ZUS kontroluje ciężarne Polki - ilustracja
Skala nieufności ZUS wobec ciężarnych Polek jest niepokojąca. Fot. Shutterstock

– Jako społeczeństwo powinniśmy dbać o to, by matka donosiła to nowe życie w spokoju i bezpieczeństwie. Tymczasem w polskim systemie widzę dyskryminację, która absolutnie nie wspiera mechanizmu zwiększania dzietności – tak politykę kontrolną ZUS-u komentuje dla naTemat mec. Kamila Bakuła-Hechłacz.

REKLAMA
W nowym cyklu naTemat "Matka. Status: Podejrzana" przyglądamy się procedurom ZUS i sprawdzamy, jak wyglądają one z perspektywy kobiet, które musiały się z nimi zmierzyć. Oddajemy głos matkom, ale także prawnikom, ginekologom i przedstawicielom instytucji. Pytamy, gdzie przebiega granica między ochroną publicznych pieniędzy a biurokratycznym obciążeniem kobiet w ciąży i młodych matek. Sprawdzamy też, jakie prawa mają kobiety w kontakcie z ZUS i czy obowiązujące procedury wymagają zmian.

Aleksandra Tchórzewska: Czy jedno zdjęcie z filiżanką herbaty w kawiarni opublikowane na Instagramie może sprawić, że ZUS odbierze kobiecie w ciąży przebywającej na zwolnieniu lekarskim środki na życie?

Mec. Kamila Bakuła-Hechłacz: W dużej mierze zależy to od sposobu, w jaki ciężarna uzasadni swoje zachowanie i przedstawi okoliczności całej sytuacji. Może się przecież zdarzyć, że w drodze do apteki po leki poczuła się gorzej i musiała na chwilę przystanąć, by napić się czegoś i dojść do siebie.

Kluczowe znaczenie mają dowody oraz sposób, w jaki zostanie wyjaśnione to wyjście. Nie ulega wątpliwości, że ZUS ma prawo przeprowadzać takie kontrole. Jednocześnie jednak kobieta ma pełne prawo bronić swojego stanowiska i przedstawić własne wyjaśnienia.

Wiele bohaterek moich rozmów czuje się z tym fatalnie. Mówią o konieczności zbierania "alibi". Jedna z nich pytała retorycznie: "Musiałam pokazać paragon z apteki. A co, gdybym zamiast leków kupowała majtki? Też musiałabym się obnażać z intymności przed urzędnikiem?"

Przede wszystkim przeanalizujmy rodzaj zwolnienia. Jeśli ciężarna ma tzw. zwolnienie "chodzące", nie można twierdzić, że nie wolno jej wyjść z domu i zrobić niezbędnych zakupów. Zakup bielizny w czasie ciąży – gdy ciało się zmienia i potrzebny jest inny rozmiar – to naturalna potrzeba dnia codziennego. Taki wydatek jest uzasadniony, a w sytuacji braku paragonu ZUS powinien uwzględnić stosowne oświadczenie.

Czy to forma inwigilacji? Z pewnością jest to sytuacja skrajnie niekomfortowa. Wiele kobiet ma poczucie, jakby zrobiły coś niewłaściwego, choć przecież po prostu są w ciąży i funkcjonują na co dzień.

Co ZUS właściwie sprawdza? Czy kobieta jest "naprawdę" w ciąży?

Nie sama ciąża jest tu problemem, lecz ewentualne nadużywanie prawa do zwolnienia chorobowego. Ciąża jako taka nie stanowi niezdolności do pracy – są nią dopiero konkretne dolegliwości zdrowotne z nią związane. Rolą ZUS jest sprawdzenie, czy to prawo nie jest wykorzystywane w sposób nieuprawniony.

Pozostaje jednak pytanie, czy rzeczywiście można mówić o "nadużyciu", gdy kobieta zmaga się z uporczywymi mdłościami czy silnym bólem kręgosłupa, który uniemożliwia jej wielogodzinne siedzenie przy biurku.

Kolejny "smaczek" z forum: rano kobieta wymiotowała, jest w piżamie, źle się czuje. Nagle puka kontroler. Czy ona ma obowiązek wpuścić go do domu?

Jeśli pojawi się kontroler, kobieta może wpuścić go do mieszkania – wówczas kontrola zostanie przeprowadzona na miejscu. Nie ma jednak takiego obowiązku.

Jeżeli nie otworzy drzwi, ma prawo później – osobiście lub elektronicznie – przekazać do ZUS wyjaśnienia, dlaczego nie mogła tego zrobić oraz jak wyglądały okoliczności całej sytuacji.

Moimi bohaterkami są też przedsiębiorczynie, kobiety prowadzące własne biznesy. Zostały oskarżone o to, że miały fikcyjne działalności, by wyłudzić zasiłek. Dlaczego kobiety, które zamiast stać w kolejce do MOPS-u, robią coś dla siebie, są tak inwigilowane?

To nie dotyczy wyłącznie kobiet prowadzących działalność gospodarczą, choć faktycznie – w sytuacji, gdy podwyższają one podstawę wymiaru składek, ZUS częściej decyduje się na kontrolę.

Podobny mechanizm działa w przypadku osób zatrudnionych na umowę zlecenie, które nagle przechodzą na umowę o pracę, a także tych, które korzystają ze zwolnienia lekarskiego tuż po podjęciu zatrudnienia.

Co istotne, takie postępowania kontrolne najczęściej wszczynane są dopiero po porodzie – w momencie, gdy kobieta składa wniosek o zasiłek macierzyński.

Dlaczego ZUS czeka do momentu narodzin dziecka?

Dzieje się tak dlatego, że w tym momencie to ZUS musi realnie wypłacić środki z własnego funduszu. Wcześniej – w przypadku większych pracodawców – to oni wypłacali świadczenie, a następnie rozliczali je z ZUS-em. Zakład szczegółowo bada sprawę najczęściej dopiero wtedy, gdy sam ma ponieść bezpośredni koszt.

W praktyce oznacza to, że ciężar dowodu spada na kobietę już w okresie połogu. To ona musi wykazać, że jej umowa o pracę nie była pozorna. Problem polega na tym, że ZUS często ocenia nie tyle legalność zatrudnienia, ile jego "racjonalność", co bywa odbierane jako automatyczne wrzucanie wszystkich kobiet do jednego worka.

A co, jeśli ten stres zagraża ciąży? Kobieta może żądać zadośćuczynienia za nerwy?

Na samym początku kobieta powinna zadbać o dowody potwierdzające, że pogorszenie stanu zdrowia było spowodowane stresem wywołanym działaniami ZUS. Udowodnienie związku przyczynowego jest trudne, ale jeśli sprawa o zasiłek zostanie wygrana, można dodatkowo wnioskować o odszkodowanie.

ZUS jednak wygrywa większość spraw w sądach.

ZUS działa według terminów – kobieta ma jedynie siedem dni na pierwsze wyjaśnienia. Dla młodej mamy, przemęczonej, niewyspanej i w pełni skupionej na noworodku, odpowiedź w tym krótkim czasie jest niezwykle trudna. 

Wiele kobiet nie zdąża dotrzymać terminu lub poddaje się presji, a brak odpowiedzi jest traktowany przez ZUS jako przyzwolenie.

Dalsza część wywiadu poniżej

Słyszałam o kontroli w dniu planowanej cesarki. Czy to nie jest już jakaś przemoc instytucjonalna?

Formalnie ZUS może przeprowadzać kontrole przez cały okres zwolnienia, ale pytanie, czy jest to w pełni humanitarne, pozostaje otwarte. Kobieta rodząca ma wystarczająco dużo stresu i powinna móc skupić się na porodzie. 

Oczywiście można odmówić kontroli i później złożyć wyjaśnienia wraz z dokumentem potwierdzającym cięcie cesarskie lub poród, ale sama konieczność obrony przed urzędem w tym momencie jest absurdalna.

Moje bohaterki mówią wprost: "Gdybym wiedziała, że tak to wygląda, nie zdecydowałabym się na dziecko". Czy w kraju z tak niską dzietnością ten problem się nie pogłębi?

Kobiety wymieniają się informacjami i doświadczeniami, a wiele postępowań rozpoczyna się dopiero po złożeniu wniosku o zasiłek macierzyński. To wywołuje ogromny stres i może wpływać na decyzje o powiększeniu rodziny. 

System "łapanki" wyłapuje nieliczne przypadki nadużycia, ale przy okazji rani tysiące uczciwych matek. Orzecznictwo jasno wskazuje, że samo bycie w ciąży nie zabrania podjęcia pracy ani zmiany formy zatrudnienia. 

Niestety ZUS często oskarża kobiety o pozorność, co nie powinno mieć miejsca.

Często słyszą też, że "ciąża to nie choroba".

Sama jestem mamą dwójki dzieci i wiem, jak to wygląda. Ciąża to nie choroba, ale generuje mnóstwo chorób współistniejących. Niepowściągliwe wymioty to choroba – kobieta musi brać leki, by móc odżywić siebie i dziecko. Choroby kręgosłupa, kończyn, stany lękowe, depresyjne – to wszystko są realne wskazania do zwolnienia.

Jako społeczeństwo powinniśmy dbać o to, by matka donosiła to nowe życie w spokoju i bezpieczeństwie. 

Tymczasem w polskim systemie widzę dyskryminację, która absolutnie nie wspiera mechanizmu zwiększania dzietności.

Czy ma pani w swojej praktyce przykłady szczególnie absurdalnych decyzji?

Nie mogę ujawniać szczegółów, ale liczba decyzji o pozorności umowy rośnie drastycznie. ZUS potrafi zakwestionować umowę kobiecie, która prowadziła firmę przez lata, a potem zmieniła formę na etat u innego właściciela. Nawet jeśli pracuje tam od dłuższego czasu,  ZUS potrafi uznać to za spisek mający na celu wyłudzenie świadczeń.

Ta skala nieufności państwa wobec własnych obywatelek jest po prostu niepokojąca.