W Izraelu rośnie liczba wypowiedzi, w których Turcja jest przedstawiana jako zagrożenie podobne do Iranu.
W Izraelu rośnie liczba wypowiedzi, w których Turcja jest przedstawiana jako zagrożenie podobne do Iranu. Fot.Engin Akyurt, Pexels

W izraelskiej debacie politycznej Turcja coraz częściej pojawia się jako temat bezpieczeństwa, zaraz obok Iranu. Były premier Naftali Bennett publicznie nazywa Ankarę zagrożeniem, a premier Benjamin Netanjahu zapowiada budowę nowego układu sojuszy przeciwko "powstającej osi sunnickiej".

REKLAMA

"Daily Sabah" przytacza wypowiedzi Naftalego Bennetta, który w ostatnich dniach ostrzegał, że Turcja powinna być traktowana przez Izrael jako duże wyzwanie dla bezpieczeństwa. Bennett mówił, że Izrael musi działać równolegle wobec zagrożeń związanych z Iranem oraz "wrogości" ze strony Ankary. W relacjach medialnych pojawia się też wątek, że Bennett zestawiał Turcję z regionalnym układem sił "podobnym do irańskiego".

Z kolei premier Benjamin Netanjahu w wystąpieniu na początku posiedzenia rządu mówił o koncepcji heksagonu sojuszy, który ma być odpowiedzią na "radykalne osie" w regionie. Izrael ma budować układ państw "widzących podobnie" zagrożenia i cele przeciwko osi szyickiej oraz "powstającej osi sunnickiej".

Izraelski dyplomata broni Turków. "Porównania do Iranu są śmieszne"

W tym samym czasie izraelski dyplomata Alon Pinkas wskazywał, że zestawianie Turcji z Iranem jest grubą przesadą. Zwracał uwagę na zasadniczą różnicę: Turcja, w przeciwieństwie do Iranu, nie negowała prawa Izraela do istnienia ani nie groziła jego zniszczeniem. Pinkas przypominał też, że relacje między Izraelem a Turcją przez dekady miały wymiar pragmatyczny, nawet jeśli w ostatnich latach widać napięcia.

W tle sporów jest m.in. twarda krytyka działań Izraela w Strefie Gazy ze strony Ankary oraz działania Turcji ograniczające relacje z Izraelem. AP opisywała m.in. zamykanie przestrzeni powietrznej dla izraelskich samolotów rządowych i kolejne ograniczenia dotyczące handlu oraz transportu w kontekście wojny w Gazie.

Na celowniku prawdziwy wakacyjny raj Polaków. Turcja w biało-czerwonych liczbach

Dla polskich turystów Turcja od lat jest jednym z najważniejszych kierunków wyjazdów – przede wszystkim w formule wyjazdów wypoczynkowych nad Morze Śródziemne i Egejskie. W 2025 r. do Turcji miało pojechać prawie 2 mln Polaków, a kraj notował rekordowe wyniki w turystyce przyjazdowej.

W skali całej Turcji w 2025 r. liczba odwiedzających sięgnęła ok. 64 mln, a resort turystyki raportował rekordową liczbę turystów zagranicznych (ponad 52 mln) i wzrost rok do roku. Te liczby są istotne, bo pokazują, że Turcja działa jak wielka "fabryka turystyki" i z tego powodu jest wrażliwa na napięcia polityczne, które mogą wpływać na decyzje o podróżach, choć zwykle nie przekładają się automatycznie na ruch turystyczny.

Tylko w samym regionie Antalyi, który jest jednym z kluczowych kierunków wakacyjnych dla Polaków, lokalne podsumowania 2025 r. wskazywały, że Polska od lat należy do czołowych rynków, a nasi rodacy regularnie przekraczają próg 1 mln przyjazdów rocznie do tego regionu. To właśnie takie miejsca, jak Antalya, okolice kurortów na Riwierze Tureckiej, budują masową skalę turystyki z Polski.