Siergiej Karaganow opowiada o możliwym ataku nuklearnym na Europę, w tym na Polskę.
Siergiej Karaganow opowiada o możliwym ataku nuklearnym na Europę, w tym na Polskę. Fot. Shutterstock; Dmitry Rozhkov, Wikipedia; montaż: naTemat.pl

Kremlowski ideolog Siergiej Karaganow roztacza wizje nuklearnego ataku na Europę. Na liście potencjalnych celów pada również Poznań.

REKLAMA

Poznań jako potencjalny cel uderzenia nuklearnego, Niemcy "na pierwszym miejscu" i Europa przedstawiana jako "źródło wszelkiego zła w historii ludzkości" – tak wygląda wizja przyszłości, jaką w najnowszym wywiadzie roztacza jeden z głównych ideologów Kremla, Siergiej Karaganow. Bliski doradca władz na Kremlu twierdzi, że jeśli Rosja zbliży się do porażki, może sięgnąć po broń jądrową przeciwko Europie.

Kim jest człowiek, który grozi Europie?

Siergiej Karaganow nie jest przypadkowym komentatorem z marginesu rosyjskiej debaty. To znany w Moskwie politolog, współzałożyciel wpływowego Klubu Dyskusyjnego Wałdaj, przez lata dziekan wydziału ekonomii światowej i polityki światowej prestiżowej uczelni oraz wieloletni doradca przywódców Rosji – najpierw Borysa Jelcyna, później Władimira Putina.

Od lat uchodzi za jednego z architektów narracji, która usprawiedliwia ekspansywną politykę Kremla i przeciwstawia "tradycyjną" Rosję "zepsutemu" Zachodowi. To właśnie z tej pozycji wystąpił w popularnym podcaście prowadzonym przez Tuckera Carlsona, amerykańskiego dziennikarza sympatyzującego z polityką Putina i Donaldem Trumpem.

Carlson sam przyznał, że słowa gościa mogą być "jednym z najważniejszych wydarzeń naszych czasów", choć nie zwraca się na nie tak dużej uwagi, jak jego zdaniem powinno.

"Jeśli zbliżymy się do porażki" – czarny scenariusz Karaganowa

Punktem wyjścia rozmowy była wojna w Ukrainie i pytanie, czy konflikt może doprowadzić do użycia broni nuklearnej. Karaganow odpowiedział bez większych wahań: jeśli Rosja kiedykolwiek zbliży się do porażki, w grę wchodzi użycie arsenału jądrowego przeciwko Europie. W jego narracji taka eskalacja miałaby oznaczać "całkowite zniszczenie" kontynentu.

Ideolog Kremla nie poprzestał na ogólnikach. Wprost zaczął "typować" miejsca, które w jego wizji mogłyby stać się pierwszymi celami. Wskazał Poznań jako przykład miasta, przeciwko któremu Rosja mogłaby użyć broni nuklearnej, dodając przy tym, że jego zdaniem Stany Zjednoczone i tak nie odpowiedziałyby na taki atak.

Jednocześnie stwierdził, że osobiście "wybrałby" Wielką Brytanię i Niemcy, przy czym to Niemcy miałyby znaleźć się na pierwszym miejscu listy potencjalnych celów. Natychmiast dodał jednak, że "błaga wszechmogącego", aby do takiego scenariusza nie doszło, bo oznaczałby fizyczny koniec Europy. Taki zabieg – groźba przeplatana pozornym "ostrzeżeniem" – jest dobrze znanym elementem propagandowego języka.

Polska między groźbą a "pochwałą"

Na tle brutalnych deklaracji szczególnie mocno wybrzmiewa fragment wypowiedzi dotyczący Polski. Karaganow stwierdził, że Polacy "zaczynają odzyskiwać zdrowy rozsądek", bo zdają sobie sprawę, iż "igrają z ogniem" i próbują wycofywać się z linii ognia konfliktu.

To specyficzna "pochwała", która jednocześnie ma zastraszać i sugerować, że pozostawanie poza zaangażowaniem po stronie Ukrainy byłoby rozsądnym, "bezpiecznym" wyborem. W logice kremlowskiego ideologa Polska jest w katalogu państw, które w razie potrzeby można wskazać jako potencjalne cele, a jednocześnie próbować wpływać na ich politykę strachem i "dobrymi radami".

Takie wypowiedzi, nawet jeśli nie oznaczają rzeczywistego planu militarnego, są kolejnym elementem wojny informacyjnej, w której pogróżki nuklearne mają oswoić opinię publiczną z eskalacją i podsycać niepewność wśród państw wspierających Ukrainę.

Europa jako "źródło wszelkiego zła" w rosyjskiej narracji

W wywiadzie Karaganow dużo miejsca poświęcił ogólnemu obrazowi Europy. W jego opowieści Stary Kontynent nie jest partnerem, lecz wrogiem. Ideolog nazwał współczesną Europę "żartem" i przekonywał, że "cały świat się z niej śmieje".

Poszedł jednak dużo dalej, określając Europę jako "źródło wszelkiego zła w historii ludzkości". W swojej narracji przywołał wielokrotne najazdy na Rosję, a dwie wojny światowe przedstawił jako kolejne próby uderzenia w nią "pod szyldem Hitlera".

To uproszczona, propagandowa konstrukcja, która pomija fakt, że obecna agresja zbrojna toczy się ze strony Rosji przeciwko Ukrainie. Przesunięcie akcentów z realnego konfliktu na rzekomą "egzystencjalną walkę" z całą Europą ma usprawiedliwiać eskalację i przedstawiać Zachód jako jednego, zbiorowego wroga.

"Przywódcy nic nie rozumieją". Groźba jako rzekoma lekcja dla Zachodu

Karaganow atakuje nie tylko samą Europę, ale też jej politycznych liderów. Zarzuca im, że "nie są w stanie w pełni zrozumieć, co się dzieje" i żyją w przekonaniu, iż wojna nigdy nie dotrze na ich terytorium. Jego zdaniem "zapomnieli, jak bardzo jest okropna", a zadaniem Rosji ma być "przywrócenie im rozumu".

W tym właśnie miejscu pada sugestia, że jednym z narzędzi "otrzeźwienia" mogłoby być użycie broni nuklearnej. Ideolog dokłada więc kolejną warstwę – groźbę przedstawia jako wychowawczy środek wobec Europy, która rzekomo wymknęła się z dziejowego "porządku".

W tej narracji wojna w Ukrainie jest tylko jednym z frontów większego starcia: Rosja ma prowadzić je przede wszystkim z Europą, która rzekomo przejęła rolę głównego przeciwnika i "inicjatora zła". To uderza w fundamenty powojennego ładu, opartego na założeniu, że konflikt nuklearny jest czymś, czego za wszelką cenę należy uniknąć.

Propagandowe marzenia, realne konsekwencje

Słowa Siergieja Karaganowa można uznać za skrajny przykład kremlowskiej propagandy, która od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę balansuje na granicy otwartych gróźb nuklearnych. Wizja uderzenia w Poznań, Niemcy czy Wielką Brytanię nie jest planem wojskowym w klasycznym sensie. To przede wszystkim sygnał polityczny.

Z polskiej perspektywy takie wypowiedzi nie zmieniają faktu, że kluczowe znaczenie ma dalej obecność w NATO i spójność Zachodu wobec rosyjskiej agresji. Pokazują jednak, jak daleko gotowi są posunąć się ideolodzy Kremla w słowach, próbując zastraszyć europejskie społeczeństwa i zasiać w nich zwątpienie.