Starsza kobieta siedzi przed oknem
Coraz częściej nie mamy czasu na spotkania ze starszymi rodzicami albo świadomie ucinamy kontakt Fot. Shutterstock / canva

Zadzwonimy jutro. Albo pojutrze. A może wcale. Bo przecież kiedy mieliśmy sześć lat, matka nas za coś ukarała. A kar nie wolno dawać. Teraz się "odwdzięczymy". Albo nie zadzwonimy z zupełnie innych powodów: bo praca, bo dzieci, bo siłownia, bo pośpiech. Bo życie. Tymczasem seniorzy chorują na samotność. I bardzo często to nie jest przypadek.

REKLAMA

Kilka lat temu jechałam autobusem z pewną dużo starszą znajomą, którą pamiętam jeszcze z czasów nastoletnich. A najbardziej zapamiętałam jej dom: pełen bliskich, głośny, pachnący szarlotką.

Jej dzieci grały na gitarach, na bębnach, rosły razem i wspierały się nawzajem.

Wykształciły się, dorosły, mają swoje dzieci. Wyjechały z miasta.

Czasem o nich myślałam i snułam wizję wielkiego, długiego stołu, przy którym siedzi właśnie ta pani i jej mąż, ich dorosłe dzieci i wnuki. "Święta tam muszą być jak z reklamy" – kołatało mi w głowie. 

– Dzieci dzwonią? – zagaiłam panią Krysię (imię zmienione -red.).

– Dzwonią – odpowiedziała.

I dodała pośpiesznie, choć bardzo smutno: – Ale tylko wtedy, kiedy czegoś chcą.

Wizja dużej, wspierającej się rodziny rozsypała się jak domek z kart. A razem z nią przekonanie, że jeśli damy dzieciom wszystko, co najlepsze, one na starość odwdzięczą się choćby obecnością.

Jeśli w tamtej kochającej rodzinie nie ma więzi z rodzicami, to gdzie one właściwie są?

Chroń siebie, odetnij

Nie znam dalszej części tej historii, bo wysiadłam z autobusu zaraz po odpowiedzi pani Krysi. Nigdy więcej jej nie spotkałam.

Natomiast zewsząd słyszę o odcinaniu się od starszych rodziców. Najczęściej od tych, którzy – w imię "pracy nad sobą" i "ochrony własnej energii" – podejmują taką decyzję. Tak przecież radzą "kołczowie" z Instagrama.

Tylko że mniej atrakcyjną stroną tej mody jest samotność starszych rodziców. Ot, z dnia na dzień wypadają z życia swoich dzieci.

"Upraszczasz" – pewnie zaraz przeczytam w komentarzach. I racja, bo raczej mało co w naszym życiu jest zero-jedynkowe i rzadko jedna rzecz prowadzi do drastycznych posunięć.

Czasem coś przelewa czarę goryczy.

– Moja mama uważa się za najlepszą matkę na świecie – koleżanka, której historię dobrze znam, zgadza się na wypowiedź. – Ale myli się. Rzeczywiście, w domu było co niedzielę ciasto na stole, na co dzień czysto. Ja i rodzeństwo zadbane, otoczone opieką. Mama biegała na wszystkie wywiadówki, pomagała w lekcjach, pamiętała o naszych wizytach w poradniach. Ale cały czas mnie krytykowała, ośmieszała. Całe życie czułam się gorsza.

Kiedy przychodzili goście, Natalia słuchała o sobie w trzeciej osobie. Matka serwowała anegdoty o jej porażkach czy słabościach jak najlepszy kawał. Dorośli śmiali się do rozpuku.

To wtedy Natalia pierwszy raz pomyślała, że chciałaby zniknąć.

Kiedy dorosła, zawalczyła o siebie, ale nadal ma problemy w relacjach, a w pracy brakuje jej pewności siebie. Na zebraniach rzadko się odzywa, bo w domu nauczono ją, że jej głos się nie liczy.

Dla świata jej matka jest wzorem poświęcenia. Dla Natalii – źródłem jej największych lęków.

Dlatego Natalia dzwoni do matki najrzadziej, jak tylko może. Czasem wcale.

– Jak mam znowu usłyszeć w słuchawce prychanie, kpinę, to wolę spotkać się z nią od święta – przyznaje. 

Takich historii znam mnóstwo.

Dorosłe dzieci wreszcie odzyskują spokój i są dumne, że nauczyły się powiedzieć NIE.

Mniej szczęśliwi są starsi rodzice pozostawieni sami sobie. Raporty WHO są w tej kwestii bezlitosne: chroniczna samotność niszczy organizm tak samo, jak wypalanie 15 papierosów dziennie.

Izolacja społeczna to realny wzrost ryzyka demencji o 50 proc. i udaru o jedną trzecią. W Polsce już ponad 55 proc. seniorów mieszka samotnie. Co czwarta osoba po osiemdziesiątce nie ma nikogo, do kogo mogłaby odezwać się wieczorem.

Dwa lata temu nasza redakcja ruszyła z akcją "Samotność seniorów nie tylko od święta".

– Nigdy nie mówię, że jestem samotna. Zawsze powtarzam, że myślami jestem z kimś. Wyobrażam sobie, jakbym nie była sama, tylko była z przyjaciółmi. I wtedy się uśmiecham – mówiła jedna z bohaterek akcji, wówczas 84- letnia Krystyna.

Dalsza część tekstu poniżej

O ghostingu w romantycznych relacjach mówi się bardzo wiele. Skarżymy się na forach, że ktoś, kto był nam bliski, z kim zbudowaliśmy relację, nagle nas odciął.

To boli.

A swoim rodzicom robimy to samo. Czasem świadomie, a czasem zupełnym przypadkiem. Jesteśmy zaganiani, utopieni w kredytach, w zajęciach dodatkowych, w logistyce codzienności.

– Rano z młodszym dzieckiem odprowadzam starsze do szkoły. Potem szybkie zakupy, przygotowanie obiadu, ogarnięcie mieszkania, zabawa, drzemka. Lecę z młodszym synem po córkę do szkoły. Obiad, sprzątanie po obiedzie, szlaczki. Zadania domowe. Zajęcia dodatkowe. Kolacja, kąpiel, usypianie. Padam – przyznaje Kasia, której mąż pracuje za granicą.

Z mieszkającymi setki kilometrów od niej rodzicami ma relacje raczej letnie. Kiedy poczuje wyrzut sumienia, że znów nie zadzwoniła, obiecuje sobie, że zadzwoni jutro.

Ale to jutro zamienia się w tydzień. Potem w miesiąc. Wyrzuty sumienia puchną tak bardzo, że ciężko zadzwonić w ogóle.

I tak wymazujemy rodziców ze swojego życia. 

Szklanka wody na starość? Zapomnij

Za statystykami o samotnych seniorach stoją konkretne ludzkie dramaty. Niektórzy milczą, inni usprawiedliwiają swoje dorosłe dzieci, tłumacząc, że przecież są zabiegane, jeszcze inni dzielą się swoim żalem w sieci.

Na profilu Żałuję rodzicielstwa na Facebooku niedawno został opublikowany bardzo poruszający post internautki, którą – jak można się domyślać – wymazały własne dzieci.

Musiało to tak zaboleć, że poczuła, że żałuje, że zdecydowała się na macierzyństwo.

"Jeśli tego nie napiszę, pęknę z bólu" – zaczyna swoją opowieść. "Mam dwoje dzieci, dorosłych, wnuki i wielką rozpacz w sercu. Wydawało mi się, że dobrze wychowałam dzieci. Nie miałam ambicji być super rodzicem, ale sobą pokazać wartości. Dziś, kiedy są dorośli, przerażają mnie".

Jak pisze dalej, nigdy nie ingerowała w życie dzieci, nie dawał dobrych rad, nie oceniała. Pomagała. 

"Są wyrachowani, czuję się przy nich jak półgłówek, nie mogę liczyć nawet na herbatę bez zasugerowania, że napiłabym się. Wnuki roszczeniowe, a nawet na urodziny nie zadzwonią. Mam dość. Żałuję. Naprawdę żałuję" – wyznała. 

Internautki natychmiast przystąpiły do ataku: widocznie za mało się starała, a może była "zbyt idealna"? Sama "brzmi trochę roszczeniowo".

"Dzieci wychowuje się dla świata, a nie po to, żeby podawały szklankę wody" – przekrzykiwały się w komentarzach.

"Ale czego oczekujesz od dzieci i wnuków? Że będą skakać koło ciebie? Każdy ma swoje życie" – napisała jedna z komentujących, sprowadzając autorkę posta na ziemię i przekonując, że powinna korzystać z "dobrodziejstwa", jakim jest święty spokój po odchowaniu dzieci.

Na szczęście pojawiły się też głosy w obronie kobiety:

"Dzieci nie wychowuje się dla świata, tylko tworzy się rodzinę. Moi rodzice są mi najbliższymi ludźmi na świecie, bardzo lubię spędzać z nimi czas i nie wyobrażam sobie, że gdy będą kiedyś potrzebować mojej pomocy, odwrócę głowę, bo ‘żyję dla świata’. Co to za bezdenna głupota" – podsumowała gorzko jedna z kobiet.

"A ja stanę po stronie autorki. Mam bardzo podobne odczucia względem jednego z moich i uważam, że już po komentarzach widać, że świat w tej kwestii zmienił się na gorsze" – pisze kolejna. "Nie, nie wychowujemy dzieci tylko dla innych – dla siebie też. Tak było za czasów naszych mam i babć, a teraz jest buta i egoizm – tylko daj i niczego nie oczekuj"

Rodzic idealny? Takiego po prostu nie ma

– Odcinanie się od ludzi tylko dlatego, że są nieidealni, nam nie służy – podkreśla Sylwia Sitkowska, psychoterapeutka i psycholożka, tłumacząc, że nie zawsze jest to dobre rozwiązanie. – Nie oznacza to jednak, że każdą relację należy utrzymywać, chodzi raczej o to, by decyzja o jej zakończeniu była świadoma, a nie impulsywna.

Jednocześnie zaznacza, że w sytuacjach przemocy decyzja jest jednoznaczna. Problem zaczyna się wtedy, gdy dystansujemy się, bo rodzice nie spełnili naszych oczekiwań.

– Jeśli powodem jest tylko to, że rodzice nie zawsze robili wszystko tak, jak byśmy chcieli, to izolacja nie jest dobrym rozwiązaniem. Jesteśmy istotami społecznymi i lepiej funkcjonujemy, mając sieć wsparcia – mówi Sitkowska. 

Jak dodaje, relacje rodzinne, choć trudne, są jednymi z najważniejszych i najtrwalszych w naszym życiu.

Sitkowska nie ma wątpliwości, że doświadczenia z dzieciństwa mają potężny wpływ na to, jak wygląda nasze dorosłe życie. To perspektywa, którą psychoterapeutka regularnie obserwuje u siebie w gabinecie.

Jak zaznacza, warto "przepracować" ten okres, nawet jeśli wiąże się to z uświadomieniem sobie, że rodzic nie był idealny, bo takich po prostu nie ma.

– Kluczowe jest jednak to, by proces ten służył lepszemu zrozumieniu własnych mechanizmów, a nie budowaniu izolacji. Robimy to po to, aby wiedzieć, dlaczego dzisiaj funkcjonujemy tak, a nie inaczej, a nie po to, żeby się separować i być samotną wyspą. W pojedynkę żyje się dużo trudniej – precyzuje ekspertka.

Jak mówi dalej, w pracy terapeutycznej często pojawia się etap konfrontacji z trudnymi emocjami.

– Często pracujemy w formule, gdzie najpierw wyciągamy trudne rzeczy na zewnątrz i uznajemy, że faktycznie nie tak powinno to wyglądać. Uruchamiamy złość, aby ją z siebie wyrzucić, żeby nie "buzowała" w nas i nie wybuchła w najmniej spodziewanym momencie – tłumaczy psychoterapeutka.

Zwraca przy tym uwagę, że bezpośrednia konfrontacja z rodzicami rzadko przynosi oczekiwane efekty.

– Jeśli powiemy rodzicom, o co nam chodzi, oni z reguły tego nie przyjmą – zauważa, dodając, że może to prowadzić do kolejnych konfliktów i wtórnych zranień. – Dlatego róbmy to terapeutycznie, w psychoterapii lub autoterapii.

Część osób decyduje się na czasową separację, która, jak podkreśla Sylwia Sitkowska, może być zdrowym rozwiązaniem.

Mechanizm, w którym oddalamy się po to, by się wzmocnić, inaczej ułożyć zasady w relacji i ostatecznie do niej wrócić, uważam za najzdrowszy. Taki dystans pozwala wejść ponownie w relację z pozycji dorosłej osoby i zmienić jej dynamikę. Warto jednak pamiętać, że powrót i zmiana relacji są możliwe wtedy, gdy druga strona ma zasoby, by na te zmiany odpowiedzieć.

Sylwia Sitkowska

psycholożka i pychoterapeutka

Jak dodaje, z całkowitym odcięciem się od rodziców często wiążą się określone koszty.

– Brak kontaktu to nie zawsze wyłącznie ulga, lecz także decyzja niosąca długofalowe konsekwencje – zaznacza.

Relacje rodzinne bywają skomplikowane także dlatego, że, jak zauważa Sitkowska, rodzice często dobrze znają emocjonalne "guziki" swoich dzieci i potrafią je naciskać, wywołując poczucie winy czy podporządkowanie. Mimo to powrót do takiej relacji po czasie separacji bywa możliwy i często przynosi zmianę. Rodzice zazwyczaj adaptują się do nowych granic.

Ekspertka zwraca również uwagę na perspektywę rodzicielską.

– Jako rodzice mamy tak naprawdę 10 do 15 lat na to, aby zbudować silną relację z naszymi dziećmi. Później jest o to dużo trudniej. Jeśli ten czas zostanie zaniedbany, w dorosłości relacja często opiera się bardziej na obowiązku niż na potrzebie bliskości – zauważa.

Istotny jest także przykład, jaki dajemy kolejnym pokoleniom.

– Pamiętajmy, że dzieci robią to, co widzą, a nie to, co słyszą.

Nie oznacza to jednak, że każdą więź należy utrzymywać za wszelką cenę.

Jeżeli w relacji działo się bardzo źle, jeżeli byliśmy ofiarami, mamy pełne prawo nie kultywować tej więzi.

Sylwia Sitkowska

psycholożka, psychoterapeutka

Na koniec psychoterapeutka zwraca uwagę na jeszcze jeden wymiar relacji.

– Ofiarowywanie uwagi i czasu innym ludziom, w tym rodzicowi, to jedna z najwyższych form rozwoju. Niekoniecznie jako obowiązek, ale jako świadomy wybór, który może wynikać z dojrzałości i wewnętrznej gotowości. Nawet jeśli rodzic był nieidealny, zainteresowanie się nim można potraktować jako element pracy wewnętrznej i "puszczania dobra w świat" – podsumowuje.