
Wydarzenia ostatnich dni, od napięć wokół liturgii w Jerozolimie po dyskusję wokół kard. Krajewskiego i kard. Rysia, odsłaniają narastający problem. Religia staje się narzędziem brutalnej polityki, a emocje wypierają myślenie. W "Rozmowie naTemat" ojciec Paweł Gużyński ostrzega przed groźnym trendem: rosnącą bezmyślnością, cynizmem i instrumentalnym wykorzystywaniem wiary.
Kościół coraz częściej staje się narzędziem brutalnej polityki, a media społecznościowe – przestrzenią pełną bezrefleksyjnych emocji. W "Rozmowie naTemat" dominikanin o. Paweł Gużyński stawia jasną diagnozę: bezmyślność jest naszym największym zagrożeniem.
Blokada Jerozolimy
Przypomnijmy, w Niedzielę Palmową izraelskie służby uniemożliwiły hierarchom kościoła wejście do Bazyliki Grobu Pańskiego. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem na świecie. Odniósł się do niego m.in. prezydent Karol Nawrocki czy Emmanuel Macron. Zdarzenie zostało odebrane jako "atak na wolność religijną".
– Jak politycy zabierają się za obronę religii, to w większości przypadków nie zwiastuje to niczego dobrego. Podgrzewanie takich incydentów i wykorzystywanie ich do celów politycznych jest bardzo niebezpieczne. Tu potrzeba spokoju, rozmowy i dyplomacji, a nie bicia w największe dzwony – mówi dominikanin.
Jak dodaje, żyjemy dziś w świecie ogromnego napięcia – politycznego, społecznego i religijnego.
– W takiej sytuacji każdy nieprzemyślany ruch może prowadzić do eskalacji. Dlatego zamiast emocji potrzebujemy odpowiedzialności i chłodnej refleksji – podkreśla o. Gużyński.
O. Rydzyk na ingresie kard. Krajewskiego
Uroczysty ingres nowego metropolity łódzkiego kard. Konrada Krajewskiego, który po niemal trzech dekadach wrócił do Polski z Watykanu, przyćmiła obecność ojca Tadeusza Rydzyka i to w pierwszej ławce w archikatedrze łódzkie. Czy to oznacza, że kard. Krajewski potwierdza swoją "ultrakonserwatywność" oraz wskazuje na zbratanie polityczne?
– Obecność ojca Rydzyka i to w pierwszej ławce pokazuje, że jest on pozbawiony skrupułów. Gdyby miał lepszy słuch społeczny zachowałby się nieco skromniej. On ma swoje interesy i próbuje zaistnieć. Jego notowania spadły, nie ma rządu na zawołanie i nie ma tego przełożenia, więc próbuje na nowo zaistnieć przy zmieniającej się rzeczywistości – tłumaczy w "Rozmowie naTemat" o. Gużyński.
Zobacz także
Jak dodaje, jednocześnie wyproszenie go z kościoła byłoby w złym guście. Odnosząc się do kard. Krajewskiego, dominikanin zaznacza, że może on być konserwatywny w sensie teologicznym, ale to nie oznacza jego polityczności.
– I to jest bardzo ważne rozróżnienie. Kościół nie powinien być zakładnikiem żadnej opcji politycznej. On sam stawia się w trudnej sytuacji, bo budzi ogromne oczekiwania. Ludzie będą patrzeć, czy za słowami pójdą czyny. I bardzo dobrze, bo Kościół potrzebuje dziś wiarygodności – zaznacza.
Zdaniem o. Gużyńskiego można się spodziewać, że pojawią się wobec niego ataki i etykietowanie.
– Już samo zajmowanie się ubogimi może być interpretowane jako 'lewactwo'. To pokazuje, jak bardzo pomieszaliśmy dziś kategorie religijne i polityczne. Największą szansą kardynała Krajewskiego jest autentyczność. Jeśli ją utrzyma i przełoży na decyzje, może naprawdę coś zmienić. Jeśli nie – zostanie tylko symbolem niespełnionych nadziei – podkreśla.
"Należy odpartyjnić Kościół"
Kard. Konrad Krajewski zaskoczył nie tylko wiernych. Wskazał na dom biskupi i stwierdził, że to w nim powinno przyjmować się biednych. Jeszcze w trakcie liturgii, klęknął przed wiernymi, uniżając się i prosząc o wsparcie i modlitwę za niego.
Według o. Pawła Gużyńskiego, nie są to puste gesty, ani teatrem.
– Ja wierzę, że on to robi autentycznie i szczerze. Jeśli mówi, że chciałby zamienić pałac biskupi z miejscem dla ubogich, to on sam stawia się w sytuacji, w której musi to zrobić. I dobrze – bo Kościół tego potrzebuje – mówi dominikanin.
Jednocześnie o. Gużyński zaznacza, że prawdziwa zmiana musi dotyczyć nie tylko symboli, ale także struktury władzy i ograniczenia klerykalizmu.
– Jedną z pierwszych rzeczy, które trzeba zrobić, to odpartyjnić Kościół. On musi mówić swoim głosem, a nie głosem przekazów partyjnych. Tym głosem jest Ewangelia – nic więcej i nic mniej – podkreśla duchowny.
O. Gużyński przypomina też, że wierni coraz wyraźniej oczekują tej zmiany. Bez niej Kościół będzie tracił wiarygodność – niezależnie od tego, po której stronie politycznego sporu się znajdzie.
Epoka bezmyślności
Zdaniem dominikanina, wcale nie potrzeba być potworem, żeby czynić zło – wystarczy być bezmyślnym.
– Ta fala, która przechodzi przez media społecznościowe, jest właśnie falą bezmyślności. A bezmyślność prowadzi nas nie do prawdy, tylko do ideologii. Myślenie musi być nie tylko logiczne, ale też moralne. Jeśli przestaje być moralne, bardzo łatwo stajemy się wspólnikami zła. Historia pokazała już wielokrotnie, jak niebezpieczne są takie procesy – podkreśla nasz rozmówca.
O. Paweł Gużyński nawiązuje tu do fali nienawiści na tle narodowościowym w związku z ostatnimi wydarzeniami, ale szerzej – przez cyniczne zmieszanie religii z bieżącą polityką przez wielu rządzących na świecie.
