
Kierowcy przez lata mogli przyzwyczaić się do niektórych opłat związanych z posiadaniem samochodu. Stawki za przeglądy aut długo się nie zmieniały, aż w końcu opłaty poszły w górę. Teraz przyszedł czas na wydziały komunikacji.
Podwyżek można było się spodziewać już długo, bo stawki nie zmieniły się przez ponad 20 lat. W tym czasie "pożarła" nas inflacja, a pewne opłaty wyglądały na zabetonowane. Dlatego przyzwyczailiśmy się, że za zwykłe tablice rejestracyjne w wydziale komunikacji płacimy 80 zł. Albo za dowód rejestracyjny – 54 zł i nalepki legalizacyjne – 12,50 zł. Nowe prawo jazdy to koszt 100 zł.
Podwyżki w wydziale komunikacji. Będą nowe stawki
Jeśli kierowca nie zdecyduje się na przykład na indywidualne tablice rejestracyjne (kosztuje to 1000 zł), za rejestrację samochodu płacimy w sumie 160 zł. I według urzędników to zdecydowanie za mało. Podwyżek domagają się samorządowcy. Postulat w tej sprawie złożył m.in. Związek Powiatów Polskich.
Ceny mają wzrosnąć jeszcze w pierwszym kwartale 2026 r., ale jak zauważa auto.dziennik.pl, Ministerstwo Infrastruktury zaproponowało stawki, które nie spodobały się... samorządowcom. Poniżej szczegóły podwyżek według propozycji resortu.
Ale takie wyliczenia według samorządowców nie odzwierciedlają sytuacji na rynku i są zbyt skromne.
– Gdyby uwzględnić sam wzrost cen od 2003 roku, opłata za rejestrację powinna wynosić około 320 zł. Z kolei porównując ją do wzrostu przeciętnego wynagrodzenia, analogiczna stawka wynosiłaby nawet około 645 zł – podkreśla dla auto.dziennik.pl Bartosz Pelczarski, prezes Stowarzyszenia Szefów Wydziałów Komunikacji.
Zobacz także
A ile zapłacilibyśmy za nowe prawo jazdy? Związek Powiatów Polskich na własnych wyliczeniach pokazał, że opłata powinna wynosić 276,79 zł. I tutaj jest ważny szczegół, bo samorządowcy powiązali swoje liczby ze średnim wynagrodzeniem w Polsce. Ministerstwo nie zgadza się na tak drastyczne podwyżki. Zaproponowana waloryzacja o 15,41 proc. ma zadziałać jak kompromis i nie zrujnować portfeli kierowców.
