
Wiceszef Pentagonu mówi wprost, że USA sprzeciwią się budowie zdolności nuklearnych przez takie państwa jak Polska. Zderza się to z niedawnymi wypowiedziami Karola Nawrockiego.
Elbridge Colby, zastępca sekretarza obrony USA, został zapytany o europejskie pomysły związane z odstraszaniem nuklearnym – zarówno o rozmowy wokół francuskiego i brytyjskiego parasola, jak i o scenariusz, w którym państwa takie jak Polska miałyby rozwijać własne zdolności.
Jego zdaniem większy wkład europejskich sojuszników w nuklearne odstraszanie NATO ocenił jako kierunek "rozsądny", ale jednocześnie dodał, że Waszyngton próbowałby zniechęcać kraje pokroju Polski, Niemiec czy państw skandynawskich do budowania niezależnych zdolności jądrowych i "co najmniej stanowczo" by się temu sprzeciwiał.
Colby zwrócił też uwagę na ograniczenia francuskiej oferty. W jego ocenie francuskie odstraszanie jest projektowane przede wszystkim dla Francji, a czym innym jest polityczna deklaracja, a czym innym wiarygodna zdolność do objęcia parasolem krajów oddalonych o setki kilometrów.
Nawrocki podkręca temat, ale USA grają po swojemu
Paliwa do tej dyskusji dolewa sam prezydent. Karol Nawrocki publicznie mówił, że jest wielkim zwolennikiem włączenia Polski w projekt nuklearny, a także podkreślał, że budowanie bezpieczeństwa – nawet z odniesieniem do potencjału jądrowego – to kierunek, który zdecydowanie popiera.
Nawrocki naciska na wątek, który dla części wyborców brzmi jak twarda odpowiedź na rosnące zagrożenie, ale administracja USA sygnalizuje, że nie zamierza otwierać drzwi do nuklearnej "samoobsługi" w Europie. Parasol i wspólne planowanie w ramach NATO – tak, rozchodzenie się traktatami i budowanie własnych zdolności – nie.
W relacji Nawrocki-Waszyngton szczególnie ważny staje się Donald Trump i jego styl polityki "America first". Jeśli prezydent RP próbuje dopchnąć temat atomu jako polskiej polisy bezpieczeństwa, to z perspektywy Pentagonu takie ruchy wyglądają jak ryzyko destabilizacji całej architektury odstraszania, w której Stany Zjednoczone wciąż chcą zachować kontrolę nad najtwardszymi gwarancjami.
Francja, rozmowy i hamulec bezpieczeństwa
Równolegle trwa dyskusja o tym, jaką rolę w odstraszaniu nuklearnym mogą odegrać Francja. Z Paryża płynie sygnał "większego otwarcia", ale z bardzo twardym zastrzeżeniem, że francuska broń jądrowa pozostaje francuska także w sensie politycznej decyzji o jej użyciu.
Emmanuel Macron mówił o nowej postawie, w której możliwe byłoby czasowe rozmieszczenie elementów strategicznych sił powietrznych u sojuszników, jednak jednocześnie podkreślał brak "dzielenia się" ostateczną decyzją o użyciu atomu.
Donald Tusk napisał w poniedziałek na platformie X, że Polska prowadzi rozmowy z Francją i "grupą najbliższych europejskich sojuszników" w sprawie programu odstraszania nuklearnego.
Z kolei Radosław Sikorski studził emocje, podkreślając, że Warszawa nie dostała zaproszenia do wspólnego odstraszania, a raczej tylko zaproszenie do rozmów. Poprosił też, by nie wybiegać za daleko w przyszłość.
