Premier Kanady skradł show w Davos. Słuchałem go i miałem jedno skojarzenie
Przemówienie roku, pozamiatał i utarł nosa Donaldowi Trumpowi – to niektóre komentarze po głośnym wystąpieniu w Davos. Kto skradł show? Tym razem premier Kanady. Bardzo celnie punktował USA i trafił w emocje, które dotyczą nie tylko tych najważniejszych ludzi na szczytach władzy, ale nas wszystkich, w Europie i na całym świecie.
Jeśli macie poświęcić kilkanaście minut, żeby dowiedzieć się, co działo się na forum w Davos, to koniecznie musicie zobaczyć przemówienie Marka Carneya. Świat oszalał po tym, co powiedział premier Kanady. To nie było przypadkowe wystąpienie napisane po to, żeby odhaczyć kolejny szczyt i wrócić do domu. W pewnym sensie wywrócił stolik, bo teraz mówią o nim wszyscy.
Carney wykorzystał scenę w Davos, by powiedzieć to, o czym wielu przywódców woli milczeć: że sypie się stary, oparty na zasadach porządek świata, że rywalizacja mocarstw wchodzi w nową fazę i pewna formuła rozumienia świata się wyczerpała. On naprawdę nie gryzł się w język. Jego zdaniem najwięksi gracze używają ekonomicznej integracji jako broni.
Wiem, można powiedzieć, że te reakcje są przesadzone. Ale brakuje czasami tak mocnych słów, szczególnie w momencie, gdy Donald Trump robi co chce, uważa się za pana i władcę świata. Nie chcę bawić się w porównania, ale możemy być dumni, że czasami podobnie jak teraz o premierze Kanady, mówi się o Radosławie Sikorskim. Niezależnie od politycznych sympatii, Sikorski potrafi mówić tak, żeby został zapamiętany.
Przemówienie Carneya na razie działa jak chwilowy viral. Może przeceniamy jego moc, ale na pewno otwiera nam oczy na pewne zmiany, które po prostu się dzieją. Zwraca uwagę na szaleństwa Trumpa, na grę mocarstw, że potrzebujemy jakiegoś otrzeźwienia, by reagować na ruchy tych największych.
Zobacz także
