
O Grenlandii wypowiedzieli się nawet na Kremlu. Zdaniem Moskwy ta sprawa jest "nadzwyczajna". Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że wyspa, którą chce przejąć Donald Trump, należy do Danii. W Białym Domu nie będzie przyklasku na jego słowa.
Zamieszanie wokół Grenlandii trwa w najlepsze. Donald Trump chce przejąć wyspę, która należy do Danii od 1953 roku i posiada szeroką autonomię, co wynika z konstytucji duńskiej. Prezydent USA w odwecie straszy jednak cłami przywódców państw europejskich, które wysłały tam swoich żołnierzy. Chodzi o Francję, Niemcy, Szwecję, Norwegię, Finlandię, Holandię i Wielką Brytanię.
Żołnierze z tych krajów biorą udział w kierowanych przez Danię ćwiczeniach "Arctic Endurance", które – według duńskiego resortu obrony oraz MSZ Grenlandii – mają wzmocnić obecność NATO w regionie Arktyki. Jak pisaliśmy w naTemat.pl, żołnierzy na Grenlandię nie zamierza wysyłać Polska, a prezydent, premier oraz szef MON mówią w tej sprawie jednym głosem.
Na Kremlu powiedzieli, czyja jest Grenlandia. Trump będzie poirytowany
Na deklarację Donalda Tuska, Karola Nawrockiego i Władysława Kosiniaka-Kamysza amerykański prezydent zareaguje zapewne z radością. Jednak komentarz z Moskwy może już Donalda Trumpa poirytować.
– Wychodzimy z założenia, że Grenlandia jest częścią terytorium Królestwa Danii – oświadczył w rozmowie z dziennikarzami Dmitrij Pieskow. Rzecznik Kremla dodał, że sytuacja jest "dość kontrowersyjna", natomiast "z punktu widzenia prawa międzynarodowego – nadzwyczajna".
Pieskow podkreślił przy tym, że "prawo międzynarodowe nie jest dla prezydenta USA priorytetem i ten sam to powiedział".
Polska dystansuje się ws. Grenlandii
Polskie władze dystansują się ws. napięcia wokół Grenlandii. W Londynie Karol Nawrocki podkreślał w rozmowie z BBC Radio 4 Today, że Polska nie zamierza angażować się wojskowo w ten spór. – Uważam, że dyskusja na temat Grenlandii powinna przede wszystkim pozostać sprawą między premierem Danii a prezydentem Donaldem Trumpem – mówił.
W czwartek premier Donald Tusk stwierdził, że Polska nie wyśle żołnierzy na Grenlandię, choć – jak zaznaczył – będzie działać na rzecz europejskiej solidarności. Podobne deklaracje płyną również z Ministerstwa Obrony Narodowej.
– Dzisiaj to nie jest ani miejsce, ani czas na dokładną analizę geopolitycznych i militarnych konsekwencji interwencji zbrojnej USA na Grenlandii. To byłaby w sensie politycznym katastrofa. Konflikt czy próba zaboru terytorium państwa, które jest członkiem NATO, przez drugie państwo, które jest członkiem NATO – to byłby koniec świata. Koniec świata, który znamy i który przez wiele lat gwarantował nam bezpieczeństwo – stwierdził szef rządu.
Zobacz także
