
Publikacja Jacka Nizinkiewicza o rzekomej depresji Szymona Hołowni wywołała medialną burzę. Gdzie przebiega granica między interesem publicznym a prywatnością? Marcin Dybuk, dziennikarz i autor książki "Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą", nie ma wątpliwości: ujawnianie czyjejś choroby psychicznej bez zgody to "przegięcie", które może mieć poważne konsekwencje.
– Nie chcę nikogo nazywać hieną dziennikarską, ale na pewno jest to za daleko. O jeden most za daleko. Depresja jest taką chorobą, że jeśli ktoś nie chce się do niej przyznać, nie powinniśmy wchodzić buciorami w jego życie – mówi w rozmowie z naTemat Marcin Dybuk, dziennikarz, autor książki o męskiej depresji "Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą".
Sprawa ujawnienia choroby byłego marszałka Sejmu Szymona Hołowni przez dziennikarza "Rzeczpospolitej" Jacka Nizinkiewicza odbiła się szerokim echem. Do publikacji w zdecydowanej reakcji odniósł się sam główny zainteresowany.
"Redaktor Jacek Nizinkiewicz postanowił, bez mojej wiedzy, zgody, bez rozmowy ze mną, przemocowo mnie 'wyoutować' i ujawnić publicznie, na co choruję, na podstawie plotek, o których usłyszał na mieście od mojego 'otoczenia'" – napisał Hołownia w mediach społecznościowych.
Jak dodaje, pod pozorem zachęty do popularyzacji depresji i szukania pomocy w kryzysie, jego zdaniem, dziennikarz miał jeden cel: "sprzedać prywatność i na tym zarobić".
Burza wokół choroby Hołowni. Dybuk komentuje w naTemat
– Taka informacja publiczna, napisana bez zgody osoby chorej, nawet jeśli to osoba publiczna, to jest przegięcie. To może mieć bardzo poważne konsekwencje, nawet te najbardziej negatywne – komentuje Marcin Dybuk.
Jego zdaniem tłumaczenie takich publikacji troską o zdrowie psychiczne społeczeństwa jest nadużyciem.
– Takie wchodzenie butami w czyjeś życie to nie jest zachęta do tego, żeby mówić o depresji. Ktoś może pomyśleć: zrobiono sensację z mojej choroby. A to jest zbyt poważna sprawa. Kryzys psychiczny to stan szczególnie delikatny, a jego konsekwencje mogą być dramatyczne. Depresja jest chorobą śmiertelną. Ludzie na nią umierają. Ten kryzys sprawia, że człowiek nie ma już siły żyć i dlatego nie powinniśmy tego tematu dotykać bez odpowiedniej wrażliwości – zaznacza dziennikarz.
Zobacz także
Ryzyko uwstecznienia
Szymon Hołownia stwierdził w swoim wpisie, że nie zmaga się z depresją, ale innym schorzeniem i przyjmuje leki. "Jacku, postąpiłeś podle. Oby, wszyscy ci, którzy w Międzynarodowym Dniu Walki z Depresją, odważają się wyjść z kręgu cierpienia, szukają swojej nadziei, nigdy dla nikogo nie stali się przedmiotem politycznej gry, towarem, przypadkiem do kazania, tekstu czy ploteczek" – kwituje polityk.
Fakt, że do takiej dyskusji dochodzi właśnie w Światowy Dzień Walki z Depresją, jest znamienny. Zdaniem Marcina Dybuka tego typu publikacje robią więcej złego niż dobrego. W jego ocenie treści naruszające prywatność mogą mieć realny wpływ na społeczne postawy.
– Takie materiały mogą nas uwstecznić. Mężczyźni jeszcze bardziej będą bali się prosić o pomoc. To szczególnie niebezpieczne w kontekście utrwalonych stereotypów dotyczących błędnie rozumianej męskości – podkreśla autor "Chłopaki nie płaczą, chłopaki z okien skaczą".
Zatrważające statystyki
Dybuk przywołuje też dane, według których w Polsce na depresję choruje od 1,2 do nawet 1,5 mln osób. WHO podaje, że może być ich nawet cztery razy więcej.
– Polska jest w czołówce Europy, jeśli chodzi o samobójstwa. Szczególnie alarmujące są dane dotyczące mężczyzn. 80 proc. wszystkich samobójstw w Polsce dokonują mężczyźni. Kobiety częściej podejmują próby, ale to mężczyźni częściej skutecznie odbierają sobie życie. Jednym z kluczowych problemów jest późne sięganie po pomoc – tłumaczy Marcin Dybuk.
Więcej dowiesz się, oglądając rozmowę na naszym kanale na YouTube.
