Mężczyzna w oknie
Długi niszczą życie i zdrowie psychiczne Polaków. Każdy dzień to strach o jutro Photo by Damir Samatkulov on Unsplash

Długi drenują nie tylko nasze portfele i konta w banku, ale także samopoczucie i zdrowie psychiczne. – Poczucie zagrożenia finansowego jest porównywalne z takimi stresorami jak choroba, utrata bliskiej osoby czy rozwód – tłumaczy psycholożka Karolina Kownacka.

REKLAMA

"Ścisk w żołądku nie jest najgorszy. To tylko takie świdrowanie, jakby coś przewiercało mnie od środka.… Najgorsze jest, kiedy mnie zatyka. Jakby ktoś usiadł na moją klatkę piersiową i mnie dociskał. Brakuje mi powietrza. Zdarza się to kilka razy w ciągu dnia. Czasem wybudza mnie w nocy. I wtedy się boję. Bardzo się boję". 

Pętla

Prawie szepcze. W drugim pokoju jest jej córka. Nie poszła dzisiaj do szkoły, jest mocno przeziębiona. Gośka liczy: lek przeciwgorączkowy w syropie to prawie 25 zł. Coś od bólu gardła: 20 zł. Aerozol na obfity katar: ponad 20 zł. Dokupi jeszcze parę rzeczy w sklepie i ponad 100 zł pójdzie. Jak córka wyzdrowieje, trzeba jej kupić buty. Te kupione w listopadzie już za małe.

Mówi, że najbardziej stresuje się, kiedy dzieje się coś niespodziewanego. Na przykład w wakacje hydraulik wziął 400 zł za wymianę zaworów w łazience. A ona musiała tego dnia opłacić półkolonie córce. Bo co dziecko ma robić całe wakacje? Latać przez osiem tygodni na podwórku samopas, żeby sąsiedzi donieśli, że niezaopiekowane?

Gośka tak latała, ale to zupełnie inne czasy były. Matki zerkały z balkonów na wszystkie dzieci, patrzyły, czy nikt obcy przy nich się nie kręci.

Mama Gośki nigdy nie pracowała, zajmowała się domem. Był zawsze ciepły obiad na stole, ubrania wyprasowane do szkoły wisiały na krześle już wieczorem. 

– Ale bieda taka, że wolę tego nie wspominać – przyznaje. – Obiecałam sobie, że jak założę swoją rodzinę, to będzie zupełnie inaczej. Pamiętam, jak się matce wygrażałam. I proszę, jak skończyłam. Z długami.

Ślubu nie potrzebowali. Gośce nie zależało na "papierku". Potem na świat przyszła Tosia. Michał raz szedł do pracy, raz nie. A to "szef się na niego uwziął", a to "nie doceniali go, jak trzeba". Palców jednej ręki Goście zabrakło, żeby policzyć, ile razy w ciągu roku tracił robotę.

Z macierzyńskiego trudno było wykarmić całą trójkę. Najpierw brała małe kredyty w swoim banku, żeby łatać domowy budżet. Potem wpadła na pomysł: taniej będzie, jak się z córką wyprowadzą i zamieszkają same. Nie będzie musiała dorosłego, zdrowego człowieka utrzymywać. Związek i tak już od dawna wisiał na włosku.

Michał poszedł mieszkać do matki, Gosia z córką wynajęły stancję. 

Ale taniej wcale nie było. – Samodzielne utrzymywanie wynajmowanego mieszkania to koszmar – przyznaje. – Z każdej wypłaty ucieka mi kilka tysięcy złotych. Nie mam partnera, który by mi coś naprawił. Każda usługa to setki złotych. Kiedy córka była przedszkolakiem, na okrągło chorowała. Biegałam na zwolnienia lekarskie, więc dostawałam okrojoną wypłatę. A trzeba było za coś wyprawić święta, opłacić prywatnych specjalistów.

Kiedy bank przestał Gośce dawać pożyczki, sięgnęła po chwilówki. Kiedy nie spłacała ich regularnie, zaczęli do niej dzwonić wierzyciele. 

Nie mam może jakichś gigantycznych długów, bo zostało mi 50 tys. zł do spłacenia. Ale to dla mnie bardzo dużo. To sprawia, że bardzo się martwię, nie śpię po nocach. Przewracam się z boku na bok, licząc raty, zastanawiając się, jak sobie poradzę. W dzień trudno skupić się na czymkolwiek innym. Martwię się o jutro.

Gośka

samodzielna mama

Historia Renaty wygląda zupełnie inaczej. Brała pożyczki, choć nie musiała.

Nie brakowało jej na życie. Miała stabilną pracę, regularne dochody. Spłacała kredyt na mieszkanie. Ot, zaradna singielka z dużego miasta. Wszystko szło dobrze. Aż nagle zaczęły ją kusić wycieczki, drogie zabiegi, ekskluzywne gadżety. Wszystko, co wydawało się poza jej zasięgiem, a co podpatrywała u innych na Instagramie, wyciągało po nią ręce.

Z każdym kolejnym kredytem rosło poczucie przyjemności. Łaskotało w brzuchu, gdy puszczała wodze wyobraźni: gdzie tym razem pojedzie, co kupi, jak będzie wyglądać.

Ale ekscytacja mijała, gdy raty zaczęły puchnąć. Presja narastała, odsetki rosły, a saldo karty kredytowej szybko wymknęło się spod kontroli. Renata, dotąd przykładna i uporządkowana, miała wrażenie, że to finanse rządzą nią, a nie odwrotnie.

Jedną pożyczką zaczęła spłacać poprzednią.

Z ekscytacji nic nie zostało. Renata zaczęła unikać znajomych, wstydzić się tego, że nie zapanowała nad finansami.

Pojawił się ból brzucha i kołatanie serca.

– I tak właśnie wylądowałam w gabinecie psychologa – przyznaje. – Teraz jestem w terapii.

To właśnie tam dowiedziała się, co ją popychało do zakupów. Ale nie chce o tym mówić.

Dziś powoli wychodzi z długów. Zostało jej jeszcze 12 tys. zł. Odległe, egzotyczne wakacje zamieniła na ekonomiczne tripy po Polsce.

Jak niewolnik

Na grupie "Pokonaj swoje długi" na Facebooku jest prawie 35 tys. użytkowników. Większość dzieli się swoimi historiami anonimowo, w poszukiwaniu wsparcia i zrozumienia. Piszą o nieprzespanych nocach, o bólu i stresie, które powoli odbierają radość życia, o zapętleniu.

Przytłoczeni. Często samotni. Zawstydzeni.

Czasem dzielnie walczą do utraty tchu, czasem przyznają, że wpadli w pułapkę, z której nie widzą wyjścia.

"Długów mam sporo. Walczyłam z nimi, ale jak ja widzę, że odsetki doliczają sobie w takim tempie, że nie jestem w stanie już za tym nadążyć, nie śpię po nocach, popadłam w choroby, nerwice, odechciewa mi się żyć. Martwię się tylko, co będzie, jak umrę i że zostawię rodzinę z tym"

"Psychicznie jestem wrakiem"

"Czuję się jak niewolnik"

Nadmierne zadłużenie odbija się na zdrowiu psychicznym Polaków – to wynika nie tylko  z przytoczonych historii, ale też z najnowszego raportu "Psychiczne koszty nadmiernego zadłużenia". Skala problemu jest tak duża, że autorzy apelują o traktowanie długu jako poważnego wyzwania dla zdrowia publicznego.

Badanie ze stycznia 2026 roku, przeprowadzone na reprezentatywnej grupie dorosłych, pokazuje, że niemal połowa społeczeństwa ma obecnie jakieś zobowiązania finansowe, a co piąty Polak korzysta z pożyczek pozabankowych.

A to znaczy, że zadłużeni borykają się nie tylko z samą kwotą długu, lecz narastającymi odsetkami i poczuciem utraty kontroli nad finansami. A to wywołuje największy stres.

Presja finansowa odbija się na psychice. Ponad 80 proc. ankietowanych uważa, że problemy z pieniędzmi mogą prowadzić do poważnych zaburzeń zdrowotnych, w tym depresji. Aż 40 proc. przyznaje, że trudności ekonomiczne pogorszyły ich stan psychiczny, a co czwarty respondent podkreśla, że doświadczone kłopoty finansowe realnie wpływały na jego codzienne funkcjonowanie i samopoczucie.

Nic dziwnego: pieniądze w naszej kulturze rzadko są "tylko" środkiem płatniczym. Jak zauważa psycholożka Karolina Kownacka, z psychologicznego punktu widzenia są jednym z głównych regulatorów poczucia bezpieczeństwa. A to dlatego, że kwestie materialne znajdują się u fundamentu naszego funkcjonowania. Musimy przecież mieć gdzie mieszkać i co jeść. 

– Wyobraźmy sobie: jak możemy czuć się spokojni, zrelaksowani, dowartościowani, bezpieczni, jeśli nasze podstawowe potrzeby nie są spełnione? Jak naprawdę cieszyć się życiem, relacjami czy związkiem, jeśli nie mamy co do garnka włożyć? – pyta retorycznie. 

Jak dodaje, pieniądze dają też poczucie przewidywalności i kontroli nad życiem.

Gdy stabilność finansowa zostaje zachwiana, w człowieku uruchamia się mechanizm destabilizacji. – Poczucie zagrożenia finansowego jest porównywalne z takimi stresorami jak choroba, utrata bliskiej osoby czy rozwód – tłumaczy Kownacka.

Stres, bezsenność i depresja

Na poziomie emocjonalnym finanse bardzo często splatają się z poczuciem własnej wartości. Psycholog wyjaśnia, że w wielu rodzinach sukces finansowy utożsamiano z zaradnością i odpowiedzialnością.

Co się dzieje, gdy w życiu pojawiają się długi, utrata pracy czy brak stabilności? – Może włączyć się wstyd i poczucie porażki – mówi Kownacka. – To prowadzi do myśli typu: jestem beznadziejny, niezaradny, nie umiem sobie poradzić w życiu.

Ekspertka zaznacza jednak, że utrata płynności finansowej często wynika z przyczyn niezależnych od nas. – Nagłe zwolnienie czy losowe sytuacje wcale nie definiują tego, kim jesteśmy – tłumaczy.

Kownacka podkreśla, że traumatyczne doświadczenia związane z niestabilnością finansową często powtarzają się u osób wychowywanych w rodzinach, gdzie panował chroniczny lęk o pieniądze lub skrajna bieda.

W takich przypadkach stres podtrzymują mechanizmy typu katastrofizacja problemów finansowych albo unikanie rozmów o pieniądzach. Kryzys finansowy staje się wtedy nie tylko bieżącym stresem, ale także pobudzeniem dawnych mechanizmów z dzieciństwa, kiedy każdy problem z pieniędzmi wydawał się nierozwiązywalny.

Karolina Kownacka

psycholożka

– Jak rozpoznać, że potrzebujemy pomocy? – pytam.

– Sygnały ostrzegawcze to m.in.: obsesyjne myślenie o pieniądzach, katastrofizacja przyszłości, trudności w podejmowaniu decyzji, stały lęk, napięcie, poczucie braku kontroli, wstyd, poczucie winy, obniżona samoocena, smutek, apatia, a w skrajnych przypadkach depresja – wymienia, dodając, że istnieje granica między stresem normalnym, który każdy z nas odczuwa na co dzień, a obciążeniem psychicznym wymagającym pomocy. 

Jak mówi dalej, do tego dochodzą objawy fizyczne: bezsenność, wczesne wybudzanie się, bóle głowy i brzucha, ucisk w klatce piersiowej, problemy żołądkowo-jelitowe, spadek odporności – wszystko związane z przewlekłym stresem i wysokim poziomem kortyzolu.

Kownacka zwraca też uwagę na zmiany w relacjach: wycofywanie się z kontaktów, konflikty w rodzinie czy związku oraz sięganie po nałogi. – Szczególnie niepokojące są momenty utraty poczucia sprawczości: myśl "nic nie ma sensu, najlepiej się poddać" – mówi. – Kiedy pojawiają się te sygnały, to wyraźny znak, że warto szukać wsparcia specjalisty.

Jak możemy pomóc komuś, kto boryka się z takim stanem? 

– Skupmy się na emocjach. Powiedzmy: "Rozumiem, co przeżywasz", "Masz prawo się bać". "To trudna sytuacja." "Jestem tu, żeby ci pomóc" – tłumaczy Karolina Kownacka, dodając, że bagatelizowanie uczuć może pogłębić kryzys.

Ekspertka podkreśla, że osoba w kryzysie nie zawsze od razu przyjmie naszą pomoc. – Może ją odrzucać, atakować, czuć się niezrozumiana. Dlatego ważne jest, by się nie poddawać i podejść do niej z cierpliwością – radzi. 

Dopiero potem krok po kroku można pomagać w uporządkowaniu sytuacji – bez presji i natychmiastowych, górnolotnych rozwiązań.

Ekspertka zaznacza, że warto unikać oceniania i moralizowania, a w razie potrzeby zachęcić do profesjonalnej pomocy: terapeutycznej, prawnej lub finansowej. 

Na końcu Kownacka dodaje, że rodzaj i intensywność wsparcia zależy od tego, co wywołało kryzys i w jakim stanie psychicznym jest dana osoba. – Czasem dopiero praca terapeutyczna pozwala zrozumieć, dlaczego kryzys finansowy wywołał tak silną reakcję psychiczną – podsumowuje.