Trump grozi: Zginie cała cywilizacja. Dyplomata: To może być bardzo na serio
Trump grozi: Zginie cała cywilizacja. Dyplomata: To może być bardzo na serio Fot. Shutterstock

"Dzisiaj w nocy zginie cała cywilizacja i nigdy już nie powróci, jeśli nie dojdzie do porozumienia z Iranem" – zagroził prezydent Donald Trump. "Nie chcę, żeby tak się stało, ale prawdopodobnie tak będzie" – straszył dalej. Czas, jaki dał Iranowi na odblokowanie Cieśniny Ormuz, upływa o godz. 2 w nocy czasu polskiego. Co jego groźba może oznaczać w praktyce? – Wydaje się, że jest to szantaż poważny – komentuje w rozmowie z naTemat Jerzy Marek Nowakowski, dyplomata i analityk spraw międzynarodowych.

REKLAMA

Od kilku dni widać, że Donald Trump traci cierpliwość do Iranu. W Niedzielę Wielkanocną na swoje konto na platformie Truth Social wrzucił wulgarny wpis, który wywołał potężne oburzenie na świecie.

"Wtorek będzie dniem elektrowni i mostów, wszystko w jednym, w Iranie. Nigdy nie będzie czegoś takiego. Otwórzcie tę j**ną cieśninę [Ormuz – red.], wy cholerni szaleńcy, albo będziecie żyć w piekle. Chwała Allahowi" – zapowiedział.

Z kolei 7 kwietnia dolał oliwy do ognia kolejnym, groźnym komunikatem, w którym oficjalnie zapowiedział atak na Iran. "Dzisiaj w nocy zginie cała cywilizacja i nigdy już nie powróci. Nie chcę, żeby tak się stało, ale najprawdopodobniej tak będzie" – napisał w mediach społecznościowych prezydent USA.

"Niewykluczone, że nastąpi masowy atak na infrastrukturę irańską"

W jakiej rzeczywistości możemy się obudzić 8 kwietnia? Jak odbierać groźbę prezydenta USA?

Tak samo, jak wszystkie wcześniejsze wypowiedzi Trumpa. Czyli nie wiadomo jak. Czy to jest na serio? Czy nie? Wydaje mi się jednak, że może to być bardzo na serio – komentuje w rozmowie z naTemat Jerzy Marek Nowakowski, dyplomata, analityk spraw międzynarodowych.

Wskazuje, że pomysł zniszczenia infrastruktury Iranu nie jest nowy. – Wydaje się, że sukces w postaci wyciągnięcia tego pilota znowu pobudził Donalda Trumpa do tego, żeby być bardziej aktywnym w tej wojnie. Dlatego, niestety, nie jest wykluczone, że nastąpi masowy atak na infrastrukturę irańską – uważa.

To zaś, jak dodaje, tak naprawdę najbardziej ucieszy Izraelczyków.

Plany wojenne Izraela i Stanów Zjednoczonych trochę się różnią. Cofnięcie Iranu może nie do epoki kamienia łupanego, jak mówi Trump, ale o kilkadziesiąt lat w rozwoju daje dłuższy czas na oddech i odsuwa zagrożenie irańskie wobec państwa izraelskiego. Natomiast z punktu widzenia USA doradcy Trumpa uświadomili mu, że podstawowym zadaniem Stanów Zjednoczonych jest doprowadzenie do tego, żeby odblokować Cieśninę Ormuz. I Trump usiłuje zrobić wszystko, żeby do tego doprowadzić. Groźbami i szantażem. Wydaje się, że jest to szantaż poważny – uważa dyplomata.

Jerzy Marek Nowakowski widzi w tym powtórzenie rosyjskiej taktyki wojennej z ostatnich miesięcy wobec Ukrainy. – Nie jest to więc najbardziej pozytywna recenzja tego, co wymyślili Amerykanie – ocenia.

"Trump zapędził się tak daleko, że nie może po prostu uznać, że wygrał wojnę i się wycofać"

Jak wiadomo, Trump jest nieprzewidywalny. Jego komunikaty są sprzeczne. W swoim wpisie, w którym grozi końcem cywilizacji, napisał jeszcze o Iranie: "Chociaż skoro teraz mamy całkowitą i totalną zmianę władzy, gdzie inne, mądrzejsze i mniej zradykalizowane umysły rządzą, może coś rewolucyjnie pięknego może się stać, kto wie".

Padły też słowa: "Dowiemy się dziś w nocy, to jedna z najważniejszych chwil w długiej i skomplikowanej historii świata. 47 lat rozbójnictwa, korupcji i śmierci w końcu dobiegnie końca. Niech Bóg błogosławi wielki naród Iranu".

Już w marcu groził wysadzeniem South Pars, irańskiej części największego na świecie złoża gazu, które Iran dzieli z Katarem. "Z taką siłą i mocą, jakiej Iran nigdy wcześniej nie widział" – ostrzegał. Nic się jednak potem nie wydarzyło.

8 kwietnia możemy się więc rano obudzić i może okazać się, że Trump spełnił swoje groźby. Ale może się też okazać, że nic się nie stało.

– Wtedy pokaże to, że papierowym tygrysem są Stany Zjednoczone, a niekoniecznie europejskie NATO. Ja jednak mam wrażenie, że Trump zapędził się tak daleko, że nie może po prostu uznać, że wygrał wojnę i się wycofać. Będzie musiał coś zrobić. Pytanie, czy to będzie atak na elektrownie, na mosty, czy jakaś inna niespodzianka – zastanawia się Jerzy Marek Nowakowski. A może będzie to zasłona dymna dla jeszcze innych działań. Dziś nic nie wiemy.

– Wiemy natomiast, że nastąpiły poważne ataki lotnictwa izraelskiego na rafinerie i na Wyspę Chark. Wygląda więc na to, że koalicja amerykańsko-izraelska naprawdę szykuje się do jakiegoś poważniejszego ataku. Ale jak mówię, tego nie wiemy. Bo mgła tej wojny jest wyjątkowo gęsta – dodaje.

Pytanie, czy Iran może ulec pod takimi groźbami?

– Może, bo Irańczycy traktują to ultimatum poważnie – uważa Jerzy Marek Nowakowski. Ale to też nie jest takie proste. W Iranie, jak wskazuje, też toczy się wewnętrzna walka pomiędzy Strażnikami Rewolucji a tymi, którzy chcieliby dialogu z USA.

– Ale w momencie, kiedy padają nieustanne obelgi publiczne – a pamiętajmy, że w świecie islamu ciężar wypowiedzianej obelgi jest dużo większy niż w świecie Zachodu – to bardzo trudno jest się nagle wycofać. Zwłaszcza jak się ma gromadę uzbrojonych, zdeterminowanych radykałów, którzy mają główne narzędzia władzy – przypomina dyplomata.

A ci radykałowie już ostro odpowiedzieli Trumpowi. Z ich reakcji wynika, że Strażnicy Rewolucji i kluczowe osoby w państwie przygotowują się na pełnoskalową wojnę. Jeśli USA zdecydują się na desant, Iran ma zamiar zaatakować infrastrukturę służącą do przesyłu ropy i gazu w całej Zatoce Perskiej – pisał już o tym w naTemat Michał Panek.

Jerzy Marek Nowakowski: Chciał uczynić Amerykę znowu wielką, a na razie uczynił Amerykę samotną

W jakiej sytuacji znalazł się dziś sam Donald Trump?

– W takiej, do której chyba dążył tylko niekoniecznie świadomie. Że doprowadza do przyspieszonej erozji amerykańskiej pozycji supermocarstwa globalnego – komentuje Jerzy Marek Nowakowski.

– Zrezygnował z jednego z dwóch podstawowych lewarów polityki Stanów Zjednoczonych, czyli z przywództwa w demokratycznej wspólnocie wartości. Z przestrzeganiem tych wartości było różnie, ale były one pewnym wzorcem i pokazywały, że USA koleguje się z krajami demokratycznymi oraz stawia opór dyktaturom. A Trump zanegował to, m.in. działaniami w Wenezueli – wskazuje.

Drugim instrumentem amerykańskiego supermocarstwowego przywództwa było to, że USA były globalnym gwarantem wolności handlu, żeglugi i mórz, co było fundamentem niebywałego sukcesu globalizacji. Z perspektywy polskiej często o tym nie pamiętaliśmy.

Jerzy Marek Nowakowski

dyplomata

– Jeżeli Amerykanie nie potrafią dziś odblokować Cieśniny Ormuz i doprowadzają do globalnego kryzysu handlu morskiego, to zmienia się obraz handlu i podważa drugi z filarów amerykańskiej potęgi. Bo w tej chwili dostawa jednego kontenera ubrań, czy komputerów z Szanghaju do Gdańska, kosztuje już trzykrotnie więcej, niż kosztowała w styczniu tego roku.

– I to naprawdę jest podstawowy skutek działania Trumpa – że chciał uczynić Amerykę znowu wielką, a na razie uczynił Amerykę samotną. Zamiast MAGA, mógłby ogłosić hasło "Make America Alone Again". Czyli "Maaa" – ocenia dyplomata.