
Rynki zareagowały na tymczasowy rozejm między USA a Iranem dokładnie tak, jak zwykle reagują na choćby chwilowe oddalenie groźby energetycznego szoku. Ropą przestała rządzić panika, a inwestorzy wrócili do bardziej ryzykownych aktywów.
Po ogłoszeniu 2-tygodniowego zawieszenia broni i zapowiedzi ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz ceny surowca gwałtownie spadły, a azjatyckie giełdy mocno ruszyły w górę. Problem polega na tym, że to wciąż bardziej chwilowa ulga niż powrót do normalności. Ropa jest wyraźnie tańsza niż w najgorętszym momencie kryzysu, ale nadal kosztuje znacznie więcej niż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie.
Rozejm zepchnął ropę poniżej 100 dol., ale dopiero po historycznym skoku
Po informacji o rozejmie amerykańska ropa staniała o 16,84 dol. i zeszła do 96,11 dol. za baryłkę, a Brent spadła o 14,51 dol., do 94,76 dol. To spadek rzędu 13-16 proc., który po raz pierwszy od połowy marca zepchnął notowania z powrotem poniżej 100 dol. za baryłkę. To mocne tąpnięcie, ale warto pamiętać skalę wcześniejszego szoku. Jeszcze dzień wcześniej Brent była w okolicach 110 dol., a fizyczne ceny części gatunków ropy dochodziły nawet w okolice 150 dol. za baryłkę.
Sam spadek nie oznacza jeszcze, że rynek wrócił do punktu wyjścia. Przed wybuchem wojny pod koniec lutego ceny ropy były bliżej 70-73 dol. za baryłkę. Nawet po środowym zjeździe surowiec pozostaje więc wyraźnie droższy niż przed rozpoczęciem konfliktu. Rynek zdjął część premii za strach, ale nie wycenił końca ryzyka.
Zobacz także
Giełdy odetchnęły, bo Ormuz znów ma być przejezdny
Ropa spadła dlatego, że rozejm ma obejmować najważniejszy dla rynku warunek: odblokowanie Cieśniny Ormuz. Porozumienie między USA a Iranem zakłada 2-tygodniowe zawieszenie broni i bezpieczne wznowienie ruchu przez ten szlak, przez który przepływa około 1/5 światowego handlu ropą. To właśnie wizja przywrócenia żeglugi przez Ormuz uspokoiła inwestorów bardziej niż sam polityczny komunikat o rozejmie.
Na giełdach było to widać niemal natychmiast. Japoński Nikkei 225 wzrósł o 5 proc., południowokoreański Kospi o 5,9 proc., a Hang Seng w Hongkongu o 2,8 proc. Rosły też kontrakty na amerykańskie indeksy, obligacje odbiły, a dolar osłabł wobec części walut. Rynek odczytał więc rozejm jako sygnał, że najczarniejszy scenariusz – dłuższa blokada Ormuzu i jeszcze głębsze uderzenie w dostawy energii – został przynajmniej czasowo odsunięty.
Rozejm jest kruchy, a fizyczny rynek paliw wciąż jest bardzo napięty
Fizyczny rynek ropy nadal pozostaje mocno napięty. Zakłócenia w żegludze, wcześniejsze przerwy w eksporcie i uszkodzenia infrastruktury nie znikają od razu wraz z politycznym komunikatem o przerwie w walkach. Saudi Aramco podniosło oficjalne ceny sprzedaży na maj do rekordowych poziomów, a premia dla Arab Light wobec benchmarku Oman/Dubaj skoczyła do 19,50 dol. Niedobór baryłek na rynku fizycznym nadal jest więc traktowany śmiertelnie poważnie.
Nawet przy trwałym rozejmie globalna podaż ropy może w kolejnych latach pozostać o 3-5 mln baryłek dziennie niższa, niż zakładano przed wojną. Dzisiejszy spadek cen jest raczej ruchem od panicznej górki w stronę mniej histerycznego poziomu, a nie prostym cofnięciem całego kryzysu. Dla importerów energii to dobra wiadomość na dziś, ale jeszcze nie sygnał, że problem został rozwiązany.
