Podwyżki cen w sklepach nie tylko efekt sytuacji na Bliskim Wschodzie. Sami jesteśmy współwinni
Już wiele razy przerabialiśmy taką panikę w sklepach. Przed konflikt w Iranie sytuacja może się powtórzyć Fot. Lena Ivanova / Shutterstock

Napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie sprawia, że wiele osób obawia się potężnej drożyzny w sklepach. Klienci w strachu masowo wykupują towar z półek, co paradoksalnie prowadzi do jeszcze szybszego wzrostu cen. Eksperci apelują o rozsądek i ostrzegają, by nie wpadać w zakupową panikę przed nadchodzącymi świętami.

REKLAMA

Podobny mechanizm mogliśmy zaobserwować na stacjach paliw (niedawno, ale też na początku wojny w Ukrainie). Przerażeni wizją podwyżek lub brakiem benzyny kierowcy zaczęli tankować na potęgę. Właściciele stacji reagują więc na ten gigantyczny popyt od razu i windują ceny.

Zapominamy przy tym, że sprzedawana dzisiaj benzyna pochodzi z dawno zgromadzonych rezerw, a nikt przecież nie pompuje jej w czasie rzeczywistym z objętego konfliktem Iranu (np. Orlen w ogóle stamtąd nie bierze paliwa). Emocje biorą górę nad logiką i sami się wpędzamy w spiralę drożyzny.

Wpływ wojny na Bliskim Wschodzie na ceny w Polsce

Boimy się, że zagraniczne konflikty uderzą w ceny w sklepach i to jest zupełnie naturalne. Z najnowszego raportu przygotowanego przez UCE RESEARCH oraz Shopfully Poland wynika, że zdecydowana większość z nas spodziewa się podwyżek przed Wielkanocą.

  • 73 proc. badanych zakłada, że kryzys na Bliskim Wschodzie podbije koszty świątecznych zakupów.
  • 14,3 proc. ankietowanych nie widzi takiego zagrożenia.
  • 12,7 proc. respondentów wstrzymuje się od głosu i nie ma wyrobionej opinii.
  • "Przewaga opinii wskazujących na możliwy wzrost cen jest efektem zarówno racjonalnych przesłanek ekonomicznych, jak i utrzymującej się wśród konsumentów wrażliwości na czynniki, które mogą ponownie wywołać presję inflacyjną" – tłumaczy Robert Biegaj z Shopfully Poland.

    Zresztą sam ekspert przyznaje, że "konflikt na Bliskim Wschodzie może najmocniej wpłynąć na ceny produktów najbardziej zależnych od energii, transportu i globalnych łańcuchów dostaw".

    Największe podwyżki mogą dotyczyć m.in. "słodyczy, towarów wymagające chłodzenia i importowanych", czyli.... tak naprawdę ogromną ilość rzeczy, które codziennie kupujemy (mam tu myśli produkty z lodówek czy sprowadzane z zagranicy np. owoce). Pozostałe sektory przemysłu spożywczego powinny zachowywać się stabilnie. Czy jest się więc czego bać?

    Przedświąteczne podwyżki w sklepach to coroczny standard

    Musimy też pamiętać, że ceny przed świętami zawsze bywają nieco wyższe i nie musi to wynikać z globalnych kryzysów. Sklepy doskonale wiedzą, że i tak wydamy więcej w tym gorącym okresie w roku. Towary mogą podrożeć wtedy o kilka procent ze względu na gigantyczne zainteresowanie klientów i chęć dorobienia.

    Tym razem sytuacja jest bardziej skomplikowana. Napięcia międzynarodowe faktycznie mogą wpłynąć na nasze rachunki (np. rosnące koszty transportu). Musimy wiedzieć też, że sieci handlowe mają podpisane wcześniej długoterminowe umowy (analogiczna sytuacja do rezerw paliwowych) i starają się same neutralizować gwałtowne zmiany na półkach. Stąd np. promocje na masło.

    "Niemniej jednak uważam, że w tym roku przed świętami zaznamy standardowych wzrostów cen w sklepach, bo retailerzy nie będą chcieli dopuścić do tego, aby konsumenci się wystraszyli. Ceny mocniej mogą pójść w górę dopiero w kolejnych okresach" – prognozuje Robert Biegaj.

    Skutki zakupowej paniki poczujemy wszyscy

    Zagrożeniem dla cen w sklepach obecnie nie jest wyłącznie daleka wojna czy kryzys klimatyczny, ale również nasze zachowanie. Masowe robienie zapasów i czyszczenie półek z podstawowych produktów to najszybsza droga do podwyżek. Wynika to z czystej ekonomii.

    Handlowcy od razu reagują na takie zrywy podwyżkami. Przerabialiśmy to już przy okazji kryzysów ze wspomnianym masłem, cukrem czy środkami do dezynfekcji w czasach pandemii. To sami kupujący powodują gigantyczną presję cenową.

    "Mówiąc wprost, w wielu takich sytuacjach konsumenci w pewnym stopniu sami przyczyniają się do nakręcania spirali podwyżek. Dlatego warto o tym mówić otwarcie – zachowanie spokoju i rozsądne planowanie zakupów jest korzystne zarówno dla samych kupujących, jak i dla stabilności rynku" – zauważają analitycy z UCE RESEARCH.

    Sztuczne napędzanie popytu daje jednak "przedsiębiorczym" sprzedawcom pretekst do zmiany cenówek na wyższe, dlatego najważniejsze jest teraz zachowanie zimnej krwi, mądre planowanie zakupów i ograniczenie nadmiernego śledzenia newsów ze świata.