
Polscy fani Eurowizji mogą czuć się zawiedzeni. Jeszcze niedawno Telewizja Polska zapowiadała krajowe preselekcje na żywo 14 lutego, tymczasem na dzień przed planowanym wydarzeniem widzowie oficjalnie dowiedzieli się, że koncertu nie będzie. Zamiast klasycznych występów na żywo pojawią się nagrane wcześniej występy i wielodniowe głosowanie w aplikacji. W sieci zawrzało.
Polskie kwalifikacje do Eurowizji wchodzą w decydującą fazę. W finale wystąpi ośmioro artystów: Alicja ("Pray"), Anastazja ("Wild Child"), Basia Giewont ("Zimna woda"), Jeremi Sikorski ("Cienie przeszłości"), Karolina Szczurowska ("Nie bój się"), Ola Antoniak ("Don’t You Try"), Piotr Pręgowski ("Parawany tango") oraz Stasiek Kukulski ("This Too Shall Pass").
Koncert finałowy zostanie wyemitowany 7 marca 2026 roku na antenie TVP1, o 17:35, czyli... tuż po "Teleexpressie". To wtedy widzowie zobaczą występy finalistów, choć – co wzbudza największe emocje – nie będą one decydującym momentem całego głosowania. Zwycięzcę poznamy dopiero 8 marca, w programie "Pytanie na śniadanie".
Zasady głosowania w polskich kwalifikacjach na Eurowizję są... nietypowe
Zamiast jednego wieczoru z emocjami, Telewizja Polska wprowadziła dwuetapowy system głosowania. Do tego obejrzymy nagrania występów, a nie występy na żywo – co dla wielu fanów Eurowizji jest zaprzeczeniem idei preselekcji.
Pierwszy etap rusza już 28 lutego o godz. 18:00 i potrwa aż do 7 marca do godz. 17:00. To oznacza, że głosy będzie można oddawać online w aplikacji TVP VOD aż przez tydzień – maksymalnie trzy głosy na jednego zalogowanego użytkownika. I to jeszcze przed obejrzeniem występów.
Drugi etap to głosowanie SMS, uruchomione dopiero podczas finałowego koncertu 7 marca. Koszt jednego SMS-a wynosi 4,92 zł z VAT, a linie zostaną zamknięte o godz. 23:59. Jeśli dojdzie do remisu lub problemów technicznych, decyzję podejmie rezerwowe jury złożone z przedstawicieli środowisk fanowskich Eurowizji.
Zobacz także
Fani Eurowizji są wkurzeni. "Serio, głosowanie przez tydzień?"
Pod komunikatami TVP na Instagramie szybko pojawiła się fala krytycznych komentarzy. "Każdy kolejny komunikat jest coraz lepszy", "Już widzę, jak niektórzy uczestnicy kupują głosy w aplikacji tak jak wyświetlenia, ale będzie zdziwko 8.03", "Ale kombinujecie, nie można było zrobić normalnych preselekcji jak rok temu" – piszą wściekli internauci. Pojawiają się już nawet zarzuty o ustawkę.
Inni narzekają na komunikację i organizację: "W końcu raczyliście cokolwiek dodać", "Wow, w końcu dostaliśmy komunikat dzień przed planowanym koncertem, super komunikacja, w zeszłym roku był krok do przodu, w tym dwa w tył", "Dlaczego ta telewizja ma takie problemy z zorganizowaniem czegoś tak prostego", "Serio głosowanie przez tydzień? Będzie można głosować, zanim nagracie występy, śmiech na sali".
Przypominajmy, że półfinały Eurowizji w Wiedniu odbędą się 12 i 14 maja, a wielki finał Eurowizji 2026 – 16 maja 2026 roku. Zanim jednak Polska pomyśli o scenie w Austrii, musi uporać się z... własnym chaosem organizacyjnym.
