Nerwowy poranek na walutach. Złoty traci po wzroście awersji do ryzyka.
Nerwowy poranek na walutach. Złoty traci po wzroście awersji do ryzyka. Fot. John Guccione, Pexels; Canva Pro; montaż: naTemat.pl

Poniedziałkowy poranek zaczął się od wyraźnego osłabienia złotego. Po uruchomieniu handlu w Europie rynek poszedł w klasyczny tryb "ucieczki do bezpiecznych przystani". To bezpośrednia reakcja na eskalację wokół Iranu i rosnące obawy o bezpieczeństwo w regionie.

REKLAMA

W okolicach startu dnia na rynku walutowym (pierwsze godziny po otwarciu europejskiego handlu) obraz był bardzo spójny: złoty tracił o około 0,14 proc. do euro. To z kolei było wyceniane w pobliżu 4,23 zł. Dolar, który w nerwowych momentach zwykle zyskuje najszybciej, podchodził w okolice 3,59-3,62 zł. Frank szwajcarski wrócił z kolei w rejon około 4,68 zł. Za funta brytyjskiego trzeba natomiast zapłacić około 4,82 zł.

Te poziomy oznaczają widoczny gołym okiem ruch w porównaniu z końcówką piątku, gdy notowania były niższe. Dla osób, które śledzą codziennie rynek, to typowy schemat: gdy rośnie ryzyko geopolityczne, złoty (jak większość walut regionu) zwykle oddaje część wcześniejszych zysków, a rosną dolar i frank.

Dlaczego rynek "przelicza" to na złotego?

Tłem porannej reakcji jest eskalacja militarna wokół Iranu. W ostatnich kilkudziesięciu godzinach kolejne komunikaty dotyczyły uderzeń, kontruderzeń i narastającego napięcia w regionie. Dla rynku walutowego kluczowe nie jest to, kto wygłasza ostrzejsze oświadczenia, tylko czy sytuacja może przełożyć się na szlaki transportowe i ceny energii.

Inwestorzy patrzą na dwa punkty: ryzyko przerw w dostawach oraz bezpieczeństwo żeglugi w rejonie, przez który przechodzi znacząca część światowego handlu ropą. Gdy rośnie strach o podaż, ropa drożeje, a wraz z nią zwykle umacnia się dolar, bo jest walutą rozliczeniową surowców i "bezpiecznym schronieniem" w chwilach paniki. To uderza w złotego przez mocniejszego dolara i przez generalny odpływ kapitału z bardziej ryzykownych rynków.

Dlaczego dolar rośnie szybciej niż euro?

Na porannych notowaniach było widać, że dolar zbiera najwięcej. To typowe w sytuacjach, gdy rynek przechodzi w tryb zwiększonego ryzyka. Euro zachowuje się stabilniej, bo jest walutą najbliższego dla Polski otoczenia gospodarczego, a wahania są zwykle mniejsze. Dolar reaguje dynamiczniej, bo w globalnych zawirowaniach wraca do roli waluty "pierwszego wyboru". Euro więc rośnie, bo złoty traci, ale dolar rośnie mocniej, bo jednocześnie zyskuje globalnie.

Ruch na walutach ma bardzo konkretne tło surowcowe. W poniedziałek rano rynki wyceniły ryzyko zakłóceń w dostawach ropy z Zatoki Perskiej. Ropa Brent chwilowo drożała nawet dwucyfrowo i dochodziła do ok. 82,3 dol. za baryłkę, po czym zeszła w okolice 78,7 dol. To właśnie taki skok ceny ropy, napędzany obawami o bezpieczeństwo żeglugi i napięcie wokół Cieśniny Ormuz, zwykle wzmacnia dolara i podbija awersję do ryzyka, a wtedy złoty (jak inne waluty regionu) łapie zadyszkę.