Prof. Mieńkowska-Norkiene o agresji, która się opłaca
Prof. Mieńkowska-Norkiene w naTemat o rosnącej agresji w polityce, jak choćby u prezydenta Karola Nawrockiego fot. naTemat

Agresja w polityce nie jest przypadkiem, a ostatnie zachowanie Karola Nawrockiego, który zrugał dziennikarza, to nie impuls, tylko szerszy plan na zdobywanie poparcia. Prof. Renata Mieńkowska-Norkiene w Rozmowie naTemat tłumaczy, dlaczego dziś najbardziej opłaca się mówić skrajnie i ostro – i dlaczego to działa lepiej niż spokojna debata. A co najważniejsze, czy można temu w jakikolwiek sposób przeciwdziałać.

REKLAMA

Wizyta Karola Nawrockiego u Viktora Orbána i jego ostre starcie z dziennikarzem TVN24 stały się punktem wyjścia do szerszej diagnozy współczesnej polityki. Jak przekonuje w "Rozmowie naTemat" prof. Renata Mieńkowska-Norkiene, nie chodzi o pojedynczy incydent, lecz o głębszy trend, który napędzają algorytmy i logika mediów społecznościowych. Problem nie dotyczy jednego polityka, lecz całego systemu, który premiuje radykalizm.

– To nie wyglądało jak utrata kontroli, raczej jak świadome wykorzystanie momentu. Chodziło o pokazanie się z twardej strony. To, co widzimy, wpisuje się w pewien "trumpizm" rozumiany jako styl bycia. Nie chodzi o ideologię, tylko o sposób komunikacji i reagowania. Twardość i agresja stają się narzędziem politycznym – mówi socjolożka i politolożka.

– To, że jest polaryzacja, społeczeństwo słyszało już wiele razy. Ja mam obowiązek powiedzieć, dlaczego tak jest, a po drugie pokazać, czy jest szansa zrobienia czegokolwiek, żeby to w jakikolwiek sposób zmienić – dodaje. 

Algorytmy kochają radykalizm

Zdaniem prof. Mieńkowskiej-Norkiene kluczowe znaczenie ma sposób działania współczesnych mediów.

– U podstaw problemu leży algorytmizacja mediów społecznościowych. To, co radykalne i emocjonalne, jest premiowane i niesie się dalej. Politycy doskonale wiedzą, że to się po prostu opłaca – podkreśla.

Dlatego tak diametralnie zmieniła się polityczna logika. – Kiedyś radykalizm był domeną polityków drugiego planu. Dziś sięgają po niego najważniejsi gracze. Zrozumiano, że agresja jest wybaczana, a nawet nagradzana – mówi nasza rozmówczyni.

Dlaczego to działa na wyborców?

Ekspertka nie ma złudzeń: ostre słowa nie odstraszają. Wręcz przeciwnie, ludziom się to podoba, chętniej oddają swój głos. Jednak to wynika z braku samodzielnego myślenia.

– Te narracje, choć radykalne i ostre, niestety działają. Wyborcy funkcjonują w swoich bańkach i mają poczucie, że świat właśnie tak wygląda. To nie zniechęca, tylko utwardza podziały – mówi Mieńkowska-Norkiene.

Co więcej, radykalizm stabilizuje scenę polityczną.

– Nie jest tak, że politycy tracą przez to poparcie. Radykalizm zwiększa polaryzację, a ta stabilizuje scenę na poziomie 50 na 50. W takich warunkach wygrywa mobilizacja, nie umiarkowanie – zaznacza.

Jak dodaje Mieńkowska-Norkiene, ludzie mają poczucie, że świat jest niestabilny i że elity ich nie rozumieją. Polityk, który okazuje emocje, daje wrażenie, że rozumie frustrację. Nawet jeśli mówi rzeczy uproszczone, jest bliżej ludzi.

– Populizm rośnie tam, gdzie ludzie mają najdalej do przystanku autobusowego. To bardzo konkretne doświadczenie codzienności. Jeśli państwo tego nie widzi, ktoś inny zagospodaruje te emocje – podkreśla.

Demokracja pod presją emocji

Efekt uboczny tej zmiany może być poważny. Politycy, którzy wychodzą do ludzi, zyskują ogromny kredyt zaufania. Nawet jeśli mają złe pomysły, wyborcy wierzą, że są po ich stronie. To często wystarcza, by wygrać.

Jednocześnie – jak ostrzega prof. Mieńkowska-Norkiene – łatwo zapomnieć, czym naprawdę jest demokracja.

– Demokracja to nie tylko rządy większości. To także poszanowanie zasad i mniejszości. Jeśli o tym zapomnimy, możemy dojść do bardzo niebezpiecznych wniosków – ostrzega.

Cała rozmowa z prof. Renatą Mieńkowską-Norkiene ukazuje znacznie więcej mechanizmów stojących za współczesną polityką. Zobacz ją na naszym kanale YouTube naTemat.