
Zadzwonimy jutro. Albo pojutrze. A może wcale. Bo przecież kiedy mieliśmy sześć lat, matka nas za coś ukarała. A kar nie wolno dawać. Teraz się "odwdzięczymy". Albo nie zadzwonimy z zupełnie innych powodów: bo praca, bo dzieci, bo siłownia, bo pośpiech. Bo życie. Tymczasem seniorzy chorują na samotność. I bardzo często to nie jest przypadek.
Kilka lat temu jechałam autobusem z pewną dużo starszą znajomą, którą pamiętam jeszcze z czasów nastoletnich. A najbardziej zapamiętałam jej dom: pełen bliskich, głośny, pachnący szarlotką.
Jej dzieci grały na gitarach, na bębnach, rosły razem i wspierały się nawzajem.
Wykształciły się, dorosły, mają swoje dzieci. Wyjechały z miasta.
Czasem o nich myślałam i snułam wizję wielkiego, długiego stołu, przy którym siedzi właśnie ta pani i jej mąż, ich dorosłe dzieci i wnuki. "Święta tam muszą być jak z reklamy" – kołatało mi w głowie.
– Dzieci dzwonią? – zagaiłam panią Krysię (imię zmienione -red.).
– Dzwonią – odpowiedziała.
I dodała pośpiesznie, choć bardzo smutno: – Ale tylko wtedy, kiedy czegoś chcą.
Wizja dużej, wspierającej się rodziny rozsypała się jak domek z kart. A razem z nią przekonanie, że jeśli damy dzieciom wszystko, co najlepsze, one na starość odwdzięczą się choćby obecnością.
Jeśli w tamtej kochającej rodzinie nie ma więzi z rodzicami, to gdzie one właściwie są?
Chroń siebie, odetnij
Nie znam dalszej części tej historii, bo wysiadłam z autobusu zaraz po odpowiedzi pani Krysi. Nigdy więcej jej nie spotkałam.
Natomiast zewsząd słyszę o odcinaniu się od starszych rodziców. Najczęściej od tych, którzy – w imię "pracy nad sobą" i "ochrony własnej energii" – podejmują taką decyzję. Tak przecież radzą "kołczowie" z Instagrama.
"Amputowanie" relacji jest dziś wręcz w modzie. Rozmawiałam o tym z dr. Sławomirem Murawcem, psychoterapeutą i psychiatrą, bardzo polecam Wam tę rozmowę.
Tylko że mniej atrakcyjną stroną tej mody jest samotność starszych rodziców. Ot, z dnia na dzień wypadają z życia swoich dzieci.
"Upraszczasz" – pewnie zaraz przeczytam w komentarzach. I racja, bo raczej mało co w naszym życiu jest zero-jedynkowe i rzadko jedna rzecz prowadzi do drastycznych posunięć.
Czasem coś przelewa czarę goryczy.
– Moja mama uważa się za najlepszą matkę na świecie – koleżanka, której historię dobrze znam, zgadza się na wypowiedź. – Ale myli się. Rzeczywiście, w domu było co niedzielę ciasto na stole, na co dzień czysto. Ja i rodzeństwo zadbane, otoczone opieką. Mama biegała na wszystkie wywiadówki, pomagała w lekcjach, pamiętała o naszych wizytach w poradniach. Ale cały czas mnie krytykowała, ośmieszała. Całe życie czułam się gorsza.
Kiedy przychodzili goście, Natalia słuchała o sobie w trzeciej osobie. Matka serwowała anegdoty o jej porażkach czy słabościach jak najlepszy kawał. Dorośli śmiali się do rozpuku.
To wtedy Natalia pierwszy raz pomyślała, że chciałaby zniknąć.
Kiedy dorosła, zawalczyła o siebie, ale nadal ma problemy w relacjach, a w pracy brakuje jej pewności siebie. Na zebraniach rzadko się odzywa, bo w domu nauczono ją, że jej głos się nie liczy.
Dla świata jej matka jest wzorem poświęcenia. Dla Natalii – źródłem jej największych lęków.
Dlatego Natalia dzwoni do matki najrzadziej, jak tylko może. Czasem wcale.
– Jak mam znowu usłyszeć w słuchawce prychanie, kpinę, to wolę spotkać się z nią od święta – przyznaje.
Takich historii znam mnóstwo.
Dorosłe dzieci wreszcie odzyskują spokój i są dumne, że nauczyły się powiedzieć NIE.
Mniej szczęśliwi są starsi rodzice pozostawieni sami sobie. Raporty WHO są w tej kwestii bezlitosne: chroniczna samotność niszczy organizm tak samo, jak wypalanie 15 papierosów dziennie.
Izolacja społeczna to realny wzrost ryzyka demencji o 50 proc. i udaru o jedną trzecią. W Polsce już ponad 55 proc. seniorów mieszka samotnie. Co czwarta osoba po osiemdziesiątce nie ma nikogo, do kogo mogłaby odezwać się wieczorem.
Dwa lata temu nasza redakcja ruszyła z akcją "Samotność seniorów nie tylko od święta".
– Nigdy nie mówię, że jestem samotna. Zawsze powtarzam, że myślami jestem z kimś. Wyobrażam sobie, jakbym nie była sama, tylko była z przyjaciółmi. I wtedy się uśmiecham – mówiła jedna z bohaterek akcji, wówczas 84- letnia Krystyna.
Dalsza część tekstu poniżej
Zobacz także
O ghostingu w romantycznych relacjach mówi się bardzo wiele. Skarżymy się na forach, że ktoś, kto był nam bliski, z kim zbudowaliśmy relację, nagle nas odciął.
To boli.
A swoim rodzicom robimy to samo. Czasem świadomie, a czasem zupełnym przypadkiem. Jesteśmy zaganiani, utopieni w kredytach, w zajęciach dodatkowych, w logistyce codzienności.
– Rano z młodszym dzieckiem odprowadzam starsze do szkoły. Potem szybkie zakupy, przygotowanie obiadu, ogarnięcie mieszkania, zabawa, drzemka. Lecę z młodszym synem po córkę do szkoły. Obiad, sprzątanie po obiedzie, szlaczki. Zadania domowe. Zajęcia dodatkowe. Kolacja, kąpiel, usypianie. Padam – przyznaje Kasia, której mąż pracuje za granicą.
Z mieszkającymi setki kilometrów od niej rodzicami ma relacje raczej letnie. Kiedy poczuje wyrzut sumienia, że znów nie zadzwoniła, obiecuje sobie, że zadzwoni jutro.
Ale to jutro zamienia się w tydzień. Potem w miesiąc. Wyrzuty sumienia puchną tak bardzo, że ciężko zadzwonić w ogóle.
I tak wymazujemy rodziców ze swojego życia.
Szklanka wody na starość? Zapomnij
Za statystykami o samotnych seniorach stoją konkretne ludzkie dramaty. Niektórzy milczą, inni usprawiedliwiają swoje dorosłe dzieci, tłumacząc, że przecież są zabiegane, jeszcze inni dzielą się swoim żalem w sieci.
Na profilu Żałuję rodzicielstwa na Facebooku niedawno został opublikowany bardzo poruszający post internautki, którą – jak można się domyślać – wymazały własne dzieci.
Musiało to tak zaboleć, że poczuła, że żałuje, że zdecydowała się na macierzyństwo.
"Jeśli tego nie napiszę, pęknę z bólu" – zaczyna swoją opowieść. "Mam dwoje dzieci, dorosłych, wnuki i wielką rozpacz w sercu. Wydawało mi się, że dobrze wychowałam dzieci. Nie miałam ambicji być super rodzicem, ale sobą pokazać wartości. Dziś, kiedy są dorośli, przerażają mnie".
Jak pisze dalej, nigdy nie ingerowała w życie dzieci, nie dawał dobrych rad, nie oceniała. Pomagała.
"Są wyrachowani, czuję się przy nich jak półgłówek, nie mogę liczyć nawet na herbatę bez zasugerowania, że napiłabym się. Wnuki roszczeniowe, a nawet na urodziny nie zadzwonią. Mam dość. Żałuję. Naprawdę żałuję" – wyznała.
Internautki natychmiast przystąpiły do ataku: widocznie za mało się starała, a może była "zbyt idealna"? Sama "brzmi trochę roszczeniowo".
"Dzieci wychowuje się dla świata, a nie po to, żeby podawały szklankę wody" – przekrzykiwały się w komentarzach.
"Ale czego oczekujesz od dzieci i wnuków? Że będą skakać koło ciebie? Każdy ma swoje życie" – napisała jedna z komentujących, sprowadzając autorkę posta na ziemię i przekonując, że powinna korzystać z "dobrodziejstwa", jakim jest święty spokój po odchowaniu dzieci.
Na szczęście pojawiły się też głosy w obronie kobiety:
"Dzieci nie wychowuje się dla świata, tylko tworzy się rodzinę. Moi rodzice są mi najbliższymi ludźmi na świecie, bardzo lubię spędzać z nimi czas i nie wyobrażam sobie, że gdy będą kiedyś potrzebować mojej pomocy, odwrócę głowę, bo ‘żyję dla świata’. Co to za bezdenna głupota" – podsumowała gorzko jedna z kobiet.
"A ja stanę po stronie autorki. Mam bardzo podobne odczucia względem jednego z moich i uważam, że już po komentarzach widać, że świat w tej kwestii zmienił się na gorsze" – pisze kolejna. "Nie, nie wychowujemy dzieci tylko dla innych – dla siebie też. Tak było za czasów naszych mam i babć, a teraz jest buta i egoizm – tylko daj i niczego nie oczekuj"
Rodzic idealny? Takiego po prostu nie ma
– Odcinanie się od ludzi tylko dlatego, że są nieidealni, nam nie służy – podkreśla Sylwia Sitkowska, psychoterapeutka i psycholożka, tłumacząc, że nie zawsze jest to dobre rozwiązanie. – Nie oznacza to jednak, że każdą relację należy utrzymywać, chodzi raczej o to, by decyzja o jej zakończeniu była świadoma, a nie impulsywna.
Jednocześnie zaznacza, że w sytuacjach przemocy decyzja jest jednoznaczna. Problem zaczyna się wtedy, gdy dystansujemy się, bo rodzice nie spełnili naszych oczekiwań.
– Jeśli powodem jest tylko to, że rodzice nie zawsze robili wszystko tak, jak byśmy chcieli, to izolacja nie jest dobrym rozwiązaniem. Jesteśmy istotami społecznymi i lepiej funkcjonujemy, mając sieć wsparcia – mówi Sitkowska.
Jak dodaje, relacje rodzinne, choć trudne, są jednymi z najważniejszych i najtrwalszych w naszym życiu.
Sitkowska nie ma wątpliwości, że doświadczenia z dzieciństwa mają potężny wpływ na to, jak wygląda nasze dorosłe życie. To perspektywa, którą psychoterapeutka regularnie obserwuje u siebie w gabinecie.
Jak zaznacza, warto "przepracować" ten okres, nawet jeśli wiąże się to z uświadomieniem sobie, że rodzic nie był idealny, bo takich po prostu nie ma.
– Kluczowe jest jednak to, by proces ten służył lepszemu zrozumieniu własnych mechanizmów, a nie budowaniu izolacji. Robimy to po to, aby wiedzieć, dlaczego dzisiaj funkcjonujemy tak, a nie inaczej, a nie po to, żeby się separować i być samotną wyspą. W pojedynkę żyje się dużo trudniej – precyzuje ekspertka.
Jak mówi dalej, w pracy terapeutycznej często pojawia się etap konfrontacji z trudnymi emocjami.
– Często pracujemy w formule, gdzie najpierw wyciągamy trudne rzeczy na zewnątrz i uznajemy, że faktycznie nie tak powinno to wyglądać. Uruchamiamy złość, aby ją z siebie wyrzucić, żeby nie "buzowała" w nas i nie wybuchła w najmniej spodziewanym momencie – tłumaczy psychoterapeutka.
Zwraca przy tym uwagę, że bezpośrednia konfrontacja z rodzicami rzadko przynosi oczekiwane efekty.
– Jeśli powiemy rodzicom, o co nam chodzi, oni z reguły tego nie przyjmą – zauważa, dodając, że może to prowadzić do kolejnych konfliktów i wtórnych zranień. – Dlatego róbmy to terapeutycznie, w psychoterapii lub autoterapii.
Część osób decyduje się na czasową separację, która, jak podkreśla Sylwia Sitkowska, może być zdrowym rozwiązaniem.
Sylwia Sitkowska
psycholożka i pychoterapeutka
Jak dodaje, z całkowitym odcięciem się od rodziców często wiążą się określone koszty.
– Brak kontaktu to nie zawsze wyłącznie ulga, lecz także decyzja niosąca długofalowe konsekwencje – zaznacza.
Relacje rodzinne bywają skomplikowane także dlatego, że, jak zauważa Sitkowska, rodzice często dobrze znają emocjonalne "guziki" swoich dzieci i potrafią je naciskać, wywołując poczucie winy czy podporządkowanie. Mimo to powrót do takiej relacji po czasie separacji bywa możliwy i często przynosi zmianę. Rodzice zazwyczaj adaptują się do nowych granic.
Ekspertka zwraca również uwagę na perspektywę rodzicielską.
– Jako rodzice mamy tak naprawdę 10 do 15 lat na to, aby zbudować silną relację z naszymi dziećmi. Później jest o to dużo trudniej. Jeśli ten czas zostanie zaniedbany, w dorosłości relacja często opiera się bardziej na obowiązku niż na potrzebie bliskości – zauważa.
Istotny jest także przykład, jaki dajemy kolejnym pokoleniom.
– Pamiętajmy, że dzieci robią to, co widzą, a nie to, co słyszą.
Nie oznacza to jednak, że każdą więź należy utrzymywać za wszelką cenę.
Sylwia Sitkowska
psycholożka, psychoterapeutka
Na koniec psychoterapeutka zwraca uwagę na jeszcze jeden wymiar relacji.
– Ofiarowywanie uwagi i czasu innym ludziom, w tym rodzicowi, to jedna z najwyższych form rozwoju. Niekoniecznie jako obowiązek, ale jako świadomy wybór, który może wynikać z dojrzałości i wewnętrznej gotowości. Nawet jeśli rodzic był nieidealny, zainteresowanie się nim można potraktować jako element pracy wewnętrznej i "puszczania dobra w świat" – podsumowuje.
