Hasło WOŚP na 2026 rok: "Zdrowe brzuszki naszych dzieci". Nie do wiary, że to może być powodem do frustracji
Hasło WOŚP na 2026 rok: "Zdrowe brzuszki naszych dzieci". Nie do wiary, że to może być powodem do frustracji Fot. shutterstock.com

Idziemy na rekord. Skarbonka WOŚP pęka w szwach. Nie mogą tego przeżyć niektórzy przedstawiciele prawicy. Nerwowo tupią nóżkami, wykrzywiają w złości buźki i zaklinają rzeczywistość. Nic tak ich nie drażni, jak solidarność, która od lat nie chce zniknąć. Nie mają pojęcia, jak komicznie wtedy wyglądają.

REKLAMA

Finał 34. WOŚP jest już za nami, ale licznik nadal bije jak oszalały. Trwają licytacje, skarbonkę WOŚP wciąż można zasilać na różne sposoby.

"Orkiestra to dobrzy ludzie"

Polacy – jak co roku – robią swoje. W niedzielę bawili się na finałach w różnych miastach i pomagali na swoją miarę. Jedni wrzucali grube banknoty, inni drobniaki. Jeszcze inni – ci co nie mogli albo nie chcieli wyjść z domu – robili przelewy. Każdy, kto wsparł WOŚP choćby symboliczną kwotą, jest bohaterem.

To, co wydarzyło się wczoraj i dzieje się nadal, dla części prawicy jest wiadomością nie do przełknięcia. Piszę "dla części", bo wiem, że także po prawej stronie są ludzie, którzy całym sercem są za tym, żeby pomagać chorym dzieciom. Niestety większość od tygodni nadyma usta, kładzie się na podłodze jak dwulatek w fazie buntu, uderza piąstkami i prześciga się w postach z cyklu "Nie dla Owsiaka".

To nic, że nie o Owsiaka w tym wszystkim chodzi, tylko o chore dzieci.

Prawica serwuje nam żałosne obrazki, które świadczą o ich małości i komiczności. Wielcy ludzie zachowują się inaczej. Wielcy ludzie – tacy jak jezuita Grzegorz Kramer – grają z WOŚP i promują dobroczynność, zamiast taplać się w złości.

Biorąc pod uwagę, że Jurek ratuje chore i umierające dzieci, ten spektakl jest po prostu żałosny. Zwłaszcza że prawica tak bardzo kocha dzieci. Od poczęcia.

Krystyna Pawłowicz z dumą: WYPROSIŁAM

Mam 40 lat na karku i wydawało mi się, że niewiele rzeczy jest mnie jeszcze w stanie zaskoczyć. Błąd. Biję się w piersi. Krystyna Pawłowicz chwaląca się w mediach społecznościowych tym, że WYPROSIŁA – tak, użyła CAPS LOCKA, żebyśmy na pewno zrozumieli przekaz – czterech czy pięciu wolontariuszy, to jednak level, na który nie byłam gotowa.

Była pani sędzia TK zdecydowała się na własną zbiórkę pieniędzy. Jak podkreśliła, zebrane środki miały trafić do parafian, którzy stracili dach nad głową w wyniku pożaru. Szlachetnie. Parafrazując Kazika: "ich ból jest lepszy niż ból dzieci na które zbiera WOŚP".

Albo taki Krzysztof Ziemiec. Prezenter miał przeszło dwadzieścia lat temu usłyszeć od Jurka Owsiaka: "wreszcie raz w roku przestajecie zajmować się głupotami. Nie gadacie o pierdołach, tylko mówicie o tym, co ważne". Wszak wiadomo, że Owsiaka żarty i ironia się trzymają. Prezenter zanim to usłyszał, musiał "czekać na Owsiaka całą godzinę". Straszne, prawda?

Nie dość, że do dziś nie może się otrząsnąć z tej traumy, to jeszcze od tamtej pory Jurka nie lubi. Owsiak jest be. I teraz Krzychu grzmi o braku kultury i szacunku. Trawił to zdarzenie dwie dekady aż wypluł.

A przecież w 2005 roku tak ładnie razem wyglądali na zdjęciu. Nic już z dawnej miłości nie zostało. Dziś Ziemiec w nagraniach odsłania "dramatyczne" kulisy i leczy się z dawnej krzywdy. Całe szczęście Owsiak ma się dobrze. Wciąż zadziorny, energiczny, nadal lekko ironiczny i czasem słodko-gorzki.

Czego nie może przeżyć posłanka PiS Anita Czerwińska. I postanowiła walczyć niczym lwica z fajerwerkami Owsiaka. Wszak to "ważniejsze" niż miliony zebrane na chore dzieci. Co z tego że Światełko do Nieba to cicha pirotechnika sceniczna: fontanny iskier, kolorowe rozbłyski, wulkany, które bardziej świecą, niż strzelają. Nieważne, że wszystko trwa jakieś dwie minuty, a nie wiele godzin czy nawet dni, jak u fanów sylwestrowych strzelanek. 

Anita Czerwińska pogroziła Jurkowi paluszkiem i poskarżyła się w sieci. Bo jak tu przeżyć, że empatia, solidarność i gorące serca pozwoliły znów zebrać miliony? Widocznie ciężko to znieść.

I tak sobie czytam te wpisy pełne żółci i robi mi się słabo. Widzę nienawiść, infantylne wycieczki, wykrzywione w gniewie usta.

Nie chodzi nawet o to, że się różnimy w poglądach. Chodzi o ton, o chamstwo, o brak podstawowej przyzwoitości. O energię skierowaną w złość, zamiast w coś sensownego. Nie do wiary, jak nisko może upaść człowiek, który zamiast pomagać, woli upajać się nienawiścią. 

"Daję Owsiakowi". A ty?

Chociaż czasem to obraca się w coś fantastycznego. Pamiętacie jak osiem lat temu ktoś o homofobicznych zapędach chciał zażartować z Roberta Biedronia i wymyślił mem: "Biedroń daje Owsiakowi?".

Efekt? Zamiast obrazić, wyszło… idealnie. Biedroń przyjął to z dystansem, pokazał, że jest dumy ze wsparcia dla WOŚP i podkręcił żart jeszcze mocniej własnym komentarzem: "Daję Owsiakowi!". A w ślad za nim poszli inni. Każdy chciał być Biedroniem i umieszczał wpisy z hasztagiem #dajęOwsiakowi. A za tym szła jeszcze większa pomoc.

Jedno jest pewne: im bardziej przeciwnicy Owsiaka się denerwują, tym bardziej my z teamu #muremzaOwsiakiem będziemy działać. Bo pomoc, dobro i wspólnota nie potrzebują zgody prawicy, żeby istnieć.

A co na to sam Jurek? Owsiak jak to Owsiak, zupełnie na luzie: "Wielu używa takiego sformułowania "nie daję na Owsiaka". No trzeba się mocno ****** w łeb, żeby pomyśleć sobie, że ta zbiórka jest na Owsiaka. Ja nie potrzebuję żadnych zbiórek".

Ale dzieci potrzebują. Więc pomagajmy do końca świata i o jeden dzień dłużej.