Donald Trump
Pentagon w 3 dni przeniesie część personelu z Bliskiego Wschodu do Europy i USA. Fot. Trump White House, flickr

Pentagon ma w ciągu kilku najbliższych dni tymczasowo przenieść część personelu z Bliskiego Wschodu do Europy i Stanów Zjednoczonych. Według źródeł CBS News jest to działanie ostrożnościowe, powiązane z rozważanym w Białym Domu scenariuszem uderzenia na Iran i ryzykiem odwetu.

REKLAMA

Z informacji CBS wynika, że relokacja ma dotyczyć jedynie części personelu w regionie i mieć charakter wyłącznie czasowy. Źródła stacji opisują ją jako standardową procedurę na wypadek wzrostu zagrożenia – tak, by w razie eskalacji ograniczyć ryzyko dla ludzi oraz uporządkować pracę i bezpieczeństwo placówek.

W relacji wyraźnie zaznaczono, że takie ruchy nie są równoznaczne z rozpoczęciem operacji. Mają raczej przygotować administrację i wojsko na różne warianty rozwoju sytuacji: od wzmożonej presji i incydentów po pełną eskalację.

"Gotowość w krótkim terminie", ale bez decyzji prezydenta

Doradcy ds. bezpieczeństwa mieli informować Donalda Trumpa, że wojsko byłoby gotowe do potencjalnych uderzeń na Iran już w nadchodzącą sobotę. Jednocześnie te same źródła zwracały uwagę, że nie musi to oznaczać natychmiastowych działań i że ewentualny harmonogram może wykraczać poza ten weekend.

Najważniejsza informacja pozostaje jednak niezmienna: Trump nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji. W Białym Domu mają trwać rozmowy o ryzyku eskalacji oraz o kosztach politycznych i militarnych zarówno działania, jak i wstrzymania się od niego.

Narada w Białym Domu i wzmacnianie obecności w regionie

CBS informuje, że temat Iranu trafił już na stół w pokoju dowodzenia, czyli w pomieszczeniu, gdzie w Białym Domu omawia się scenariusze związane z bezpieczeństwem narodowym i działaniami militarnymi. Rozmowy toczą się na poziomie najważniejszych urzędników i wojskowych, a administracja analizuje różne warianty rozwoju sytuacji.

Równolegle wzmacniana ma być gotowość wojskowa w regionie w perspektywie kolejnych tygodni. Właśnie w tym kontekście pojawia się także wątek morski. W regionie ma już działać jeden lotniskowiec, a kolejny ma zmierzać w stronę Bliskiego Wschodu.

Dyplomacja na pierwszym planie, ale "argumentów" nie brakuje

Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt mówiła, że dyplomacja pozostaje dla prezydenta Trumpa pierwszą opcją. Jednocześnie przyznała, że w administracji istnieje wiele argumentów, które w zależności od rozwoju sytuacji mogą przemawiać za uderzeniem. Zwracała też uwagę, że choć pojawiły się sygnały pewnego postępu, stanowiska USA i Iranu wciąż pozostają bardzo rozbieżne w najistotniejszych sprawach.

Równocześnie odnotowuje się sygnały płynące z Iranu, m.in. komunikaty związane z planowanymi działaniami rakietowymi oraz ostrzejszą retorykę w przestrzeni publicznej. To wszystko ma budować atmosferę napięcia, w której ryzyko błędnej kalkulacji lub gwałtownej eskalacji rośnie.