według ustaleń mediów miał to ukrywać tak bardzo, że nie wiedział o tym fakcie nawet jego prawnik.
O tym, że Zbigniew Ziobro ma azyl na Węgrzech, oficjalnie wiemy od poniedziałku 12 stycznia. Informację przekazał pełnomocnik polityka, Bartosz Lewandowski. Niedługo potem Ziobro również opublikował wpis na X, w którym obrzucił błotem rząd Donalda Tuska. Poseł PiS jest zdania, że w Polsce panuje "kryptodyktatura". Poinformował też, że wystąpił o międzynarodową ochronę także dla swojej żony.
Od kiedy Zbigniew Ziobro ma węgierski azyl? Od grudnia
Cofnijmy się jednak kilka dni. W piątek 9 stycznia pisaliśmy w naTemat.pl, że Viktor Orbán przyznał azyl kolejnej dwójce Polaków. Nazwisk nie podano, ale wiadomo było, że to nie pierwszy taki gest węgierskiego premiera wobec osób ściganych przez polską prokuraturę. Już wtedy pojawiły się sugestie, że jednym z tych Polaków może być Ziobro.
"Rzeczpospolita" przypomina teraz, że 22 grudnia sąd odroczył posiedzenie ws. aresztu Ziobry do 15 stycznia. Jak czytamy, dzień później były minister otrzymał akt nadania azylu, ale zachował tę informację w tajemnicy. Miał bowiem uznać, że to będzie jego "as w rękawie" na wypadek, gdyby sąd zgodził się na jego aresztowanie.
"Rzeczpospolita" otrzymała informację o azylu wcześniej, tyle że Ziobro wtedy wszystkiemu zaprzeczał. Co więcej, tak bardzo miało mu zależeć, by o decyzji Orbána nie dowiedziała się opinia publiczna w Polsce, że o niczym nie wiedział nawet jego obrońca.
Kiedy wszystko stało się już jasne, do głosu doszli politycy PiS. I mieli być wściekli, zarówno jeśli chodzi o ukrywanie azylu, jak i nagłe ujawnienie tego faktu. – To jest fatalna wiadomość dla PiS – powiedział dziennikarzom "Rzeczpospolitej" polityk z Nowogrodzkiej.
W PiS mieli być wściekli ws. azylu dla Ziobry
W partii ma rosnąć ponadto irytacja działaniami Ziobry, którego pisowcy określają mianem "osoby niesterowalnej". – Działanie kryminalne wymierzone zostało we mnie, jak już byłem za granicą. Więc ja nie wróciłem, tak jak wielu nie wróciło w czasie stanu wojennego – oznajmił z kolei Ziobro we wtorek w RMF FM.
Na uwagę Tomasza Terlikowskiego, że w Polsce nie ma stanu wojennego, poseł odparł: – Nawet w stanie wojennym w Polsce, gdyby był formalnie wprowadzony, oni nie mogliby robić tego, co robią.
Dodał też, że nie ma przy sobie dokumentu z decyzją o przyznaniu azylu i akurat ten wątek to są "szczególiki". – Poprosiłem kogoś, żeby tym się zajął – uciął temat. Sam również zaznaczył, że o przyznaniu azylu dowiedział się "w momencie, kiedy decyzja została podjęta, jakoś w drugiej połowie grudnia". Nie potrafił jednak wskazać, kiedy złożył wniosek.
Były minister sprawiedliwości w rządzie PiS jest podejrzany w śledztwie dotyczącym Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratora chce postawić Zbigniewowi Ziobrze 26 zarzutów, m.in. w związku z ustawianiem konkursów.
Zobacz także
