
Péter Magyar zapowiedział, że jego rząd zawiesi nadawanie programów informacyjnych w publicznych mediach na Węgrzech do czasu, aż będzie można zagwarantować bezstronny przekaz.
To jedna z najmocniejszych i najbardziej symbolicznych zapowiedzi po wyborczym zwycięstwie Tiszy, bo uderza w obszar, który przez lata był jednym z filarów systemu Viktora Orbána. Nie chodzi przy tym o wyłączenie całych mediów publicznych, lecz konkretnie o wstrzymanie newsowych audycji telewizji i radia państwowego do czasu przebudowy nadzoru nad nimi.
Péter Magyar zapowiada zawieszenie programów informacyjnych w mediach publicznych
Rząd Fideszu zacieśnił kontrolę nad mediami publicznymi, przekształcając je w przekaz sprzyjający władzy, a państwowe pieniądze z reklam wzmacniały także przychylne rządowi media prywatne. Można było więc zaobserwować na Węgrzech rozbudowany prorządowy ekosystem medialny, w którym publiczne radio i telewizja konsekwentnie powielały narrację Fideszu, a opozycja miała śladowy dostęp do anteny.
Według Reporterów bez Granic środowisko związane z Orbánem uzyskało wpływ na około 80 proc. zasobów węgierskiego rynku medialnego, a sam premier trafił na listę "drapieżców wolności mediów". Międzynarodowy Instytut Prasy jeszcze przed wyborami opisywał węgierski system regulacji mediów jako najbardziej upolityczniony w Unii Europejskiej. Zapowiedź Magyara nie jest więc odosobnionym gestem z kampanii wyborczej, lecz próbą szybkiej odpowiedzi na system, który od dawna był krytykowany przez organizacje branżowe i prawa człowieka.
Zobacz także
TISZA ma większość, ale nie ma łatwej drogi
Przypomnijmy, że partia TISZA zdobyła 138 z 199 mandatów, czyli większość konstytucyjną, co daje nowemu rządowi szerokie możliwości zmian prawnych i instytucjonalnych. W państwie nadal pozostają ludzie lojalni wobec Orbána, którzy są osadzeni w kluczowych instytucjach. To oznacza, że nawet mając bardzo mocny mandat polityczny, Magyar będzie musiał mierzyć się z systemem personalnym budowanym przez 16 lat.
Pomysł czasowego wyłączenia newsów w mediach publicznych można czytać jako rozwiązanie przejściowe. Zamiast próbować od pierwszego dnia udowadniać, że te same redakcje i te same struktury zaczną nagle działać bezstronnie, nowa władza chce najpierw zatrzymać przekaz informacyjny, a dopiero potem przebudować mechanizm nadzoru i odpowiedzialności.
To politycznie ryzykowne, ale z punktu widzenia nowego rządu może być prostsze, niż natychmiastowe przywracanie standardów w instytucji, która przez lata pracowała w zupełnie innym modelu.
Media to tylko jeden element całej układanki
Ruch wobec publicznych serwisów informacyjnych jest fragmentem gruntownej przebudowy państwa. Po zwycięstwie Magyar zapowiedział odbudowę rządów prawa, walkę z korupcją, wejście Węgier do Prokuratury Europejskiej i szybkie odblokowanie zamrożonych funduszy unijnych. Nowa ekipa chce w krótkim czasie pokazać wyraźne odcięcie od modelu rządzenia Orbána, opartego na centralizacji władzy, sporze z Brukselą i podporządkowywaniu instytucji państwowych bieżącej polityce.
W tym samym duchu Human Rights Watch zaapelowała do nowego rządu o szybkie zawieszenie działalności Urzędu Ochrony Suwerenności i uchylenie ustawy, na podstawie której powołano ten organ. Organizacja przypomniała, że urząd ma szerokie uprawnienia wobec dziennikarzy, organizacji społecznych i środowisk akademickich otrzymujących zagraniczne finansowanie, a tak naprawdę był używany do nękania krytyków władzy. Dla HRW właśnie takie instytucje, obok mediów podporządkowanych państwu, są jednym z najważniejszych symboli erozji praworządności na Węgrzech.
