
Ceny ropy naftowej na starcie tygodnia wystrzeliły do poziomów niewidzianych od lat, a azjatyckie giełdy zaczęły poniedziałkową sesję od mocnych spadków. Impulsem jest eskalacja wojny USA i Izraela z Iranem oraz obawy o dostawy surowca i transport w regionie.
Ceny ropy naftowej na starcie tygodnia wystrzeliły do poziomów niewidzianych od lat, a azjatyckie giełdy zaczęły poniedziałkową sesję od mocnych spadków. Impulsem jest eskalacja wojny USA i Izraela z Iranem oraz obawy o dostawy surowca i transport w regionie.
W poniedziałek rano notowania ropy poszły gwałtownie w górę. Jak podaje Reuters, inwestorzy dyskontowali ryzyko długotrwałych zakłóceń podaży i transportu w rejonie Zatoki Perskiej. W relacjach z rynków pojawiają się poziomy w okolicach 118 dolarów za baryłkę dla głównych gatunków, przy skokach rzędu kilkudziesięciu proc. względem końcówki poprzedniego tygodnia.
Nerwowo było też na parkietach. Japoński Nikkei 225 tracił na otwarciu ponad 7 proc., a spadki notowano również na innych azjatyckich rynkach, w tym w Korei Południowej. Tłem była klasyczna ucieczka od ryzyka: drożejąca energia, niepewność co do skali konfliktu i obawy o inflację w krajach importujących surowce.
Zobacz także
Obawy o dostawy i szlaki transportowe, ale Trump twierdzi, że to przejściowe
Kluczowy jest tu strach przed utrudnieniami w eksporcie z regionu, w tym przez Cieśninę Ormuz – newralgiczne "wąskie gardło" dla światowego handlu ropą transportowaną morzem. Rynki reagują nie tylko na same działania militarne, lecz także na ryzyko uszkodzeń infrastruktury energetycznej i ograniczeń po stronie producentów, którzy mogą mieć problem z wysyłką i magazynowaniem surowca.
Według Reutera Trump przekonywał, że wzrost cen ropy jest prawdopodobnie tymczasowy i określił go jako "bardzo mały koszt w zamian za bezpieczeństwo i pokój". To ewidentna próba uspokojenia nastrojów w momencie, gdy drożejąca ropa natychmiast podbija oczekiwania dotyczące cen paliw i presji inflacyjnej – także poza USA. Rynki, jak na razie, bardziej słuchają ryzyka logistycznego i podaży, niż politycznych deklaracji o "szybkim” uspokojeniu sytuacji".
