Jest wyrok TSUE ws. WIBOR.
Jest wyrok TSUE ws. WIBOR. Fot. Shutterstock

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej uznał, że sama obecność WIBOR w umowie kredytu mieszkaniowego nie tworzy automatycznie pułapki na klienta. Co więcej, bank nie musi tłumaczyć konsumentowi szczegółowej kuchni wyliczania tego wskaźnika.

REKLAMA

Sprawa, którą zajął się Trybunał, zaczęła się od konkretnej umowy kredytu hipotecznego ze zmiennym oprocentowaniem zawartej w sierpniu 2019 r. Sąd Okręgowy w Częstochowie miał wątpliwości, czy postanowienia dotyczące oprocentowania opartego na WIBOR można traktować jako potencjalnie nieuczciwe wobec konsumenta. Chodziło przede wszystkim o to, czy klient był wystarczająco poinformowany, jak ten wskaźnik powstaje i kto nad nim czuwa.

Sąd zapytał więc TSUE, czy unijne przepisy o nieuczciwych warunkach w umowach konsumenckich pozwalają zakwestionować samą konstrukcję zapisów o zmiennym oprocentowaniu opartym na WIBOR, jeżeli konsument nie zna szczegółowej metodologii. Innymi słowy: czy brak takiej wiedzy oznacza automatycznie, że klauzula jest nieprzejrzysta i działa na niekorzyść słabszej strony umowy.

Trybunał odpowiedział wprost: nie. Wymóg przejrzystości nie oznacza, że bank ma prowadzić klienta za rękę przez cały algorytm wyliczania wskaźnika referencyjnego. W ocenie TSUE wystarczy, że konsument rozumie, iż oprocentowanie jest zmienne, opiera się na zewnętrznym wskaźniku i że ten wskaźnik podlega określonym, publicznie dostępnym regułom.

WIBOR pod ochroną unijnych ram prawnych

Najistotniejszy fragment wyroku dotyczy statusu samego wskaźnika. TSUE przypomniał, że WIBOR funkcjonuje w ściśle zdefiniowanych ramach prawnych na poziomie Unii, a nad przestrzeganiem tych zasad czuwają właściwe organy krajowe. To oznacza, że dopóki dany wskaźnik referencyjny mieści się w tych regułach, prawo traktuje go jako narzędzie zgodne z systemem, a nie wątpliwy eksperyment kosztem klienta.

– Przepisy krajowe określają jedynie ogólne ramy ustalania takiego oprocentowania, pozostawiając przedsiębiorcy możliwość określenia umownego wskaźnika referencyjnego lub stałej marży, którą się dodaje. Klauzula umowna, ustalająca oprocentowanie zmienne, oparte na wskaźniku referencyjnym, takim jak WIBOR, może być zbadana w świetle tej dyrektywy – podkreślił TSUE.

Trybunał uznał, że klauzula umowna, która odwołuje się do takiego wskaźnika, co do zasady nie tworzy sama z siebie znaczącej nierównowagi między bankiem a konsumentem. Nie wyklucza to badania innych elementów umowy, ale sam fakt pojawienia się WIBOR nie jest wystarczającym argumentem, by całą konstrukcję umowy uznać za toksyczną.

Unijne prawo nie traktuje więc wskaźników referencyjnych używanych w sektorze finansowym jako domyślnie podejrzanych, o ile działają w ramach zatwierdzonych mechanizmów i nadzoru. Spór nie znika, ale jego ciężar przesuwa się – mniej na sam WIBOR, bardziej na konkretne okoliczności danej umowy i sposób jej zawarcia.

Co z obowiązkiem informowania klienta?

W centrum oczekiwań wielu kredytobiorców było pytanie, czy banki powinny przed podpisaniem umowy szczegółowo tłumaczyć kuchnię wskaźnika – od sposobu zbierania danych po konkretne formuły matematyczne. TSUE rozwiał te nadzieje: dyrektywa konsumencka nie tworzy takiego obowiązku.

Trybunał podkreślił, że przejrzystość polega przede wszystkim na tym, by klient mógł realistycznie ocenić konsekwencje finansowe zaciąganego kredytu – wiedzieć, że stopy mogą rosnąć lub spadać, rozumieć, że rata będzie się zmieniać wraz z rynkiem, a nie mieć w małym palcu szczegóły statystyczne i finansowe stojące za wskaźnikiem.

Sprawa kredytów z WIBOR w rękach polskich sądów

Wyrok TSUE nie kończy sprawy konkretnego kredytu z Częstochowy. To bardzo ważne zastrzeżenie. Ostateczne rozstrzygnięcie należy do polskiego sądu, który będzie musiał zastosować wskazówki z Luksemburga do realiów tej konkretnej umowy.

Trybunał ustawił bowiem ogólne ramy: taki wskaźnik jak WIBOR, działający w ramach unijnych regulacji, nie jest z góry piętnem nieuczciwości. Nie oznacza to jednak, że każda umowa z tym wskaźnikiem w tle jest idealnie uczciwa. Sąd krajowy nadal może badać inne elementy kontraktu – sposób informowania o ryzyku, konstrukcję marży, czy praktyki sprzedażowe – o ile mieszczą się one w unijnych zasadach ochrony konsumenta.

Dla kredytobiorców to raczej wskazanie, że droga do zakwestionowania umowy nie wiedzie prostym skrótem pod hasłem "WIBOR jest zły". Spór o konkretne kontrakty przenosi się na spokojniejsze, ale bardziej wymagające pole, a mianowicie analizy zapisów, okoliczności zawarcia umowy i tego, co dokładnie klient wiedział w momencie składania podpisu.