
Najbardziej lubię patrzeć na zdjęcia przed i po. Na jednym małe, pomarszczone, walczące o życie ciałko w inkubatorze, na drugim – dziecko grające w piłkę, uśmiechnięte, spełniające marzenia. Wszystkie te fotografie łączy jedno – czerwone serduszko na sprzęcie, który uratował im życie. Jeśli ich widok nie zamyka krytykom WOŚP ust, to znaczy, że nie ma już o czym z nimi rozmawiać.
Liczby nigdy do mnie tak nie przemawiały tak, jak opowieści, konkretne historie. Nie czuję cyfr, ale słowa już bardzo. Dlatego, gdy bohaterka tekstu opowiada mi, że jej chora córka pyta, czy małe dziewczynki mogą umrzeć, coś we mnie pęka.
Tak samo, gdy tata chorego na białaczkę Filipa płacze mi w słuchawkę. Ja muszę zachować profesjonalizm, zadawać mądre pytania i zapewniać, że rozumiem.
Tak naprawdę zrozumie tylko rodzic, który był w takiej sytuacji.
Jednak elementarne cechy, takie jak empatia czy współodczuwanie pozwalają dostrzec dramat innych. Mam wrażenie, że krytykom WOŚP-u tych cech bardzo brakuje.
Kocham WOŚP
Pierwsze moje skojarzenie z WOŚP sięga lat dziecięcych. Wiem wtedy tylko tyle, że w niedzielę mnóstwo osób stoi na mrozie, żeby zbierać na chore dzieci. Głupio w poniedziałek przyjść do szkoły bez naklejonego na kurtce serduszka. Im więcej naklejek, tym większe robi się wrażenie w oczach innych.
Też tak chcę, więc wrzucam monety do puszki i serduszkami obklejam całą kurtkę.
Później wrażenie na mnie robi już coś zupełnie innego. Inkubatory. Respiratory. Monitory życiowych funkcji. Pulsoksymetry. Pompy infuzyjne. Defibrylatory. Ultrasonografy. Tomografy. Ambulansy. Aparaty USG, ECG. Koncentratory tlenu. Kardiomonitory.
Pamiętam, że na początku WOŚP kojarzyła mi się głównie z neonatologią i pediatrią. Dziś widzę, jak bardzo ta pomoc się rozrosła. WOŚP zbiera na sprzęt dla szpitali ogólnych, oddziałów ratunkowych i intensywnej terapii, z którego korzystają pacjenci w każdym wieku.
WOŚP każdego roku bije rekordy. Im więcej uda się zebrać, tym większe zakupy trafiają do szpitali. A pacjenci to nie anonimowe osoby. Każdy z nich ma imię. Każdy to konkretne życie.
Najlepszy moment dla WOŚP-u nadchodzi, gdy ruszają charytatywne licytacje online. Teraz pomagać można już z każdego zakątka świata. Aukcje na Allegro to prawdziwy szał. Grupki na Facebooku też robią swoje. Użytkownicy prześcigają się pomysłowością. Wystawiają na licytacje usługi, książki, rękodzieło.
Prym wiodą gwiazdy: rok temu aktor Maciej Musiał obiecał, że wysprząta dom do zapętlonego utworu 'Explosion'". Zasilił w ten sposób WOŚP kwotą 136 tys. złotych. Tym razem zaoferował, że zatańczy poloneza w stroju z "Pana Tadeusza". Licytacja trwa. Na dzień 24 stycznia mamy już ponad 50 tys. zł.
I oby jak najwięcej takich szalonych pomysłów. Dzięki nim Fundacja zbiera miliony złotych na sprzęt medyczny.
W tym roku WOŚP skupia się na najmłodszych z chorobami układu pokarmowego. "Zdrowe brzuszki naszych dzieci" to nie slogan. Jeśli wszyscy się zaangażujemy, zakupimy nowoczesne aparaty USG z możliwością wprowadzenia sond do wnętrza przewodu pokarmowego. Wesprzemy leczenie schorzeń gastroenterologicznych u dzieci.
Morsowałam dla WOŚP
Kiedy pracuję w lokalnej prasie, WOŚP kojarzy mi się z obowiązkami. Podczas Finału jesteśmy na miejscu, przyglądamy się najbardziej kreatywnym licytacjom. Poruszają ludzi i bawią. Rozmawiam z wolontariuszami, dla których styczniowy mróz niestraszny. I z tymi, którzy przyszli pomóc.
Podajemy kwotę, którą udało się zebrać. A ona wciąż rośnie i rośnie. Aktualizujemy.
Mam wrażenie, że jesteśmy w tym razem.
Sama biegnę dla WOŚP, morsuję dla WOŚP i wykręcam kilometry na bieżni dla Orkiestry.
Ale o chorych dzieciach nie słyszę tylko w styczniu.
Przez cały rok przygotowuję mnóstwo materiałów o dzieciach walczących o życie. Widzę łyse główki na onkologii dziecięcej. Słucham opowieści przez telefon, skrzętnie notuję każde słowo matki. Wiem jedno: bardzo chciałabym tych tekstów nigdy nie napisać. Najgorsza chwila to ta, gdy kilka tygodni po publikacji pojawia się nekrolog.
Najpiękniejsza – gdy z okazji Finału na Facebooku znajomi i nieznajomi wrzucają zdjęcia dzieci, które przeżyły dzięki sprzętowi zakupionemu przez WOŚP i opisują ich historie. Zestawiają zdjęcia kruchych wcześniaków z tym, co dziś robią – biegają, śmieją się, spełniają marzenia.
Kocham Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. WOŚP składa się z historii dzieci, którym ktoś dał szansę żyć. Składa się z małych cudów, które w każdej rodzinie zamieniają się w coś spektakularnego. Składa się z dorosłych, których na czas dowiezie do szpitala zakupiony dzięki WOŚP ambulans.
Nie z politycznych przepychanek.
Obrzydza mnie kampania przeciw Owsiakowi, zakładanie profili "Nie wspieram WOŚP", przekreślone serduszka na profilowym.
Obrzydza mnie spłycenie tej akcji do sporów i robienia z niego pola bitwy.
Obrzydza mnie patrzenie na ratowanie życia przez pryzmat własnych narracji. Obrzydza mnie dzielenie społeczeństwa, przeciąganie ludzi na swoją stronę.
WOŚP to opowieść o uratowanych życiach. Jeśli ktoś tego nie rozumie, trudno mu pomóc.
Zobacz także
